Tour de France. Froome "strzelił" pod szczytem Peyragudes i stracił koszulkę lidera na rzecz Aru! Etap 12 dla Romaina Bardet.

Ten etap mógł zamieszać w klasyfikacji i zamieszał. Christopher Froome okazał się jednak mieć chwilę słabości, co bezlitośnie wykorzystał Romain Bardet, wygrywając etap oraz Fabio Aru, przejmując koszulkę lidera. Quintana i Contador praktycznie przestali się liczyć w walce o zwycięstwo w Paryżu.

Froome pokonany w Pirenejach

W dotychczasowych występach w Tour de France, Froome zawsze wygrywał pierwsze etapy w Pirenejach i wiele wskazywało na to, że dziś również miał ochotę na podtrzymanie tej tradycji. Niezawodnej dotąd zespołowej maszynie Sky przydarzyło się dzisiaj klika błędów (m.in. przestrzelenie zakrętu na zjeździe z Port de Balès), ale chyba nikt nie przypuszczał, że przyprowadzony przez pomocników niemal do samej mety lider będzie musiał złożyć broń i uznać wyższość rywali i z ogromnym wysiłkiem wtoczyć się na linię mety ponad 20 sekund za zwycięzcą. "Froome jest jednak człowiekiem" – mogliśmy przeczytać na Twitterze i wszystko wskazuje na to, że w obliczu wyrównanych szans prawdziwa rywalizacja o żółty trykot dopiero się rozpoczęła.

Uradowany Bardet (AG2R) po raz trzeci w karierze wygrał etap Wielkiej Pętli, zmniejszając swoją stratę do lidera o połowę – z 51 do 25 sekund i wciąż jest bardzo silnym kandydatem do walki o końcowy triumf. Dotąd najwięcej siły zachowywał na ostatni tydzień i etapy w Alpach, a nie można też zapominać o tym, że dysponuje bardzo silnym wsparciem do jazdy w górach. Na pozycję lidera wskoczył Fabio Aru (Astana), którzy wyprzedza Froome’a (Sky) o 6 sekund. Do walki o końcowe zwycięstwo wciąż jeszcze może się włączyć drugi dzisiaj Rigoberto Uran (Cannondale), tracący do Aru tylko 55 sekund. Kolejny w klasyfikacji Daniel Martin (Quick-Step) traci do lidera już minutę i 41 sekund.

Kolejne minuty stracił dziś Nairo Quintana (Movistar) i w praktyce przestał się liczyć w walce o klasyfikację generalną (strata 4’01”). Patrząc na jazdę Kolumbijczyka trudno się oprzeć wrażeniu, że jednak bardzo mu brakuje pomocy Valverde, bez którego Quintana zdaje się nie mieć żadnego pomysłu na jazdę. Coraz więcej traci też Contador (Trek-Segafredo), ale z kolei w jego przypadku wyraźnie widać, że Hiszpanowi przy tak szybkim tempie wyścigu po prostu brakuje sił.

Imponująca natomiast na 12. etapie była postawa Marcela Kittela (Quick-Step), który pomimo ogromnej przewagi, jaką ma w klasyfikacji punktowej, postanowił skrupulatnie pilnować swoich zdobyczy, zabrał się w 12-osobowy odjazd i na lotnym finiszu pozwolił Matthewsowi (Sunweb) odebrać sobie tylko trzy punkty. W walce o zieloną koszulkę prowadzi Kittel (352 punkty), mając aż 130 punktów przewagi nad Matthewsem (222 pkt.) i kolejnych 51 nad Greipelem (171 pkt.)

Jutro stosunkowo krótki etap z Saint-Girons do Foix (101 km), z trzema premiami górskimi 1 kategorii. Idealne warunki dla uciekinierów, warto trzymać kciuki za Pawła Poljańskiego, który lubi korzystać z takich szans na krótkich, górskich etapach.

Maciej Bodnar na ustach kolarskiego świata

Trudno nie wracać do wyczynu, jakiego na środowym etapie dokonał Maciej Bodnar (BORA-hansgrohe), który po ponad 200-kilometrowej ucieczce, z czego ostatnie 28 kilometrów pokonał samotnie, został doścignięty przez peleton zaledwie 240 metrów przed metą. „To boli” – jak sam powiedział. I zapewne ma rację.

Ale to nie zmienia faktu, że zarówno dla wielu kolarzy, jak i kolarskich ekspertów, wczorajszy wyczyn był tylko potwierdzeniem, że nazwisko Bodnar jest synonimem naprawdę solidnej kolarskiej roboty. Nawet Marcel Kittel, zwycięzca 11. etapu, o końcowych metrach i szalonej pogoni za Maćkiem, powiedział: „wiedzieliśmy, kogo mamy z przodu”. Peter Sagan, dwukrotny mistrz świata, partner Bodnara z zespołu, a prywatnie też jego przyjaciel, obecność swojego najlepszego pomocnika w zespole traktuje niemal jak warunek kontraktu.

Świat kolarski rozpływał się w zachwytach, ale tu i ówdzie pojawiały się też głosy rozczarowania, że peleton nie odpuścił, że powinni pozwolić mu wygrać, że zespół nie pomógł i tak dalej.

Cóż. W Tour de France jadą 22 drużyny i każda walczy z każdą. Na tym polega ten sport. Bramkarze też rzadko strzelają gole, a mimo to są często kluczowymi postaciami w drużynie. W kolarstwie jest podobnie, bo – o czym wielu często zapomina – kolarstwo również jest sportem drużynowym. Maciej Bodnar dostał wczoraj wspaniałą szansę, by pokazać się kolarskiemu światu z najlepszej strony. Wykorzystał ją doskonale. Do pełni radości zabrakło odrobiny szczęścia, ale szacunek i sława twardziela pozostaną na długo. Raz jeszcze ogromne dzięki dla Maćka za naprawdę wspaniałe emocje, jakich nam dostarczył.

Więcej o: