Giro d'Italia. Majka: Zaatakuje

Muszę podjąć ryzyko. Jeszcze może nie we wtorek, bo moi rywale będą wypoczęci po dniu przerwy. Nie jestem zawodnikiem, który odpuszcza - mówi Rafał Majka

ROZMOWA Z RAFAŁEM MAJKĄ, piątym kolarzem Giro d'Italia

RADOSŁAW LENIARSKI: Czuje pan, że wciąż ma szanse na podium w Giro?

RAFAŁ MAJKA : To wciąż otwarta rozgrywka. Podium nie jest daleko. W zeszłym roku w Vuelcie Tom Dumoulin miał nad nami wielką przewagę i w ostatnim górskim etapie przyjechał siedem minut za nami. Mam dobrą sytuację w klasyfikacji generalnej, będę chciał się piąć w górę. Jestem zawodnikiem, który nie odpuszcza. Odkąd startuję w wielkich Tourach, nie wypadłem z czołowej dziesiątki i dlatego piąte miejsce nie jest dla mnie już satysfakcjonujące. Więc jak będę się czuł dobrze, to sam zaatakuję. Tylko że mam świadomość, iż jeśli to zrobię, pójdą za mną Alejandro Valverde [Movistar] i Vincenzo Nibali [Astana], bo będą chcieli odrobić straty do lidera Stevena Kruijswijka [Lotto-Jumbo]. Nie wiedziałem, że Holender potrafi jeździć na tak wysokich obrotach w górach. Jest faworytem do wygrania Giro, choć przed startem nikt go nie widział w tym gronie. Jak będzie kręcił dalej tak, jak kręci do tej pory, to może przyjechać 10 minut przed nami. Ale Nibali nie odpuści. A Valverde pod tym względem jest jeszcze lepszy. Ktoś przy tym zostanie z tyłu. Ja też mogę zostać.

Muszę jednak podjąć ryzyko. Jeszcze może nie we wtorek, bo każdy zawodnik po dniu odpoczynku ma jeszcze siły. Ostatnie etapy górskie będą bardzo ciężkie, bo każdy będzie próbował coś ugrać. Ja się tym nie przejmuję, bo zrobię tyle, ile będę mógł. Jak odjedzie 40 zawodników w ucieczce, to ja w niej będę. Jak będą jechać pod górę, ja też tam będę. Będę dawał z siebie wszystko, aby odjechać. Nibali, Valverde też. Mogę na tym tylko skorzystać. O ile będę miał siły w nogach. Ale jak będę miał ich tyle co w zeszłym roku w Vuelcie [trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej], to będzie dobrze.

Gdyby ktoś ci powiedział na początku, że przed trzecim tygodniem ścigania jesteś piąty, uznałbyś to za dobre miejsce czy nie za bardzo?

- Muszę pomyśleć... Jestem zadowolony. Nie mam sobie nic do zarzucenia. Nie jest łatwo jechać samemu pod górę i walczyć z najlepszymi. A ja jestem sam. Mamy sporo szczęścia, bo w górach omijają mnie defekty. Byłoby po wyścigu, bo zanim samochód dałby mi rower, to wszyscy by odjechali. Teraz nie można siku nawet zrobić, bo idzie atak, choćby sikał sam lider wyścigu. Na jednym etapie wjechał na mój rower Kruijswijk. Poczułem, że tylne koło się trochę telepie. Kolega z zespołu, mój pomocnik Paweł Poljański, był z przodu, podjechał do mnie i wtedy można byłoby zmienić rower. Chodzi właśnie o takie wsparcie. Choć czasem Paweł jedzie przede mną, a ja krzyczę do niego: "Jedź za mną!". Skulony, ale słucha.

Straciłem na jednym etapie, ale nie tylko ja. Wielu dobrych kolarzy straciło, w tym Valverde, byłem blisko Nibalego. Przez całą noc po powrocie z etapu byłem zdenerwowany. Aż pomyślałem: "Kurczę, jest następny dzień, Giro się nie kończy". Na ostatniej Vuelcie po czasówce wszyscy myśleli, że jest już koniec walki. A jednak dało się odrobić i niewiele brakowało, a byłoby drugie miejsce. Będę walczył do samego końca, czy mam być piąty, czy trzeci. Mam 26 lat. Dziesięć lat dobrego ścigania przede mną, aby później nie musieć ciężko pracować. Może jakąś włoską lodziarnię otworzę? W każdym razie za rok będzie lepiej. Będę miał wsparcie w drużynie.

Ile jest prawdy w spekulacjach o pańskim nowym zespole w przyszłym roku?

- Nie mogę na razie powiedzieć. Są oferty, ale ja o tym nie myślę. Chciałbym iść do takiej drużyny, która będzie za mnie trzymała kciuki i wierzyła, że mogę walczyć na wielkich Tourach. Nie podjąłem żadnych rozmów, to się zacznie pewnie po Giro d'Italia. Przecież nie wiadomo na pewno, czy moja obecna drużyna się kończy, czy nie. Żadnego kontraktu nie mogę podpisać do końca sierpnia. A z Tinkoffem jestem związany do końca 2017 roku. Jak się mój zespół nie zamknie, to będę w nim jeździł do końca umowy. Z Olegiem mamy taki kontakt jak zawsze. Spekulacje o rozmowach z Bahrajnem? Po pierwsze, mam od rozmów menedżera. A ja? Mogę powiedzieć, że jak nie będzie drużyny Tinkoff, to będę szukał dla siebie miejsca. A jak nie znajdę, to będę pracował w domu w ogródku i też będzie dobrze.

Czuje się pan dobrym liderem grupy?

- Coraz lepiej radzę sobie z presją. Podoba mi się na przykład, gdy jednego dnia ktoś mówi: "Już po Majce", a następnego ja robię nad innymi dwie minuty przewagi. Jak dobrnę do wieku 30 lat, to już będę w tym naprawdę dobry. Jako lider czasem muszę krzyknąć. Nie mogę w autobusie mówić cały czas, że jest fajnie i tylko dziękować. Lider musi ustawić drużynę zgodnie z jego interesem i interesem grupy. Z Pawłem Poljańskim miałem potyczkę słowną na przykład. Wydarłem się, że nie był ze mną wtedy, kiedy powinien być. Moja wina, nie wiedziałem, że jest chory. Nie jestem typem mówcy motywatora, ale inni zawodnicy czują, że mam dla nich szacunek za to, co robią.

Ale mam też dni, że jest mi ciężko. Zdarza się, że za metą źle się zachowuję, więc staram się potem przeprosić. Są nerwy, dostawało się głównie żonie, aż w końcu pomyślałem, że przecież co będzie, to będzie, nie mogę tak tego przeżywać. Nie widziałem jej ponad dwa miesiące. Rola lidera wyczerpuje nie fizycznie, ale psychicznie. Naprawdę wolałbym usiąść sobie na tarasie i wypić piwo, nie myśleć o klasyfikacji generalnej. Drużyna nie błyszczy, skupiła swoje siły na Tour de France, ja nic nie mogę na to poradzić. Do tego Paweł jest chory, już nawet nie śpi ze mną w pokoju, i sam jest zły, że nie może dać z siebie tyle, ile chce. Tak jak we Vuelcie, kiedy cały czas był obok mnie. To go dobija. Może odżyje po chorobie, po antybiotykach. Jedzie ze względu na mnie.

Po Giro chwila przerwy i Tour de France, a potem igrzyska w Rio. Nie będzie problemów między panem a Michałem Kwiatkowskim, jeśli chodzi o start olimpijski?

- Nie będzie łatwo, ale zawsze w drużynie można dojść do porozumienia. Rok temu nie chciałem być liderem ani drugim liderem na mistrzostwach świata w USA, bo trasa nie była dla mnie i nikomu nie chciałem zabierać miejsca. Będziemy się starali uzgodnić, kto ma jechać w końcówce. Zawsze lepiej mieć dwóch mocnych liderów, bo ma się wtedy dwie mocne karty. Jak Michał będzie w ucieczce, ja będę z tyłu, i na odwrót. Tak samo jest w Hiszpanii, gdzie mają więcej dobrych kolarzy na taką górską trasę jak w Rio. Przejechałem ją i jak zobaczyłem podjazdy, naprawdę, uważam, że jest co jechać. Będzie tak jak w sobotę w Giro, gdzie było ponad 5000 metrów przewyższenia. Będzie do tego gorąco, wilgotno. Wyścig jest długi. Słabo przygotowani nie mają w nim szans. Nie ma czasu na rozkręcanie się. Od początku do końca będzie pełny gaz. I jeszcze jedno. Jak będę czuł się słabo po Tour de France, to nie będę chciał nawet jechać na olimpiadę, aby nie zabierać miejsca mocniejszym. Ale jeśli będę się czuł mocny, będę walczył.

Klasyfikacja generalna: 1. Kruijswijk 60:41.22; 2. E. Chaves (Kolumbia/Orica) strata 2.12; 3. V. Nibali (Astana) 2.51; 4. Valverde 3.29; 5. Majka 4.38.

Transmisja 16. etapu Giro we wtorek od 14.30 w Eurosporcie.

Zobacz wideo

10 razy śnieg i błoto. Najgorsze wyyścigi kolarskie

Więcej o: