Vuelta a Espa?a. Podwójne polskie zwycięstwo w Sagunt.

35 dni. Tyle czekaliśmy na drugi polski "dublet" w Wielkim Tourze. Po wspaniałym zwycięstwie Macieja Bodnara i drugim miejscu Michała Kwiatkowskiego w kończącej Tour de France czasówce w Marsylii, dziś po zwycięstwo na 6. etapie Vuelta a Espa?a sięgnął Tomasz Marczyński, a tuż za nim finiszował Paweł Poljański. Takie wyniki, powtarzane z taką częstotliwością, bierzemy w ciemno.

Nieprzewidywalna. To chyba jedno z określeń, najczęściej powtarzanych w przypadku
hiszpańskiej Vuelty. Scenariusza dzisiejszego etapu również nie sposób było przewidzieć, bo to, co zwykle się dzieje na tego typu pagórkowatych etapach: ucieczki, pogoń peletonu i sprinterski, płaski finisz, dzisiaj wymknęło się wszelkim schematom.

Przebieg 6. etapu z Vila-real do Sagunt – jednego z najdłuższych w wyścigu, mierzącego 204,4 km – początkowo wyglądał znajomo: próby ataku na pierwszych kilometrach, szybko kasowane przez peleton, aż do podnóża pierwszego z pięciu kategoryzowanych wzniesień, gdzie uformowała się najpierw 18-, a po chwili 24-osobowa grupa, która wypracowała ponad półtoraminutową przewagę nad peletonem. Po chwili dołączyli do niej kolejni kolarze i przez moment na czele wyścigu jechała 37-osobowa ucieczka. Po drugiej górskiej premii stopniała do niespełna 30 zawodników, wśród których znaleźli się Tomasz Marczyński (Lotto-Soudal) oraz Paweł Poljański i Cesare Benedetti (obaj z BORA-hansgrohe). Przed uciekającą grupę wysforowali się jeszcze na moment Bob Jungels (Quick-Step) i Maxime Monfort (Lotto-Soudal), ale po kilkunastu kilometrach zostali dogonieni przez większą grupę. Taki stan rzeczy trwał aż do rozpoczęcia ostatniego, ponad 9-kilometrowego podjazdu na Port del Garbi (premia górska 2. kategorii).

Na tym wzniesieniu rozpoczęła się najciekawsza rozgrywka i to w kilku miejscach jednocześnie. Z prowadzącej grupy do przodu wyskoczył Enric Mas (Quick-Step), za nim Marczyński, a po chwili dołączył również Paweł Poljański, który od dłuższego czasu kontrolował sytuację na czele ucieczki. W tym samym czasie, w tracącym blisko dwie i pół minuty peletonie, niezwykle silny atak przypuścił Alberto Contador (Trek-Segafredo). Kończący po Vuelcie karierę Hiszpan usiłował zgubić najgroźniejszych rywali i początkowo w większości mu się to udało: narzucone przez niego tempo wytrzymali tylko: Froome (Sky), który najwyraźniej uznał, że El Pistolero wciąż jest bardzo groźny i nie można mu pozwalać nawet na odrabianie pojedynczych sekund, Tejay Van Garderen (BMC), Carlos Betancur (Movistar) oraz Jan Polanc (Team Emirates). Reszta grona faworytów – w tym Chavez, Nibali, Aru i wielu innych, musiała uznać wyższość Contadora na podjeździe i wypracowaną przez niego przewagę udało im się zniwelować dopiero na 30-kilometrowym zjeździe do Sagunt.

Tymczasem na czele pozostała już tylko trójka Marczyński – Poljański – Mas, która – najwyraźniej licząc na lepszą współpracę – postanowiła zaczekać na dojeżdżających do niej Luisa Sancheza (Astana) i Jana Polanca (Team Emirates). Współpraca jednak nie układała się zbyt dobrze i blisko 30-sekundowa przewaga, jaką czołówka miała nad grupą lidera, w pewnym momencie stopniała niemal do zera.

Mas i Poljański podkręcili wówczas nieco tempo, Tomasz Marczyński złapał koło i cała trójka na niespełna 15 kilometrów przed metą ponownie zaczęła budować przewagę. Zyskali około 30 sekund nad grupą Froome’a i cały czas konsekwentnie współpracując wjechali na ulice Segunt.

Finisz Polacy rozegrali znakomicie, chowając się początkowo za plecami Masa i wyczekując do ostatnich metrów, aby gdy tylko Hiszpan rozpoczął sprint, wyskoczyć zza niego i zostawić w tyle. Skuteczniej rozegrał to bardziej doświadczony Tomasz Marczyński, sięgając po swój najważniejszy życiowy sukces i drugie etapowe zwycięstwo dla polskiego kolarza w Vuelta a España (po Przemysławie Niemcu, triumfującym na 15. etapie w 2014 roku). Na drugim miejscu zameldował się Paweł Poljański, dla którego również jest to największe z dotychczasowych osiągnięć w zawodowym peletonie.

Wielkie brawa dla obu kolarzy, którzy dali dziś popis znakomitej jazdy i wielkiej determinacji. Po wielu latach posuchy polskie kolarstwo staje coraz bardziej widoczne w światowym peletonie, a nasi kolarze coraz częściej sięgają po ważne zwycięstwa. Oby tak dalej!

Rafał Majka, powoli wracający do dobrej dyspozycji po problemach żołądkowych, z którymi walczył od kilku dni, dziś zameldował się na mecie w trzeciej grupie, z 46-sekundową stratą do „Mańka”. Ostatni z Polaków w Vuelcie, Przemysław Niemiec (Team Emirates) dojechał dziś na metę 86, notując ponad 12 minut straty do zwycięzcy.

Jutro najdłuższy etap wyścigu, mierzący 207 kilometrów i klasyfikowany również jako pagórkowaty (trzy górskie premie 3. Kategorii), prowadzący z Lliria do Cuenca. Nie mielibyśmy nic przeciw temu, aby zakończył się podobnie, jak dzisiejszy.

Ferdinando de Giorgi w "Wilkowicz Sam na Sam": Włosi i Polacy są do siebie podobni. Gdy chcemy coś zrobić dobrze, to potrafimy. Ale w wymyślaniu wymówek też jesteśmy świetni