Giro d'Italia. Alfabet pierwszego tygodnia

Pierwszy tydzień włoskiego wyścigu Giro d'Italia zakończył się wczoraj etapem do San Giorgio del Sannio w Kampanii. Po dziewięciu dniach zmagań prowadzi Hiszpan Alberto Contador (Tinkoff-Saxo) - o 3 sekundy wyprzedza Włocha Fabia Aru (Astana) i o 22 sekundy dystansuje Australijczyka Richiego Porte'a (Team Sky).

Główna rozgrywka dopiero przed nami, przed kolarzami jeszcze najtrudniejsze górskie etapy i bardzo długa jazda na czas.

W dniu przerwy warto podsumować dotychczasowe wydarzenia i przyjrzeć się postawie poszczególnych zawodników i ekip.

Alfabet pierwszego tygodnia Giro d'Italia 2015:

A - jak Astana. Kazachska grupa, w ostatnich miesiącach ścigana przez demony dopingowej przeszłości i teraźniejszości, zdominowała pierwsze dni rywalizacji, wczoraj wygrała etap, a w czołowej dziesiątce ma aż trzech kolarzy. Jej lider Włoch Fabio Aru jest wiceliderem wyścigu i liderem klasyfikacji młodzieżowej. Ognisty start, pozostaje mieć nadzieję, że w pełni zgodny z przepisami.

B - jak bark. Konkretnie bark Alberta Contadora. Hiszpan - lider wyścigu i największy jego faworyt - zwichnął go dwa razy na etapie szóstym, mimo to na górskich odcinkach utrzymał koszulkę lidera. Trudno powiedzieć, jak ciężka jest kontuzja - Hiszpan ból odczuwał, ale gdy do ataku ruszył Fabio Aru, dość szybko zebrał się w sobie i złapał Włocha. Po dniu przerwy powinien czuć się coraz lepiej, a że w formie jest bardzo dobrej, to koszulki bez walki nie odda, chyba że w ramach taktycznej zagrywki, by zdjąć ze swojej ekipy ciężar kontrolowania wyścigu.

C - jak CCC Sprandi Polkowice. Polska ekipa pokazuje się jak może, jej kolarze jadą w ucieczkach, ale bez większych sukcesów - Sylwester Szmyd nie nawiąże walki o klasyfikację generalną, a pary zaczyna brakować Maciejowi Paterskiemu, który był główną nadzieją polskiej ekipy na odniesienie etapowego triumfu.

D - jak Domenico Pozzovivo. Filigranowy Włoch zaliczył na trzecim etapie kraksę, która w telewizji wyglądała potwornie. Na szczęście skończyło się na 20 (!) szwach na głowie i mocnych obiciach.

F - jak Formolo, Davide Formolo. Młody Włoch wskazywany jest jako przyszła nadzieja Italii na zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Giro. Dotychczas spokojnie się rozwijający 22-latek w czwartym etapie potwierdził niesamowity talent i po samotnej akcji wygrał odcinek w La Spezia. Walka o czołowe lokaty wyścigu jeszcze nie dla niego, ale doświadczenia bezcenne.

G - jak Greipel, Andre Greipel. Niemiecki sprinter wygrał płaski odcinek do Castiglione della Pescaia po niesamowitym rozprowadzeniu kolegów z zespołu. Jego pomocnicy - Adam Hansen i Gregory Henderson - normalnie prowadzą go na ostatnich 800 metrach i wypuszczają "Gorillę" na finisz na 200 metrów przed metą. Tym razem Australijczyk i Nowozelandczyk rozprowadzali Niemca przez aż 1300 metrów, a gratulacje mocy i niezwykłego rozegrania finiszu składał im cały peleton.

I - jak Intxausti, Benat Intxausti. Hiszpanowi nie wyszła walka o czołowe miejsca wyścigu, skupił się więc na etapowym triumfie. Górski odcinek do Campitello Matese wygrał głową - udawał, że nie ma już sił, i oszukał towarzysza ucieczki Sebastiena Reichenbacha. Na jego kole dowiózł się w okolice mety, po czym przypuścił atak i triumfował po solowym rajdzie. Hiszpańska szkoła blefu, na mecie dedykacja dla tragicznie zmarłego przyjaciela Xaviera Tondo.

J - jak juniorzy, a raczej ich zmagania. Tak właśnie wyglądały pierwsze etapy według mistrza świata Philippe'a Gilberta. "To był wyścig juniorów, bez ładu i składu" - prychnął na konferencji prasowej Belg.

K - jak kamera. A właściwie potężny aparat, który jeden z kibiców wysunął ponad barierkami na finiszu szóstego etapu. Chęć zrobienia zdjęcia i zwykła głupota spowodowały potężną kraksę, w wyniku której Daniele Colli złamał rękę w tak niefortunny sposób, że zdjęć nie powinny oglądać osoby wrażliwe. Kibicu, zanim coś zrobisz, wysil mózgownicę! Kolarz pędzi 70 km/godz., nawet delikatne dotknięcie skończy się upadkiem i karambolem. Ręce przy sobie. Byłoby ci miło, gdyby ktoś robił sobie z tobą selfie, gdy ty ciężko harujesz w pracy?

L - jak Lampre-Merida. Grupa Przemysława Niemca pierwszy tydzień kończy bez sukcesu w klasyfikacji generalnej, ale z dwoma wygranymi etapami. Jan Polanc zdołał wygrać górski etap, zanim do akcji wkroczyli faworyci, a Diego Ulissi po triumfie dwa dni później całował ziemię, podkreślając, jak ważna jest dla niego wygrana po powrocie z dziewięciomiesięcznego zawieszenia za przekroczenie dopuszczalnego limitu leku na astmę.

M - jak Matthews, Michael Matthews. Kolarz Orica-GreenEdge przez dwa dni jechał w koszulce lidera, a do tego wygrał etap. Prawie jak przed rokiem, gdy wygrał dwa odcinki i w różu chodził przez sześć dni. Wprawdzie na konferencji prasowej nie zajadał się hamburgerem jak przed rokiem w Belfaście, ale po raz kolejny wraz z kolegami świetnie się bawił i animował zmagania na pierwszych etapach.

N - jak niespodzianka. Dla mnie - Amael Moinard. Francuz z grupy BMC powołanie na wyścig dostał dwa dni przed startem, po tym jak choroba zmogła jego drużynowego kolegę. Moinard na start przyjechał rowerem - mieszka dość blisko San Remo, nie zabrał ze sobą nawet dużego bagażu. Na razie jest 18., a już dwukrotnie widać go było w ucieczkach - tylko wczoraj przyjechał czwarty.

O - jak Orica-GreenEdge. Królowie pierwszych czterech odcinków, przyjechali do Włoch, by wygrać jazdę drużynową na czas i zdobyć maglia rosa. Koszulką lidera żonglowali między sobą, w sumie nosiło ją trzech zawodników australijskiej grupy. Plan zrealizowany w 100 proc. jak przed rokiem w Irlandii.

P - jak Porte, Richie Porte. Trzeci w klasyfikacji generalnej Australijczyk jedzie bardzo konserwatywnie, nie wychyla się i czeka na długi i trudny etap jazdy na czas. Sezon jak dotąd ma wspaniały, formę dopiął na ostatni guzik. Oszczędza się też jego zespół, co wróży rywalom bardzo ciężką przeprawę w ostatnim tygodniu na najtrudniejszych górskich etapach.

R - jak róż. Maglia rosa to po włosku różowa koszulka lidera klasyfikacji generalnej. Stereotypy na bok, wyścig kręci się pod hasłem "tylko twardziele noszą róż". Dla Włochów koszulka to świętość, dla włoskiego kolarza obiekt marzeń utożsamiany z latami barwnej historii wyścigu.

S - jak samochód. Nie byle jaki - mieszkalny kamper, który na Giro przywiozła ekipa Sky. Jej lider - Richie Porte - zamiast w hotelu śpi w sypialni przygotowanej w przestronnym samochodzie, co pozwala mu więcej odpoczywać i nie martwić się długimi transferami do hotelu. Tzw. marginal gains - przewagi uzyskiwane na każdym kroku w logistyce, unowocześnianiu treningu, diecie, a nawet wymienianiu poduszek i materaców w hotelach - to od lat sztandar ekipy Sky, tym razem przeniesione na wyższy poziom.

T - jak Tiralongo, Paolo Tiralongo. Włoch wygrał wczoraj etap po śmiałym ataku z ucieczki. W zawodowym peletonie od 15 sezonów, w metryce 37 lat i 313 dni, co oznacza, że wczoraj został najstarszym etapowym zwycięzcą w historii Giro.

U - jak Uran, Rigoberto Uran. W dwóch poprzednich edycjach drugi, w tym roku bez formy. Kolumbijczyk stracił sporo czasu, zmaga się z zapaleniem oskrzeli i przyjmuje antybiotyki. Z tej mąki chleba raczej nie będzie.

V - jak Viviani, Elia Viviani. Włoski sprinter w zespole Sky jedzie w zasadzie bez wsparcia, gdyż ekipa koncentruje się na pomocy Richiemu Porte. Viviani w kaszę nie dał sobie jednak dmuchać i już drugi etap wygrał. Cel osiągnięty, okazji dla sprinterów będzie jeszcze kilka, ale na razie Włoch wozi bidony dla kolegów i pomaga, jak może.

W - jak waty, czyli jednostki pomiaru mocy generowanej przez kolarza. Według Michaela Rogersa, jednego z najbardziej doświadczonych kolarzy w peletonie, w pierwszym tygodniu Grand Touru jeszcze nigdy nie były tak wysokie. Pytanie: skoro peleton ma być czystszy, to jest to dobra, czy zła oznaka? Odpowiedź dadzą najcięższe podjazdy, jak dotąd na krótszych niż zazwyczaj otwierających odcinkach tempo było bardzo wysokie i niektórym da się to we znaki w końcówce zmagań.

Z - jak zwycięstwa. Cieszą się Włosi, bo ich zawodnicy wygrali już cztery razy. Tifosi, szaleni włoscy fani kolarstwa, mają za kogo trzymać kciuki i kogo dopingować - o zwycięstwo będzie walczył Aru, a na etapach harcownicy z Półwyspu Apenińskiego na pewno nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa.

Kolarze zmęczeni, ale z uśmiechami. Nic dziwnego! Tak całują ich piękne hostessy [ZDJĘCIA]

źródło: Okazje.info

Więcej o: