Giro d'Italia. Pierwszy moment słabości lidera

W osiemnastym dniu ścigania w Giro d'Italia jadący w różowej koszulce Simon Yates po raz pierwszy przejawił słabość i stracił połowę z niespełna minutowej przewagi, jaką miał nad Tomem Dumoulinem. 196-kilometrowy etap z Abbiategrasso do Prato Nevoso wygrał -po raz pierwszy po skutecznej ucieczce - niemiecki kolarz Maximilian Schachmann.

Wieńczący 101. edycję Giro d’Italia alpejski tryptyk rozpoczął etap, który z pozoru wydawał się stosunkowo najłatwiejszy: większość trasy płaska i zaledwie jeden, dość długi (blisko 14 km) i umiarkowanie stromy podjazd (średnia ok. 7%, maksymalnie 10% nachylenia). Ale szalone tempo poprzedniego etapu dało o sobie znać – peleton tym razem bez większej walki odpuścił 12-osobową ucieczkę, której – po raz pierwszy od startu w Jerozolimie – pozwolił odjechać aż na blisko 15 minut. Nikt nie miał interesu w pogoni, kosztującej wiele sił, niezbędnych na kolejnych etapach.

Ucieczka dojechała więc bez przeszkód do podnóża podjazdu i zaczęła się kruszyć dopiero na około 20 km przed metą, gdy droga zaczęła się piąć w górę. Pierwszego większego ataku spróbował Boy Van Poppel (Trek-Segafredo), któremu udało się odjechać od czołowej grupy na 20 sekund, ale po niedługim czasie został doścignięty, a chwilę później został za prowadzącymi. Decydujący atak przypuścili na ok. 7 km przed metą Mattia Cattaneo (Androni-Sidermec), Christoph Pfingsten (BORA-hansgrohe), Maximilian Schachmann (Quick-step) i Ruben Plaza (Israel Cycling Academy), który po pierwszym zrywie został nieco z tyłu, ale na ostatnich kilometrach wykrzesał z nóg jeszcze trochę siły i dogonił prowadzących Schachmanna i Cattaneo. Próbował jeszcze nawiązać walkę a Schachmannem, ale na skuteczną walkę z 24-letnim Niemcem nie wystarczyło już siły. Schachmann sięgnął po swój pierwszy sukces w wielkim wyścigu, a jednocześnie po aż 36. w tym sezonie zwycięstwo ekipy Quick-Step Floors.

Ale najciekawsze wydarzenia rozegrały się kilka minut po tym, jak zwycięzca etapu minął linię mety. W grupie liderów mocny atak przypuścił walczący o Maglia Rosa Tom Dumoulin (Sunweb), ale Simon Yates (Mitchelton-Scott) natychmiast usiadł mu na kole i nie pozwolił na odjazd. Tuż za nimi czujnie jechali Domenico Pozzovivo (Bahrain-Merida) oraz Christopher Froome (Team Sky), który miał jeszcze do pomocy Wouta Poelsa, chwilę wcześniej zyskującego kilkadziesiąt metrów przewagi nad grupą liderów. Piąty w klasyfikacji generalnej Thibaut Pinot trzymał się blisko, ale nie był w stanie nawiązać walki z pozostałymi.

Gdy Dumoulin zorientował się, że jego atak nie przyniósł spodziewanych rezultatów, zwolnił tempo, ale wtedy zza pleców czołowej trójki wyskoczył Froome i wypracował sobie kilka metrów przewagi. W pogoń za nim rzucił się, broniący trzeciego miejsca Pozzovivo, a za nimi pojechał także Dumoulin. Yates, który chwilę wcześniej na milimetr nie odpuszczał koła Holendra, tym razem nie miał już siły na podjęcie walki. Z każdym metrem tracił dystans i oddawał rywalom cenne sekundy. Linię mety przekroczył 28 sekund po Dumoulinie, Pozzovivo i Froome.

Simon Yates pozostał liderem wyścigu, ale jego przewaga nad Tomem Dumoulinem stopniała do ledwie 28 sekund. Tyle samo odrobił Pozzovivo, którego od różowej koszulki dzieli aktualnie 2’43”. Czwarty jest Froome, ze stratą 3’22”, a piąty Pinot, który notuje 4’24” straty. Swoją sytuację znacząco poprawił Miguel Angel Lopez (Astana), który kontratakując po zrywie Richarda Carapaza (Movistar), z którym walczy o prowadzenie w klasyfikacji młodzieżowej, zarobił dziś kilkadziesiąt sekund i zajmuje obecnie szóstą pozycję, ze stratą 4’54” do Yatesa.

Jutro etap 19., na którym na kolarzy czeka największy podjazd tegorocznej edycji Giro, zwany zwyczajowo na cześć słynnego włoskiego kolarza Cima Coppi (szczyt Coppiego). Wspinaczka na Colle delle Finestre będzie mierzyć aż 18,5 kilometra, a różnica wzniesień wynosi 1694 metry (9,2% średniego i 14% maksymalnego nachylenia). Dodatkowym utrudnieniem będzie fakt, że niemal połowa podjazdu prowadzić będzie nie asfaltem, ale szutrową drogą. I będzie to dopiero drugie z czterech wzniesień, jakie będą jutro do pokonania. Jutro zatem się przekonamy, czy dzisiejszy kryzys lidera to tylko chwilowe zachwianie formy, czy poważniejszy problem, który ułatwi Dumoulinowi walkę o drugie z rzędu zwycięstwo w Giro d’Italia.