Giro d'Italia. Tom Dumoulin już bez szans na obronę tytułu

Wiadomo już niemal wszystko. Tylko jeden płaski etap dzieli Christophera Froome'a od pierwszego zwycięstwa w Giro d'Italia. Dumoulin na ostatnim podjeździe podjął jeszcze kilka prób ataku, ale nie był w stanie odjechać liderowi dalej, niż na kilka metrów. 20. etap wygrał po samotnej ucieczce Mikel Nieve.

„Co tylko było możliwe zrobiłem najlepiej, jak potrafiłem. Po prostu nie jestem dobrym góralem” – powiedział na mecie w Cervinii Tom Dumoulin (Team Sunweb). Dziś już wiadomo, że zdobytego w ubiegłym roku pucharu najprawdopodobniej nie obroni. Etap z Susy do Cervinii (214 km) był jedyną szansą odrobienia 40-sekundowej straty, jaką Dumoulin miał do Christophera Froome’a po fantastycznym atau tego ostatniego pod Colle delle Finestre. Nie pomogło Dumoulinowi wyczekiwanie do ostatniego podjazdu, nie pomogło kilka konsekwentnie powtarzanych ataków. Za każdym razem, gdy oglądał się za siebie, widział tuż za swoim tylnym kołem różowy trykot, w którym jechał dziś Froome. 4 kilometry przed metą Dumoulin zrozumiał, że szansa na obronę tytułu przepadła.

Froome’a tymczasem od szczęścia dzieli tylko 115 kilometrów, kręcone na dziesięciu rundach po ulicach Rzymu. W kończącą trzytygodniową batalię niedzielę z dużym prawdopodobieństwem zostanie ogłoszony kolarzem, który wygrał trzy Wielkie Toury z rzędu: ubiegłoroczne Tour de France i Vuelta a Espana oraz tegoroczne Giro d’Italia. Czy długo nim pozostanie – nie wiadomo, bo UCI wciąż jeszcze nie podjęła decyzji co do konsekwencji przekroczenia dopuszczalnego stężenia salbutamolu (który miał prawo stosować, a wątpliwości dotyczą ilości przyjętego leku). Jednak bez względu na ewentualne przyszłe rozstrzygnięcia, jutrzejszy wieczór w Rzymie będzie należał do Froome’a, który oprócz zwycięstwa w klasyfikacji generalnej wygrał również klasyfikację górską, oraz do Team Sky, które zwyciężyło w klasyfikacji drużynowej.

Froome zatem zwycięża, Dumoulin pozostanie drugi. Zdobytego wczoraj trzeciego miejsca nie obroni natomiast Thibaut Pinot (Groupama FDJ), którego dziś na trasie dopadł potężny kryzys (prawdopodobnie spowodowany niedyspozycją zdrowotną) i który – podobnie jak wczoraj Simon Yates – przyjechał na metę z olbrzymią stratą, która zepchnęła w klasyfikacji generalnej dopiero na 16. miejsce. Skorzystał na tym Miguel Angel Lopez (Astana), który mimo strat, poniesionych w pierwszej części wyścigu, zakończy go na trzecim miejscu podium.

A dzisiejszy etap, po długiej ucieczce, wygrał Hiszpan Mikel Nieve, powiększając tym samym do pięciu etapowe zdobycze grupy Mitchelton-Scott. Nieve znalazł się już na początku etapu w dużej grupie, która oderwała się od peletonu i która w miarę pokonywania kolejnych podjazdów systematycznie się kurczyła. Na ostatnią z trzech zdobywanych dzisiaj gór wjeżdżali już pojedynczy zawodnicy: Nieve, który momentami miał nawet ponad 9 minut przewagi nad główną grupą, Felix Grossschartner (BORA-hansgrohe), którego na ostatnich kilometrach zdołał wyprzedzić Robert Gesink (Lotto NL Jumbo), Giulio Ciccone (Bardiani CSF), bez powodzenia walczący o odebranie Froome’owi koszulki najlepszego górala, oraz Gianluca Brambilla (Trek-Segafredo).

W niedzielę ostatni etap 101. edycji Giro d’Italia. Nieprzewidywalnej, momentami zaskakującej i od pierwszego do ostatniego etapu niezwykle ciekawej. Jutro któryś ze 151 pozostałych na trasie zawodników dopisze do tej historii ostatni rozdział. Czy będzie to Elia Viviani, na pocieszenie Włochom wygrywający po raz piąty? Zobaczymy.