Tour de France. Nielsen zwycięzcą 15. etapu. Świetna jazda Rafała Majki

Magnus Cort Nielsen (Astana) wygrał 15. etap, kończący drugi tydzień ścigania w Tour de France. Na ostatnim podjeździe pod Pic de Nore znakomicie zaatakował Rafał Majka (BORA-hnsgrohe), ale 30-sekundowa zaliczka okazała się zbyt mała, żeby obronić prowadzenie na długim zjeździe i walce z wiatrem.

W końcu mieliśmy szansę zobaczyć takiego Rafała Majkę (BORA-hansgrohe), jakiego cenimy najbardziej: atakującego na najtrudniejszym fragmencie podjazdu, zostawiającego za sobą kolejnych rywali i do końca walczącego o utrzymanie prowadzenia. Ruszył w połowie ponad 12-kilometrowego podjazdu na Pic de Nore, na którym chwilę wcześniej mocne tempo narzucił jego pomocnik Paweł Pojlański. Niespełna 30-osobowa grupa, prowadząca niemal od początku etapu, po zaczepnej akcji Polaka zaczęła błyskawicznie topnieć, aż została w niej tylko dziesiątka kolarzy oraz dwóch prowadzących, którzy wspinali się z około 2-minutową przewagą: Julien Bernard (Trek-Segarfedo) oraz Fabien Grellier (Direct Energie). Bezskutecznych ataków próbowali Domenico Pozzovivo (Bahrain-Merida) i Michael Valgren (Astana) i dopiero Rafałowi Majce, po mocnym przyspieszeniu na najbardziej stromym odcinku, udało się oderwać od grupy i zostawić rywali za plecami.

Jeszcze przez chwilę po ataku powiększającą się różnicę próbował niwelować kolarz Astany, ale Majka był tutaj wyraźnie szybszy. Błyskawicznie minął jadącego z przodu Grelliera, po krótkiej chwili dojechał też do Bernarda, który przez chwilę utrzymywał tempo Rafała, ale zmuszony był w końcu się poddać i został z tyłu. Pięć kilometrów przed szczytem wzniesienia jego przewaga wynosiła kilkanaście sekund. Na szczycie, nad goniącymi go Bauke Mollemą (Trek-Segafredo) i Magnusem Cortem Nielsenem (Astana), którzy również zdołali odskoczyć na kilkanaście sekund o pozostałych, przewaga Majki wynosiła już niespełna pół minuty.

Ale do mety pozostawało jeszcze 40 kilometrów, z czego jedna połowa to kręty zjazd, a druga – odkryta droga w płaskim terenie, z bardzo silnie dziś wiejącym wiatrem. Niemal przez cały zjazd Rafałowi udawało się utrzymać stałą przewagę, która zaczęła topnieć dopiero na dole, gdy do Mollemy i Nielsena dojechali pozostali kolarze z pogoni. Przez kilkanaście kilometrów mocno współpracowali, żeby zniwelować przewagę Polaka, który cały czas pracował sam. Zrezygnował dopiero 16 kilometrów przed metą, gdy już nie miał siły samotnie walczyć z mocnym wiatrem.

Spróbował złapać trochę oddechu, wróciwszy do goniącej go grupy, ale i na to nie miał tutaj zbyt wiele szans, bowiem jej układ był wybitnie niesprzyjający samotnym kolarzom: w 8-osobowej grupie Majka i Calmejane (Direct Energie) byli pozostawieni samym sobie. Pozostałą szóstkę tworzyły pary zawodników z trzech zespołów: Astany – Nielsen i Valgren, Bahrain-Merida – Jon Izagirre i Domenico Pozzovivo oraz Trek-Segafredo, w barwach którego jechali Bauke Mollema i Toms Skujins. Gdy któraś trójka, złożona z kolarzy z tych zespołów atakowała – odpowiadać na te ataki musieli osamotnieni Majka i Calmejane. W końcu zabrakło im sił i na niecałe 6 kilometrów przed metą atak Mollemy, Izagirre i Nielsena pozostał bez odpowiedzi. Grupa się podzieliła i uciekająca trójka, która wypracowała blisko 30-sekundową przewagę, finisz na ulicach Carcassone rozegrała między sobą. Najlepszy okazał się Magnus Cort Nielsen, który w finałowym sprincie nie dał szans Jonowi Izagirre. Trzeci był Bauke Mollema.

Rafał Majka ukończył etap na miejscu ósmym i z wyróżnieniem dla najbardziej walecznego zawodnika – absolutnie zasłużonym. Jak powiedział na mecie korespondentom Eurosportu: „Mam jeszcze trochę etapów. Pokazałem, że powoli wracam do siebie.” Dziś meta okazała się dla Rafała zbyt daleko od szczytu Pic de Nore.

W czołówce klasyfikacji generalnej nie zaszły dziś żadne zmiany, choć przyprowadzony przez Michała Kwiatkowskiego peleton na metę wjechał ponad 13 minut po zwycięzcy. Samotnego ataku, podobnie jak Rafał Majka, podjął się Daniel Martin (UAE Team Emirates), który próbował odzyskać trochę czasu, straconego przez defekt roweru na wczorajszym etapie. Zaatakował nieco wcześniej i udało mu się samotnie wjechać na szczyt Pic do Nore, ale już na zjeździe został doścignięty i wysiłek nie przyniósł spodziewanych rezultatów. Niezmiennie zajmuje 10. miejsce, tracąc do lidera 6 minut i 54 sekundy. Prowadzi wciąż Geraint Thomas (Team Sky), przed Christopherem Froome’m (Team Sky, +1’39”) i Tomem Dumoulinem (Sunweb, + 1’50”).

W poniedziałek drugi dzień przerwy w wyścigu. Kolarze pozostają w Carcassonne, skąd we wtorek wyruszą w 218-kilometrową, górską przeprawę do Bagneres-De-Luchon.