TdF. Quintana i Contador nie składają broni, Warren Barguil wygrywa świąteczny, "francuski" etap 13.

Alberto Contador najwyraźniej uznał, że wszelkie pogłoski o jego słabej dyspozycji są mocno przesadzone. W Pirenejach poczuł się jak u siebie, i w rezultacie zyskał blisko półtorej minuty. Michał Kwiatkowski znów musiał pomagać Christopherowi Froome'owi.

Wideo dnia

Zanim kolarze ruszyli na krótki, ale niezwykle wymagający etap z Saint-Girons do Foix (101 km), klasyfikacja generalna nieco się zagęściła, między innymi za sprawą tego filmiku:

 

O co chodzi? Otóż sędziowie dopatrzyli się w czwartek, że Rigoberto Uran (Cannondale), George Bennet (Lotto NL-Jumbo) i Serge Pauwels (Dimension Data) pobrali bidony w strefie, w której nie powinni byli tego robić. Przepisy mówią bowiem, że w bidony z piciem można się zaopatrzyć najdalej na 20 kilometrów przed metą, chyba że wystąpią „nieprzewidziane okoliczności”, rozumiane – jak zwykle w takich przypadkach – szeroko i dość niejednoznacznie. Dopatrzono się więc tego uchybienia u trzech kolarzy, których ukarano dodatkowymi 20 sekundami, ale nie dopatrzono się go u Romaina Bardet (AG2R), który zrobił dokładnie to samo, z tą różnicą – jak tłumaczyła drużyna – że on wziął butelkę z piciem od kibica. Ten moment widzimy właśnie na filmiku.

W mediach społecznościowych zawrzało, że sędziowie traktują Francuza wyjątkowo łagodnie, a ekipy złożyły protest wobec tej decyzji, który komisja UCI uwzględniła, powołując się właśnie na owe „nieprzewidziane okoliczności”. Kary anulowano.

Ta decyzja istotnie wpłynęła na różnice czasowe w klasyfikacji generalnej, ponieważ w jej wyniku strata Rigoberto Urana, czwartego zawodnika w generalce, skurczyła się do 35 sekund wobec lidera – Fabio Aru i zaledwie do 10 sekund względem trzeciego Romaina Bardet.

Wojenka domowa w obozie Sky

Również w piątek, po zakończeniu etapu, mała awantura rozegrała się w obozie Sky. Z jednej strony Mikel Landa miał pretensje, że zespół nie pozwolił mu ruszyć do przodu, gdy on czuł się na siłach, żeby wygrać etap. Z drugiej: ze strony dyrektorów sportowych padł zarzut, że do straty żółtej koszulki przez Froome’a przyczynił się fakt, że Landa widząc słabnącego lidera, nie poczekał na niego i nie wsparł swoją pomocą i czasem. Szefostwo teamu uważało, że straty 6 sekund do Aru można było uniknąć, gdyby Landa pomógł Froome’owi na podjeździe, a sam przyjechał najwyżej 2 sekundy przed swoim liderem – wówczas obu zaliczono by czas Hiszpana.

To wszystko wynika z zawiłości regulaminu, który stanowi, że gdy różnica na mecie między poszczególnymi zawodnikami wynosi mniej, niż 2 sekundy, wówczas traktowani są jako grupa i wszystkim zaliczany jest czas pierwszego.
Zdaje się jednak, że nieporozumienie szybko wyjaśniono, a Mikel Landa dostał na piątkowy etap zadanie pilnowania odjazdów.

Przebudzenie Contadora

Dzisiejszy etap miał być szansą dla uciekinierów z dalszych miejsc klasyfikacji i na taką walkę szykował się między innymi Paweł Poljański, zabierając się zresztą do jednego z ataków przed podjazdem na Col de Latrape (1 kat.). Ale liderzy wyścigu mieli najwyraźniej własny pomysł na przejechanie tej krótkiej, ale wymagającej próby i postanowili rozegrać sprawę między sobą.

Tym bardziej, że nieco niespodziewanie przebudził się Alberto Contador (Trek-
Segafredo), którego chyba zbyt wcześnie skreślono z listy pretendentów do zwycięstwa. Jeszcze na pierwszym podjeździe ruszył mocno do przodu i wjechał na szczyt w grupce, goniącej samotnie uciekającego De Marchi (BMC), który punktował jako pierwszy. Tuż za Contadorem ja cień podążał Mikel Landa, który nie schodził z koła swojego słynnego rodaka, ale też chyba ani razu nie dając mu zmiany, kiedy już tylko oni obaj rozpoczęli atak na drugi podjazd (Col d’Agnes – 1 kat.)

Na drugim podjeździe do przodu ruszył także Quintana (Movistar), który również nie złożył jeszcze broni w walce o zwycięstwo, a za nimi podążyli Barguil (Sunweb), który walczył o kolejne punkty w klasyfikacji górskiej, oraz Vuillermoz (AG2R) i Michał Kwiatkowski (Sky).

Około dwie i pół minuty za prowadzą dwójką jechała grupka liderów: Aru, Froome, Bardet, Uran, Yates (lider klasyfikacji młodzieżowej) oraz Meintjes. W takich samych składach prowadzące grupki rozpoczęły ostatni podjazd pod Mur de Péguère, ale z drugiej grupy szybko odpadł Vuillermoz, a chwilę później ekipa Sky odwołała
Michała Kwiatkowskiego z roli pilnującego Quintany. Michał czekał przed szczytem na
Christophera Froome’a. Być może Froome miał jakiś pomysł na atak na tym trudnym
podjeździe (momentami nawet 18% nachylenia), kilka razy próbował odskoczyć, ale ani Aru, ani Bardet nie pozwalali Brytyjczykowi zdobyć znaczącej przewagi.

Na zjazdach z Mur de Péguère Quintana i Barguil zdołali dogonić uciekających Hiszpanów i na metę w Foix wjechała cała czwórka. Zwyciężył – czego się można było spodziewać w narodowe święto Francji – Warren Barguil (Sunweb), przed Quintaną, Contadorem i odrobinę spóźnionym Landą.

W czołowej dziesiątce zrobiło się nieco gęściej. Pierwsza czwórka pozostała bez zmian:
prowadzi Aru przed Froome’m (+ 6”), Bardet (+25”) i Uranem (+35”). Piąty jest Mikel Landa (+1’09”), dalej Daniel Martin (+1’32”), Simon Yates (+2’04”), Nairo Quintana (+ 2’07”) i na dziewiątym miejscu Louis Meintjes (+4’51”). Alberto Contador powrócił do pierwszej dziesiątki i zamyka ją ze stratą 5’22”.

W sobotę kolejna szansa dla uciekinierów na pagórkowatym etapie z Blagnac do Rodez
(181,5 km).