Sport.pl

Tour de France. Debiutant wygrywa etap, Majka wysoko, Kwiatkowski tytanem pracy. Etap 8.

Miał być etap dla uciekinierów i był. Sytuacja od początku zmieniała się jak w kalejdoskopie, grupy dzieliły się i ponownie łączyły, a ostatecznie do Station des Rouses dojechał samotnie debiutujący w wyścigu Lilian Calmejane. W górach wyścig w końcu nabrał rumieńców.

Coś się zmieniło

Nareszcie! Po deszczowej i loteryjnej czasówce i sześciu umiarkowanie interesujących etapach (z wyjątkiem podjazdu na Planche de Belle Filles), na ósmym etapie z Dole do Station des Rousses (187,5 km) obraz wyścigu zmienił się diametralnie. Tym razem peleton nie puścił nikogo tuż po starcie, a walka o zorganizowanie skutecznej ucieczki trwała przez blisko 70 km.

Pierwsza poważniejsza okazja do ucieczki nadarzyła się tuż po lotnej premii, wygranej przez Andre Greipela (Lotto-Soudal). Z peletonu odskoczyli Marcus Burghardt (BORA-hansgrohe), Mathias Frank (AG2R-La Mondiale), Jasha Sutterlin (Movistar) i Cyril Lemoine (Cofidis), którym w pewnym momencie udało się zyskać 40 sekund przewagi.

 W końcu na 116 km przed metą grupa rozerwała się na dwie części i do przodu ruszyła grupa aż 46 kolarzy. Peleton, w którym zostali wszyscy faworyci, prowadzony przez drużynę Sky nieco zwolnił i w spokojnym tempie kontrolował sytuację, zostając około 3 minuty za prowadzącymi.

 Czołowa grupa bardzo szybko również się podzieliła, na czele pozostał Warren Barguil (Sunweb) i Serge Pauwels (Dimension Data), którzy w takiej kolejności punktowali na pierwszej górskiej premii (Col de la Joux - 3 kat.), za nimi rozciągnięta grupa pościgowa i około 2,5 minuty dalej peleton.

Sporym zaskoczeniem była bardzo duża strata zwycięzcy piątego etapu i wicelidera klasyfikacji punktowej, Arnauda Demarre (FDJ), który – prawdopodobnie z powodu choroby -  niemal od samego startu pozostawał za główną grupą, ryzykując nawet przekroczenie limitu czasu i odpadnięcie z wyścigu.

 Nieco zaskakujące, bo nieczęsto się zdarza zawodnikom tej klasy, było „przestrzelenie” jednego z zakrętów na zjeździe z pierwszej górskiej premii przez Froome’a i Thomasa (Sky)

Na podjeździe na drugą górską premię (Côte de Viry – 2 kat.) utworzyła się 8-osobowa grupa, doprowadzona na szczyt ponownie przez Barguila, który najwyraźniej nabrał apetytu na koszulkę lidera klasyfikacji górskiej. U podnóża ostatniej górskiej premii (Montée de la Comb – 1 kat., z 11,5 km podjazdem) na czele jechało 9 zawodników, a peleton, który – prowadzony przez wiele kilometrów przez Michała Kwiatkowskiego - wchłonął już wszystkich goniących, miał zaledwie 1 minutę i 16 sekund straty do czołówki. 

 Zgodnie z przewidywaniami, na ostatnim podjeździe nastąpiła kluczowa rozgrywka. Do przodu ruszył Liljan Calmejane (Direct Energie), kilkanaście sekund za nim Robert Gesink (Lotto NL-Jumbo), dalej Serge Pauwels (Dimension Data) i Nicolas Roche (BMC), a później peleton z wszystkimi faworytami oraz nieustannie kontrolującą tempo ekipą Sky na czele.

 Calmejane zdobył szczyt de la Combe jako pierwszy i zapewnił sobie koszulkę w grochy, ale najwyraźniej zwietrzył w samotnej ucieczce swoją szansę i postanowił ruszyć na ostatnie 12 kilometrów z planem wygrania całego etapu. Cztery i pół kilometra przed metą ten plan stanął pod wielkim znakiem zapytania, gdy Calmejane’a zaczęły łapać silne skurcze. Przełamał jednak kryzys i mimo bólu dociągnął do mety i wygrał etap w swoim pierwszym występie w Wielkiej Pętli.

 Lilian Calmejane zwycięża w Station des Rousses, Gesink drugi, trzeci Guillaume Martin (Wanty-Groupe Gobert), który z 50-sekundową stratą doprowadził na metę peleton, w którego czołówce zameldował się Rafał Majka. Kwiatkowski daleko, ale po fenomenalnej pracy, jaką wykonał, prowadząc peleton przez kilkadziesiąt kilometrów i nie pozwalając uciekającym odjechać zbyt daleko. Między innymi dzięki tej pracy w czołówce klasyfikacji generalnej nie zobaczyliśmy dzisiaj żadnej zmiany.

 Jutro czekają nas podobne emocje, na etapie z Nantua do Chambery (181,5 km) będziemy mieli aż siedem górskich premii, w tym trzy o najwyższej kategorii (HC). Na nudę nie powinniśmy jutro narzekać.

Video dnia

Jedną z atrakcyjniejszych nowinek, wprowadzonych przed kilku laty do peletonu, są kamerki, instalowane na rowerach zawodników. W tym roku jest ich 16 i możemy dzięki nim zobaczyć z bliska, że w peletonie bywa bardzo wesoło i… bardzo ciasno. W telewizji nie zobaczymy, jak Andre Greipel doskonali się w kolarstwie przełajowym… ;)

Legia - Arka. Mistrz Polski przegrywa Superpuchar. "Legia lubi zacząć sezon od katastrofy"

Więcej o:
Komentarze (37)
Tour de France. Debiutant wygrywa etap, Majka wysoko, Kwiatkowski tytanem pracy. Etap 8.
Zaloguj się
  • adcore

    Oceniono 3 razy 3

    Swietna relacja...

  • yosemitesam

    Oceniono 6 razy 2

    "Sporym zaskoczeniem była bardzo duża strata zwycięzcy piątego etapu i wicelidera klasyfikacji punktowej, Arnauda Demarre (FDJ)"

    Jak dla kogo, Demare to typowy sprinter - siłą rzeczy w górach cieniuje. Stracił dziś 37 minut, ale Kittel, Greipel i inni sprinterzy niewiele mniej (31 min). Efektem takich strat było bardzo mocne tempo czołówki.

  • drvx

    Oceniono 1 raz 1

    Kolejny Etap w którym Majka już po kilkuset metrach ostatniego i pierwszego dużego podjazdu jechał bez wsparcia drużyny. I to wszystko mimo iż nie było jakiegoś szczególnie selektywnego tempa. Ostatnią górę szturmowała grupa lidera składająca się z kilkudziesięciu kolarzy. Wszyscy rywale Majki mieli w niej swoich pomagierów, niektórzy po kilku, Froome prawie cała drużynę, tylko Rafał nie miał w tej grupie żadnego pomagiera.

  • drvx

    Oceniono 1 raz 1

    Etap dla uciekinierów? Poprawność polityczna nakazuje by nie nazywać rzeczy po imieniu. A rzeczywistość jest taka, ze wiadomo było jeszcze przed rozpoczęciem Touru, ze to będzie etap dla outsiderów których nazwiska zapomina się po kilku godzinach. Z góry było wiadomo, ze to będzie nudnawy remisowy etap w którym będziemy skazani na "pasjonowanie się" rywalizacją kolarzy jadących w równoległym wyścigu (wielominutowe straty do lidera), ignorowanych przez czołówkę.

  • apollo1966

    Oceniono 1 raz 1

    To był wreszcie etap, w którym maszyna peletonu kilka kilometrów przed metą nie połknęła uciekinierów. Kolarstwo szosowe stało się tak wykalkulowane, że właściwie nie wiadomo, po co oglądać wyścigi. Wszystko jest z góry zaplanowane, na trasie odbywa się mechaniczne realizowanie planów. To się zmienia w górach i choć ze współczuciem ogląda się męki kolarzy, to z przyjemnością takie sytuacje jak dzisiejsza. Zwycięzca wykazał się hartem ducha, który pozwolił mu zapanować nad zmęczonym ciałem. Jego jazdę z podniesionymi ramionami na ostatnich metrach do mety kibic kolarstwa zaliczy do najprzyjemniejszych wspomnień z tegorocznego TdF.

  • tommms

    Oceniono 1 raz 1

    Morderczy podjazd? Redaktor chyba pierwszy raz TDF relacjonuje. Mordercze to było tempo tego etapu.

    Panie Spectator_zm, gdyby Sagan nie został wykluczony, harowałby dziś na Majkę, czy by Ci to uwłaczało? Musisz być super ekspertem, który na kilkunastu edycjach TDF zjadł zęby, skoro twierdzisz, że etap był pod Kwiatka (tak wywnioskowałem z Twojej wypowiedzi). Jeśli Ciebie rajcują tylko zwycięstewka podbudowujące narodowe ego a nie piękne, taktyczne zagrywki, będące esencją kolarstwa to świadczy tylko o Tobie. Kolarstwo szosowe to sport drużynowy, w wiosennych klasykach wszyscy harowali na Kwiata, teraz Kwiato haruje na Froome'a. A Sky już tak ma, że w TDF są monolitem prawie nie do rozerwania. Nie ma drugiego takiego zespołu w Peletonie. Majka ma zachowawczą taktykę? Dziś dla niego było za krótko i płasko, jakby spróbował zaatakować to już by go jeden Thomas z innym Betancurem dojechali i zamęczyli. Chcesz oglądać kolarzy walczących o zwycięstwa to poczekaj na jesienne klasyki, a TDF możesz nie oglądać, bo widzę, że malutko z tego rozumiesz.

  • wpm1

    0

    A Lewandoski to gdzie jeździ?

  • mirek-dub

    0

    Bardzo mnie ucieszylo zwyciestwo Calmejana. Niesamowity hart ducha! Bez opieki stada przybocznych - tak jak to kiedys bywalo. Przyjemna odmiana w zwyczajowej mlocce.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX