"Time Trial". Portret ducha sportu

"Czasami ukończenie wyścigu na ostatnim miejscu jest tak samo ważne jak zwycięstwo. To moment, w którym mogę odzyskać nad wszystkim kontrolę. Mogę być lepszy. Mogę być tylko lepszy".

W kolejny weekend, a może jeszcze wcześniej, zasiądziesz zapewne przed ekranem, włączysz ulubiony kanał sportowy, usłyszysz znajome głosy komentatorów i rozpoczniesz swoją kolejną przygodę z kolarstwem. Zobaczysz kolejny wyścig, którego trasę prawdopodobnie doskonale znasz. Będziesz kibicował tym samym zawodnikom, co zawsze. Przypomnisz sobie wyniki sprzed roku, dwóch, może sprzed kilkunastu. Być może sięgniesz do któregoś z serwisów analitycznych i na moment zatoniesz w historycznych statystykach wyścigów i poszczególnych kolarzy. Prawdopodobnie o kolarstwie już wiesz bardzo wiele, a będziesz wiedzieć jeszcze więcej.

Ale czy na pewno wiesz, czym ono w istocie jest? Jeśli zdarza ci się od czasu do czasu wsiąść na rower i „sprawdzić nogę” - być może wiesz, o co w tym wszystkim chodzi. Jeśli jeździsz regularnie - szanse masz jeszcze większe. Gdy się ścigasz – nawet amatorsko – wiesz to na pewno, bo z pewnością nie raz poznałeś gorycz porażki. Nie raz przegrałeś nie tylko z rywalami, ze sprzętem, pogodą, ale przede wszystkim z samym sobą. A potem wsiadłeś na rower po raz kolejny i pojechałeś tę samą trasę raz jeszcze. Jesteś od tych emocji i doświadczeń uzależniony.

Jeśli jednak nigdy tego nie doświadczyłeś, zrozumieć ten fenomen pomoże ci David Millar. Na początku miał tylko jedno marzenie: wystartować w Tour de France. Jeden raz. Po prostu tam być, poczuć, zrozumieć. Ostatecznie wziął udział w dwunastu edycjach Wielkiej Pętli, po drodze zostając pierwszym Brytyjczykiem, który założył koszulkę lidera wszystkich trzech Wielkich Tourów: Giro d’Italia, Tour de France i Vuelta a Espana. Nie był z pewnością kolarzem wybitnym, choć doskonale się zapowiadał. Na dodatek w 2004 roku został przyłapany na stosowaniu EPO i zawieszony na dwa lata. Wrócił i ścigał się dalej. Na koncie ma pięć wygranych etapów Vuelty, cztery w Tour de France, jeden w Giro i kilka zwycięstw w mniejszych wyścigach. W sumie w zawodowej karierze na najwyższym podium stawał 25 razy. Dziś David Millar w filmie „Time Trial” opowiada historię swojego ostatniego sezonu.

„Gdy miałem 15 lat kupiłem mój pierwszy rower szosowy. Była taka droga, którą jeździłem w górę i w dół, w górę i w dół i był na niej jeden zakręt, którego nie umiałem pokonać bez hamowania. Postanowiłem, że muszę to zrobić. Muszę przejechać ten zakręt nie zwalniając. Jadąc w dół z prędkością co najmniej 50 kmh musiałem być pewien, że będę w stanie to zrobić. Każdego dnia ćwiczyłem i ćwiczyłem. W końcu tego dokonałem. Zajęło mi to dwa tygodnie. Już nigdy więcej nie hamowałem na tym zakręcie. Nigdy.” – tak zaczyna się ta opowieść, którą David Millar zaprasza nas do swojego świata. Do świata niebywałej determinacji, pasji, graniczącej z uzależnieniem, konsekwencji i wytrwałości. Pokazuje nam sport i kolarstwo wraz z ich najgłębszymi, najbardziej emocjonalnymi zakamarkami.

Dziś wprawdzie przywykliśmy do migawek z kamer, zainstalowanych na rowerach kolarzy, ale chyba jeszcze nigdy wcześniej tego, co dzieje się w peletonie, nie mogliśmy przeżywać tak intensywnie i z tak bliskiej odległości. Tu nie usłyszysz głosu komentatorów, ale trzask butów wpinanych w pedały, szczęk przerzutek, szum kół na asfalcie, huk wiatru i dźwięki kropli deszczu, padającego na kask kolarza. Usłyszysz jego ciężki oddech, gdy wspina się pod górę i krzyki kibiców, stojących szpalerem wzdłuż drogi. Zobaczysz pracę ekipy w wozie technicznym. I posłuchasz, o czym kolarze rozmawiają w trakcie dłużącego się etapu.

A wszystko to podane w doskonałej formie, zobrazowane przepięknymi ujęciami i nakręcone z taką intensywnością, że oglądając scenę, w której kolarz zmaga się z rękawiczkami, nie mogąc ich założyć na skostniałe z zimna dłonie, trudno jest opanować odruch poruszania palcami i rozcierania własnych dłoni, byle tylko w jakiś sposób mu pomóc.

Moja partnerka, obejrzawszy ze mną ten obraz, powiedziała, że jest w nim bardzo mocno wyczuwalny głęboki szacunek i prawdziwa miłość do kolarstwa. I to zdanie chyba najlepiej oddaje zarówno atmosferę tego filmu, jak i jego prawdziwy sens: kolarzem staje się z miłości, pasji i niegasnącego, uzależniającego pożądania. Pragniesz tylko jednego wielkiego wyścigu, a jedziesz w nim dwanaście razy i dążysz do tego, by pojechać po raz trzynasty… „Time Trial” jest jak fotografia, na której artyście udało się uchwycić ducha sportu.

„Time Trial” będzie można zobaczyć podczas odbywającego się w maju festiwalu filmowego Millenium Docs Against Gravity (www.docsag.pl). Między 11 a 26 maja, a więc w samym środku zmagań 101. edycji Giro d’Italia, dokument będzie można zobaczyć w jednym z pięciu miast festiwalowych: w Warszawie, Wrocławiu, Gdyni, Bydgoszczy i Lublinie. Warto wybrać się na ten pokaz, by na kolarstwo spojrzeć z zupełnie innej strony. By znacznie lepiej je zrozumieć i być może jeszcze mocniej pokochać.