Giro d'Italia. Christopher Froome pierwszy w piekle.

Trzynaście rozegranych dotychczas etapów 101. Giro d'Italia miało dać odpowiedź na pytanie o to, kto jest najlepiej przygotowany do jednego z najważniejszych testów mocy i wytrzymałości na trasie tegorocznego wyścigu: Monte Zoncolan? Dotychczasowa rywalizacja wyłoniła grupę potencjalnych faworytów, ale nieco nieoczekiwanie jedną z najtrudniejszych kolarskich tras wspinaczkowych najszybciej pokonał ten, dla którego wyścig wydawał się już być stracony: Christopher Froome. Ale Zoncolan miał też drugiego bohatera: Simona Yatesa. Urzędujący lider ustąpił Froome'owi zaledwie o 6 sekund, za to znacząco powiększył swoją przewagę nad resztą stawki.

Monte Zoncolan. Na samo brzmienie tej nazwy wielu kolarzy przeszywają dreszcze. Ponad 10 kilometrów, pnące się aż 1200 metrów w górę. 40 minut nieustannego pedałowania, z tętnem w okolicy maksymalnych rejestrów i ustami, łapczywie łapiącymi powietrze, by dostarczyć trochę tlenu palącym z wysiłku mięśniom. U podnóża góry kolarzy wita brama z napisem „La Porta dell Inferno” – brama do piekieł. Na szczycie, nieco ponad 10 kilometrów dalej, czeka na zwycięzcę sława tego, który poskromił jedną z najtrudniejszych do pokonania na rowerze gór w Europie.

Dziś po tę chwałę sięgnął Christopher Froome (Team Sky), znakomicie wspomagany przez ponad połowę podjazdu przez Wouta Poelsa. Duet ze Sky najlepiej rozłożył siły, a prowadzący całą stawkę przez długi czas Poels kilkoma mocniejszymi szarpnięciami najpierw rozciągnął, a później porozrywał topniejącą z minuty na minutę prowadzącą grupkę. Z tyłu zostali Davide Formolo (BORA-hansgrohe), Fabio Aru (UAE Team Emirates), Carlos Betancur (Movistar), Pello Billbao (Astana), Michael Woods (EF Education First) a nawet Richard Carapaz (Movistar), który dotychczas zaskakiwał wielką determinacją i wszystkie podjazdy kończył zawsze w czołowej grupie, niepodzielnie rządząc w klasyfikacji najlepszego młodzieżowca.

Dziś oni wszyscy musieli uznać wyższość czterokrotnego triumfatora Tour de France, który w końcu, po raz pierwszy od startu Giro d’Italia w Jerozolimie, zademonstrował swoją siłę i determinację. Na nieco ponad 4 kilometry przed linią mety, gdy Poels po raz ostatni przyspieszył i zmusił pozostałych kolarzy do wytężonego wysiłku, po czym zszedł ze zmiany, Froome przejął inicjatywę i zakręcił pedałami swój charakterystyczny młynek. Odjechał od prowadzącej dotychczas grupki na kilkanaście metrów i z każdym obrotem, centymetr po centymetrze budował swoją przewagę.

Za jego plecami pozostała już tylko trójka: jadący w różowej koszulce Simon Yates (Mitchelton-Scott), Domenico Pozzovivo (Bahrain-Merida) i Miguel Angel Lopez (Astana). Kilka metrów za nimi podążał Tom Dumoulin (Sunweb), w towarzystwie Thibauta Pinot (Groupama FDJ). Każdy z nich jechał swoim tempem, pilnując tylko, aby nie „strzelić” zbyt wcześnie i nie stracić w klasyfikacji generalnej zbyt wiele.

Na kontratak i próbę nawiązania walki z Froomem zdecydował się tylko imponujący formą Simon Yates. Przez cały czas jechał spokojnie, zdawał się kontrolować całą sytuację i około 3 kilometry przed metą odjechał od Lopeza i Pozzovivo. Miał około 12 sekund straty do Froome’a, ale na ostatnim kilometrze wykrzesał z siebie jeszcze więcej siły i zaczął się systematycznie do swojego rodaka zbliżać.

Ale na powodzenie tej akcji podjazd na Monte Zoncolan okazał się dla Yatesa zbyt krótki, a i sam Froome nie zamierzał z bliskiego na wyciągnięcie ręki zwycięstwa rezygnować. Zakręcił swój młynek raz jeszcze i uszczęśliwiony uniósł ręce w górę, przejeżdżając przez linię mety. Yates przekroczył ją zaledwie 6 sekund później. Trzeci na mecie zameldował się Domenico Pozzovivo, który przez dłuższy czas podążał kilka metrów za Lopezem, ale na ostatnich metrach znalazł jeszcze nieco sił na dogonienie i wyprzedzenie Kolumbijczyka. Po kilku sekundach dojechali Dumoulin i Pinot.

Po Monte Zoncolan spodziewano się sporych zmian w klasyfikacji generalnej. Autorem największej jest oczywiście Christopher Froome, ale mimo kapitalnej jazdy, zwycięstwa i awansu na piątą pozycję, jego strata do lidera zmniejszyła się zaledwie o… 10 sekund. Nadal traci aż 3’10” do Simona Yatesa, który mimo zajęcia drugiego miejsca na etapie, może się określać jego największym wygranym, zyskał bowiem kolejne 31 sekund nad Tomem Dumoulinem, którego najbardziej się obawia przed zaplanowaną na 16. etap jazdą indywidualną na czas. Przewaga Yatesa nad Holendrem wynosi obecnie 1’24”. Trzeci jest Pozzovivo, ze stratą 1’37”, a czwarty Thibaut Pinot, tracący 1’46”. Cała ta czwórka wydaje się mieć wciąż największe szanse na końcowy tryumf w całym wyścigu.

Na Monte Zoncolan poznaliśmy wiele odpowiedzi, ale na ostatnie pytanie odpowiedź padnie dopiero jutro: kto po tym morderczym podjeździe zachował najwięcej siły do walki na kolejnym etapie? Zwykle na wielkich tourach po najtrudniejszych podjazdach planowany jest dzień przerwy. Organizatorzy Giro po męce na Zoncolan zaplanowali 176-kilometrową przeprawę z Tolmezzo do Sappady. Nie będzie tu aż tak ciężko, jak dzisiaj, ale na zawodników czekają na trasie aż cztery górskie premie (jedna 3. i trzy 2. kategorii) oraz 6,5-kilometrowy podjazd na metę – niezbyt stromy (w najtrudniejszym miejscu zaledwie 10% nachylenia), ale dla mięśni, zakwaszonych wcześniejszymi wspinaczkami, dość wymagający. Dopiero po tej walce kolarze zasłużą na dzień odpoczynku.