Kolarstwo. Michał Kwiatkowski o najlepszej wiośnie w karierze: Najważniejsze, że odbiłem się od dna

- Wygranie Mediolan-San Remo to coś wielkiego. Ale jednak to po mistrzostwie świata zostają na całe życie tęczowe emblematy na koszulce. Mistrzostwo świata 2014 zawsze będzie moim numerem 1 - mówi Michał Kwiatkowski

Polskę zostawił na początku stycznia. Wrócił do niej dopiero teraz, jako pierwszy polski zwycięzca jednego z wiosennych monumentów, Mediolan - San Remo, jako kolarz z podium Amstel Gold Race i Liege-Bastogne-Liege. Jako ten kolarz ze spokojnym uśmiechem, którego pamiętaliśmy z pierwszych zawodowych sukcesów, jeszcze w Omega Pharma (potem Etixx) Quick Step. Ten uśmiech na jakiś czas zniknął, w połowie poprzedniego sezonu: pierwszego w grupie Sky, bardzo trudnego, zakończonego bez satysfakcji.

Jechałem na oparach

Było wprawdzie wówczas wiosną zwycięstwo w klasyku E3 Harelbeke, ale potem niepowodzenia, problemy ze zdrowiem, które wyeliminowały Kwiatkowskiego z Tour de France. - Myślałem, że drogą do poprawy jest tylko trening, coraz więcej treningu. I potem jechałem na oparach. To był duży cios. Potrzebne było wsparcie zespołu, rodziny. Nie czułem żadnego sygnału ze strony zespołu, że jest niedosyt. Tylko wiarę we mnie i wsparcie. Mówili mi prosto w oczy, co trzeba poprawić. Nic za plecami. Ale podpisując kontrakt w Sky sam na siebie włożyłem presję - wspominał. Teraz dobry nastrój wrócił.

Ponferrada będzie na zawsze

- Kolarstwo znów mnie cieszy jak wtedy, gdy byłem młodszy i sukcesy przychodziły mi łatwo. Nie nastawiałem się w tym sezonie na wyniki, tylko na radość - mówił Michał Kwiatkowski, otwierając spotkanie z mediami w Veloart, kolarskim sklepie z warsztatem i kawiarnią, czyli w swoim miejscu w Warszawie. Tutaj pracują jego siostra i brat, Michał jest tu częstym gościem, tutaj zostawia niektóre pamiątki ze startów. - Sukcesy z tej wiosny są ważne, ale najważniejsze, że odbiłem się od dna - dodawał potem w rozmowie ze Sport.pl. Uśmiechał się, oglądając ostatnie kilkaset metrów Mediolan-San Remo z komentarzem w trzech językach. Wspominał, jak Peter Sagan przepraszał go wiele razy za szarże w jego stronę za finiszem, która mogła się skończyć kraksą. Prezentował trofeum z Mediolan - San Remop. Ale jak mówił: - To mistrzostwo świata daje prawo jazdy przez rok w tęczowej koszulce i prawo umieszczania tęczowych emblematów na stroju do końca kariery. I dla mnie mistrzostwo świata z Ponferrady 2014 zawsze będzie numerem jeden.

Kwiatkowski mówił też o niedosycie, który pozostał po drugim miejscu w Amstel Gold i trzecim w Liege-Bastogne-Liege. - W Amstel zaryzykowałem 300 m przed metą. Za bardzo. W LBL nie chciałem tak ryzykować, byłem z tyłu, by mieć lepszą kontrolę, i byłem zablokowany, gdy ruszyli Alejandro Valverde i Dan Martin.

VeloToruń, ten dzień gdy jestem cały dla kibiców

Polak będzie teraz odpoczywać w Polsce, 7 maja będzie gospodarzem kolejnego już wyścigu dla amatorów, VeloToruń, a potem zacznie wysokogórskie przygotowania do drugiej części sezonu, czyli przede wszystkim do Tour de France. VeloToruń to jest dla mnie ten dzień w roku, w którym się cały mogę poświęcić kibicom. Podziękować za to, że we mnie wierzyli rok temu. To jest dzień gdy się można sprawdzić na trzech dystansach, spędzić trochę czasu ze mną - mówi Kwiatkowski.

Tour de France? Może i będą szanse na wygranie etapu. Ale liczy się praca dla Froome'a. To zaszczyt

Tour de France chce przede wszystkim przejechać z największym pożytkiem dla lidera zespołu, Chrisa Froome'a. - Nie czuję się wyeksploatowany początkiem sezonu. To będzie zaszczyt, jechać u boku Froome'a - mówi Polak. Nie nastawia się na walkę o etapowe zwycięstwo, choć ni wyklucza, że taka szansa się zdarzy. - Nie można w takim wyścigu liczyć na swobodę. Wielkie toury wymagają totalnego poświęcenia. Ze strony lidera i jego pomocników. Po drodze pojawiają się szanse na zwycięstwo etapowe, pewnie i dla mnie. Ale wszystko będzie podporządkowane celom drużyny - tłumaczy Kwiatkowski, który formę przed TdF sprawdzi w Dauphine Libere. A jesienią znów z pomocnika stanie się liderem - polskiej drużyny w mistrzostwach świata w Bergen. - W Norwegii będziemy się ścigać na 270 kilometrach, zapewne w deszczu, to będzie bardzo trudny wyścig, a na razie trzeba się skupiać na zbieraniu punktów rankingowych, żeby polska drużyna liczyła tam jak najwięcej osób - mówi Kwiatkowski.

Chcę pozostać w Sky na dłużej

Jeśli chodzi o swoje cele na następne lata, zwłaszcza w wieloetapowych wyścigach, unikał stanowczych deklaracji. Wiele osób chce, żebym się jakoś zaszufladkował. Ciągle słyszę pytania, czy się będę w czymś specjalizował. A ja nie czuję potrzeby takiego stawiania sprawy -tłumaczył. Jednoznacznie za to zadeklarował chęć pozostania na następne sezony w Sky. - Kontrakt mi się kończy, ale w poprzednim roku bardziej bym się o to martwił niż teraz. Chcę być dalej w Sky i nie chodzi o to, ile mogę wygrać z tej drużynie. Ale o to jak ta drużyna się zachowuje wobec mnie, gdy mi nie idzie.