Tour de France. Debiutant wygrywa etap, Majka wysoko, Kwiatkowski tytanem pracy. Etap 8.

Miał być etap dla uciekinierów i był. Sytuacja od początku zmieniała się jak w kalejdoskopie, grupy dzieliły się i ponownie łączyły, a ostatecznie do Station des Rouses dojechał samotnie debiutujący w wyścigu Lilian Calmejane. W górach wyścig w końcu nabrał rumieńców.
PETER DEJONG/AP

Coś się zmieniło

Nareszcie! Po deszczowej i loteryjnej czasówce i sześciu umiarkowanie interesujących etapach (z wyjątkiem podjazdu na Planche de Belle Filles), na ósmym etapie z Dole do Station des Rousses (187,5 km) obraz wyścigu zmienił się diametralnie. Tym razem peleton nie puścił nikogo tuż po starcie, a walka o zorganizowanie skutecznej ucieczki trwała przez blisko 70 km.

Pierwsza poważniejsza okazja do ucieczki nadarzyła się tuż po lotnej premii, wygranej przez Andre Greipela (Lotto-Soudal). Z peletonu odskoczyli Marcus Burghardt (BORA-hansgrohe), Mathias Frank (AG2R-La Mondiale), Jasha Sutterlin (Movistar) i Cyril Lemoine (Cofidis), którym w pewnym momencie udało się zyskać 40 sekund przewagi.

 W końcu na 116 km przed metą grupa rozerwała się na dwie części i do przodu ruszyła grupa aż 46 kolarzy. Peleton, w którym zostali wszyscy faworyci, prowadzony przez drużynę Sky nieco zwolnił i w spokojnym tempie kontrolował sytuację, zostając około 3 minuty za prowadzącymi.

 Czołowa grupa bardzo szybko również się podzieliła, na czele pozostał Warren Barguil (Sunweb) i Serge Pauwels (Dimension Data), którzy w takiej kolejności punktowali na pierwszej górskiej premii (Col de la Joux - 3 kat.), za nimi rozciągnięta grupa pościgowa i około 2,5 minuty dalej peleton.

Sporym zaskoczeniem była bardzo duża strata zwycięzcy piątego etapu i wicelidera klasyfikacji punktowej, Arnauda Demarre (FDJ), który – prawdopodobnie z powodu choroby -  niemal od samego startu pozostawał za główną grupą, ryzykując nawet przekroczenie limitu czasu i odpadnięcie z wyścigu.

 Nieco zaskakujące, bo nieczęsto się zdarza zawodnikom tej klasy, było „przestrzelenie” jednego z zakrętów na zjeździe z pierwszej górskiej premii przez Froome’a i Thomasa (Sky)

Na podjeździe na drugą górską premię (Côte de Viry – 2 kat.) utworzyła się 8-osobowa grupa, doprowadzona na szczyt ponownie przez Barguila, który najwyraźniej nabrał apetytu na koszulkę lidera klasyfikacji górskiej. U podnóża ostatniej górskiej premii (Montée de la Comb – 1 kat., z 11,5 km podjazdem) na czele jechało 9 zawodników, a peleton, który – prowadzony przez wiele kilometrów przez Michała Kwiatkowskiego - wchłonął już wszystkich goniących, miał zaledwie 1 minutę i 16 sekund straty do czołówki. 

 Zgodnie z przewidywaniami, na ostatnim podjeździe nastąpiła kluczowa rozgrywka. Do przodu ruszył Liljan Calmejane (Direct Energie), kilkanaście sekund za nim Robert Gesink (Lotto NL-Jumbo), dalej Serge Pauwels (Dimension Data) i Nicolas Roche (BMC), a później peleton z wszystkimi faworytami oraz nieustannie kontrolującą tempo ekipą Sky na czele.

 Calmejane zdobył szczyt de la Combe jako pierwszy i zapewnił sobie koszulkę w grochy, ale najwyraźniej zwietrzył w samotnej ucieczce swoją szansę i postanowił ruszyć na ostatnie 12 kilometrów z planem wygrania całego etapu. Cztery i pół kilometra przed metą ten plan stanął pod wielkim znakiem zapytania, gdy Calmejane’a zaczęły łapać silne skurcze. Przełamał jednak kryzys i mimo bólu dociągnął do mety i wygrał etap w swoim pierwszym występie w Wielkiej Pętli.

 Lilian Calmejane zwycięża w Station des Rousses, Gesink drugi, trzeci Guillaume Martin (Wanty-Groupe Gobert), który z 50-sekundową stratą doprowadził na metę peleton, w którego czołówce zameldował się Rafał Majka. Kwiatkowski daleko, ale po fenomenalnej pracy, jaką wykonał, prowadząc peleton przez kilkadziesiąt kilometrów i nie pozwalając uciekającym odjechać zbyt daleko. Między innymi dzięki tej pracy w czołówce klasyfikacji generalnej nie zobaczyliśmy dzisiaj żadnej zmiany.

 Jutro czekają nas podobne emocje, na etapie z Nantua do Chambery (181,5 km) będziemy mieli aż siedem górskich premii, w tym trzy o najwyższej kategorii (HC). Na nudę nie powinniśmy jutro narzekać.

Video dnia

Jedną z atrakcyjniejszych nowinek, wprowadzonych przed kilku laty do peletonu, są kamerki, instalowane na rowerach zawodników. W tym roku jest ich 16 i możemy dzięki nim zobaczyć z bliska, że w peletonie bywa bardzo wesoło i… bardzo ciasno. W telewizji nie zobaczymy, jak Andre Greipel doskonali się w kolarstwie przełajowym… ;)

Legia - Arka. Mistrz Polski przegrywa Superpuchar. "Legia lubi zacząć sezon od katastrofy"

Więcej o: