Tour de France. Dobry początek dla Polaków (ale też lekki niedosyt). Etap 1

Wszyscy od rana spoglądaliśmy w niebo, licząc na to, że pogoda okaże się łaskawa. I taka była, dopóki zawodnicy nie ruszyli na trasę. Potem padało już do końca. Możemy zatem powiedzieć oficjalnie: rozpoczął się 104. Tour de France. Rozpoczął się w deszczu i pokonał już dwóch kolarzy.

Dobra jazda Kwiatkowskiego…

Michał rozpoczął znakomicie, chociaż – jak sam mówi - trasa otwierającej wyścig czasówki niespecjalnie mu „leżała”, a na ostatnich kilometrach, które wymagały bardziej sprinterskich, niż czasowych umiejętności, brakowało mu nieco masy. Niemniej przez długą chwilę wśród polskich kibiców panowała euforia, gdy na pomiarze czasu w połowie trasy Kwiatkowski wyrównał wynik kolegi z drużyny, Wasilija Kiryjenki, okupującego przez dłuższy czas pierwszą lokatę. W drugiej połowie trasy Michał stracił jednak osiem sekund.

Ostatecznie wszystkich pogodził Geraint Thomas (Sky), a ekipa Kwiatkowskiego już na starcie zdominowała klasyfikację drużynową, umieszczając w pierwszej dziesiątce aż czterech swoich zawodników. Michał Kwiatkowski na miejscu ósmym, z którego jest zadowolony, choć zdaje sobie sprawę, że oczekiwania były nieco większe. Dla nas najważniejsze, że przejechał ten trudny etap bezpiecznie.

…i dobre rozdanie dla Rafała Majki

Jeśli przyjąć, że strategia Rafała ustawiona jest pod walkę o klasyfikację generalną, to po dzisiejszym etapie można powiedzieć, że jego pozycja jest znakomita. Z grona faworytów, typowanych do zwycięstwa, wyprzedają go tylko: Froome (Sky) – o 37 sekund, Porte (BMC) – o 2 sekundy i Quintana (Movistar) – o sekundę. I Contador (Trek-Segafredo), i Aru (Astana), Pinot (FDJ) oraz Bardet – wszyscy ukończyli 1. etap za Rafałem. Różnice są wprawdzie niewielkie, ale każda, nawet kilkusekundowa zaliczka może okazać się na wagę złota w górach.

A sam Rafał? Etap ocenia tak:

Ogromny pech Valverde

Alejandro Valverde (Movistar) nie będzie tej czasówki dobrze wspominał. Na jednym ze śliskich zakrętów ujechało mu tylne koło, a utalentowany Hiszpan przewrócił się i uderzył w barierki. Złamana noga, koniec wyścigu dla Valverde i spory ból głowy dla Nairo Quintany, dla którego Valverde miał być najsilniejszą pomocą w Pirenejach i Alpach. Ekipa Movistar ma co prawda jeszcze kilku bardzo silnych pomocników, ale to właśnie Alejandro imponował zawsze niezwykłą intuicją i wyczuciem, które podpowiadały mu zawsze najlepsze rozwiązania dla swojego lidera. Wielu komentatorów wskazywało go też jako potencjalnego lidera, w przypadku słabszej dyspozycji Quintany.

W tym samym miejscu z wyścigiem pożegnał się inny z Hiszpanów, Ion Izaguire (Bahrain Merida), również mierzący w wysoką pozycję w klasyfikacji generalnej. Do jutrzejszego etapu do Liège wystartuje więc już tylko 196 kolarzy.

Co nas czeka dalej?

Nad możliwymi scenariuszami na kolejne dni Touru, zwłaszcza w kontekście polskich zawodników, zastanawia się Lech Piasecki:

W niedzielę etap z Düsseldorfu do belgijskiego Liège, znanego między innymi z rozgrywanego tu wiosną jednego z tzw. klasyków: Liège – Bastogne – Liège. Etap liczący 203,5 km, w większości niemal zupełnie płaski, z kilkoma niewielkimi wzniesieniami, na których w dwóch miejscach ulokowano premie górskie 4. kategorii, właściwie wyłącznie w tym celu, żeby na zakończenie etapu móc udekorować jednego z zawodników koszulką w czerwone grochy. Raczej na pewno nie będzie to Rafał Majka, na jego walkę musimy poczekać, aż zaczną się poważne góry, godne „Zgreda”.

Zobacz wideo