Tour de France. Bardzo wysokie tempo wyścigu. Kwiatowski szaleje na zjazdach

Zaledwie dwa dni cieszył się Fabio Aru żółtą koszulką. Froome - z wydatną pomocą Kwiatkowskiego - dzisiejszy finisz rozegrał skuteczniej i powrócił na tron lidera Tour de France.

Onboard dnia

Prawie 41,5 kmh – to średnia prędkość, z jaką lider wyścigu przejechał dotychczasowe 13 etapów i 2.293,5 kilometrów 104. edycji Tour de France. Dotychczasowe tempo wyścigu jest więc bardzo wysokie.

Z danych, które Michał Kwiatkowski udostępnia w serwisie Strava wynika, że momentami jego prędkość na zjazdach znacznie przekracza 100 kmh. Robi wrażenie.

Okiem kamer, umieszczonych na kilku rowerach, wygląda to tak:

Powrót króla

Sobotni etap z Blagnac do Rodez (181,5 km) przypominał nieco profilem wyścig klasyczny: sporo jazdy po płaskim, ale też kilka krótkich, ale dość ostrych podjazdów, z metą na 570-metrowym podjeździe na Côte de Saint-Pierre, o nachyleniu 9,6%.

Zgodnie z tradycją tej edycji, tuż po starcie uformowała się 5-osobowa grupa uciekinierów, którą tworzyli Thomas Voeckler (Direct Energie), Thomas De Gendt (Lotto-Soudal), Timo Roosen (Lotto NL-Jumbo), Maxime Bouet (Fortuneo) oraz Reto Hollenstein (Katusha). Prowadzili przez ponad 150 kilometrów, ale peleton – tym razem prowadzony głównie przez ekipę BMC – pozwalał ucieczce na nie więcej, niż dwie i pół minuty przewagi. Ta bardzo czujna jazda peletonu i niemal aptekarska skrupulatność w pilnowaniu, by odjazd nie poszedł zbyt mocno, są również bardzo charakterystyczne dla tegorocznej Wielkiej Pętli. Ale nie ma się co dziwić, kiedy różnice w klasyfikacji generalnej są bardzo niewielkie i wciąż jeszcze aż siedem grup skłonne jest walczyć o każdą sekundę na mecie etapu.

Na 30 kilometrów przed metą prowadząca grupa zaczęła powoli słabnąć i kolejnych kolarzy sukcesywnie wyłapywał peleton. Najdłużej bronił się Thomas De Gendt, ale wyczynu Maćka Bodnara powtórzyć nie zdołał i na 12 kilometrów przed metą został wchłonięty przez peleton, w którym grupy zaczęły się ustawiać do finałowego podjazdu na Wzgórze Św. Piotra. Zanim grupa dojechała do Rodez, kilku kolarzy próbowało jeszcze samotnych prób ataku, ale ostatecznie finisz rozpoczęła cała grupa.

Mimo stromego podjazdu (9,6%) finisz rozegrali między sobą typowi sprinterzy. Najlepiej rozegrał go Michael Matthews (Sunweb), który na ostatnich stu metrach objechał Grega Van Avermaeta (BMC) i Edvalda Boasson-Hagena (Dimension Data). Dla Matthewsa, oprócz etapowego zwycięstwa, cenną zdobyczą było też 30 punktów, które pozwoliły mu nieco zmniejszyć dystans, jaki dzieli go od Kittela w rywalizacji o zieloną koszulkę.

Najciekawsze rzeczy działy się jednak nieco dalej. Fabio Aru, któremu wyraźnie zabrakło dzisiaj pomocy ze strony swoich kolegów z drużyny, utknął w środku dużej grupy i nie był w stanie przedrzeć się do przodu, by nawiązać walkę z liderami. Z kolei Michał Kwiatkowski – po raz kolejny w tym wyścigu – doprowadził Christophera Froome’a pod sam finisz, a ten wykorzystał swoją szansę, wpadł na metę na siódmym miejscu i odzyskał żółtą koszulkę lidera.

W klasyfikacji generalnej Froome powraca więc na prowadzenie, Aru spada na drugie miejsce (+19”), trzeci niezmiennie jest Romain Bardet (+23”), a dalej Uran, Landa, Martin, Yates, Quintana, Meintjes i Contador.

W niedzielę znów etap, klasyfikowany jako „pagórkowaty”, ale po drodze z Laissac-Sévérac l’Église do Le Puy-En-Velay (189,5 km) będziemy mieli cztery górskie premie, w tym dwie kategorii 1. Emocji zapewne nie zabraknie.

Michał Kwiatkowski w 'Wilkowicz Sam na Sam': Jeśli ktoś oszukuje przez tak długi czas jak Lance Armstrong, to dobrze, że został wyklęty ze sportu