Tour de France. Ależ było blisko! Bodnar złapany na 250 metrów przed metą! [Etap 11.]

Zaledwie 250 metrów zabrakło Maćkowi Bodnarowi do zwycięstwa w 11. etapie Tour de France. Po znakomitej jeździe i niesamowitej samotnej walce, Polak został doścignięty przez rozpędzony peleton, w którym najszybszy okazał się - już po raz piąty w tym wyścigu - Marcel Kittel.
CHRISTOPHE ENA/AP

Obiecywał Maciej Bodnar, że będzie teraz jechać w imieniu Majki i Sagana i... słowa
dotrzymał, zabierając się w środę tuż po starcie do ucieczki, wraz z Marco Marcato (Team Emirates) i Frederikiem Backaertem (Wanty-Groupe Gobert). Odjazd przez cały czas był pod kontrolą peletonu, który pozwalał trójce kolarzy najwyżej na 4-minutową przewagę, ale Polak przez długi czas bardzo intensywnie pracował, a gdy już się wydawało, że ucieczka zostanie zlikwidowana, ruszył samotnie do przodu, odzyskując prowadzenie i przewagę, którą utrzymał niemal do ostatnich metrów.

Jechał samotnie przez 28 kilometrów, cały czas broniąc się przed pogonią peletonu, który rzucił do walki najsilniejsze sprinterskie siły. Polak bronił się do upadłego, wyższość rozpędzonego peletonu musiał uznać zaledwie na 250 metrów przed
metą. Znakomita walka Maćka, nagrodzona czerwonym numerem najwaleczniejszego
zawodnika, ale chyba jeszcze ważniejsze od nagrody jest podniesienie morale zespołu BORA-hansgrohe, pozbawionego liderów.

Facebookowy rytuał Kwiatkowskiego

Michał Kwiatkowski wypracował sobie atrakcyjny sposób komunikacji z kibicami, realizując wieczorami transmisje live na swoim oficjalnym profilu na Facebooku. Wzorem Bartosza Huzarskiego, który jako pierwszy polski kolarz obszernie relacjonował „od środka” francuski wyścig, opisując przejechane etapy i wyścigowe smaczki, również Michał dzieli się z kibicami swoimi odczuciami, spostrzeżeniami, a czasem również planami, choć - jak sam przyznaje - tych ostatnich nie zdradza zbyt często, żeby nie ułatwiać życia swoim rywalom. 

Bywa, że w tych relacjach pojawiają się również goście. Jednego wieczoru do pokoju Kwiatkowskiego zapukał nie kto inny, jak Chris Froome, a wtorkową transmisję realizował wespół z wspomnianym wcześniej Huzarem. Fajny i bardzo naturalnie pomysł, pozwalający nieco lepiej poznać zarówno samego Michała, jak i trochę ciekawostek z kolarskiej kuchni. Na żywo wieczorami (zwykle między godziną 21 a 22), ale później również do odtworzenia na profilu Michała. Polecamy!

Tymczasem na środowym etapie...

Wyścig przejechał dziś 203,5 km z Eymet do Pau, w większości po zupełnie płaskim terenie, z zaledwie jednym, niewielkim podjazdem, z premią górską 4. kategorii. Mimo, że etap był stosunkowo łatwy, w peletonie doszło na trasie do dwóch z pozoru niegroźnych wypadków, w których niewielkie obrażenia odnieśli również kolarze z czołowej dziesiątki: Jakob Fuglsang (Astana) i Romain Bardet (AG2R), a Dario Cataldo (Astana) z powodu kontuzji nadgarstka zmuszony został do wycofania się z rywalizacji.
Po 175 kilometrach ucieczki Maciej Bodnar uznał, że w tym składzie więcej nie zdziała i na 28 kilometrów przed metą zaatakował samotnie, utrzymując przewagę niemal do samej mety.

Na ostatniej prostej został doścignięty przez peleton, który rozegrał klasyczny, sprinterski finisz, który po raz kolejny w fenomenalny sposób rozegrał Marcel Kittel (Quick-Step). Wszystko wskazuje na to, że po odpadnięciu z wyścigu kilku czołowych sprinterów, nikt nie ma patentu na pokonanie Niemca, który na ostatnich metrach dysponuje niewiarygodną mocą. W klasyfikacji bez żadnych zmian, ale być może ten stan utrzyma się tylko do jutra, kiedy to wyścig wjedzie w Pireneje. Jutro długi odcinek z Pau do Peyragudes (214,5 km), a po drodze sześć górskich premii, w tym dwie kategorii 1. i jedna HC. Prawdopodobnie znów zrobi się ciekawie.