Giro d'Italia. Wyzwanie kariery. Dla Contadora i Polaków

Jazdą drużynową na czas rozpoczyna się w sobotę 98. edycja Giro d'Italia. Przed wyzwaniem swojej kariery staje Hiszpan Alberto Contador, a przed największą szansą od lat polski zespół CCC Sprandi Polkowice.

Giro d'Italia to obok Tour de France i Vuelta a Espana jeden z trzech najbardziej prestiżowych i najtrudniejszych wyścigów etapowych świata. Włoski Grand Tour w tym roku liczy sobie 3481 km, a kolarze z 22 ekip zmierzą się z 21 etapami, z których sześć zakończy się górskimi podjazdami, a na sześciu powalczą sprinterzy. Zmagania otworzy jazda drużynowa na czas w nadmorskim Saremo, a w połowie wyścigu zaplanowano blisko 60-kilometrowy odcinek jazdy indywidualnej na czas. W sumie na trasie jest do pokonania 43 tys. metrów przewyższenia.

Trzytygodniowy wyścig to próba dla organizmu i psychiki zawodnika, konieczność nieustannej koncentracji i odpowiedniego rozłożenia sił. Do tego dochodzą taktyka, umiejętność odnalezienia się w 200-osobowym peletonie i odpowiedniego wykorzystania swoich atutów.

Lista zawodników z realnymi szansami na wygraną w klasyfikacji generalnej nie jest długa, a otwiera ją Hiszpan Alberto Contador - jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy zawodnik swojej generacji. 32-latek włoski wyścig wygrał już w 2008 i 2011 roku, ale ten drugi triumf z jego wyników wymazano po dyskwalifikacji za pozytywny test antydopingowy na Tour de France 2010.

Hiszpan w tym roku porywa się na wyzwanie z gatunku "tylko dla orłów" - chce w jednym sezonie wygrać majowe Giro d'Italia i lipcowy Tour de France. Triumfu w dwóch najcięższych wyścigach świata nie udało się zanotować nikomu od 1998 roku, gdy dwie koszulki wygrał Włoch Marco Pantani.

Contador, trzykrotny zwycięzca Vuelta a Espana i dwukrotny triumfator Tour de France, to najpoważniejszy kandydat do wygranej, kolarz znakomicie radzący sobie w trzytygodniowych zmaganiach. Wspinaczem jest niedoścignionym i choć najlepsze lata prawdopodobnie ma już za sobą, to gdy jest w formie, utrzymanie jego koła na podjeździe dla znakomitej większości rywali zdaje się niemożliwe.

Lider zespołu Tinkoff-Saxo na Giro przyjeżdża pomny lekcji z 2011 roku, gdy także próbował ustrzelić dublet. Efektowna wygrana w Giro kosztowała go sporo energii i na trasie Tour de France zabrakło mu wtedy sił. W tym roku Contador startował mniej, jak sam mówi, jest w formie nieco niższej od optymalnej, ale wszystko po to, by pogodzić dwa wyzwania.

Plan powstrzymania "El Pistolero" układa Australijczyk Richie Porte. Lider ekipy Sky ma do dyspozycji bardzo mocną drużynę i będzie chciał dowieść, że potrafi przejechać trzy tygodnie z najlepszymi, nie zaliczając po drodze kryzysu.

30-letni Porte jak dotąd świetnie sprawdzał się w wyścigach tygodniowych - tylko w tym sezonie wygrał prestiżowe wyścigi Paryż - Nicea, Volta a Catalunya czy Giro del Trentino - Melinda. Kolarz z Tasmanii nigdy jednak nie odnajdywał się podczas trzytygodniowych zmagań, notował kłopoty ze zdrowiem lub dni poważnych kryzysów. Do dziś w wynikach ma tylko jedno miejsce w czołówce trzytygodniowej imprezy - 7. miejsce w Giro 2010.

Całe Włochy będą za to wspierały 24-letniego Fabio Aru (Astana). Młodzian z Sardynii przed rokiem przebojem wjechał na podium Giro, w wieku zaledwie 23 lat wygrywając trudny górski etap, świetnie radząc sobie na górskiej czasówce i kończąc zmagania na 3. pozycji.

W tym roku Aru jest liderem kazachskiego zespołu Astana i szykuje się do walki o zwycięstwo. Plany popsuć mu może nieco jazda na czas - 60-kilometrowy odcinek w połowie wyścigu to niezupełnie marzenie tyczkowatego górala, ale dwa niezwykle ciężkie odcinki na zakończenie zmagań powinny dać mu pole do popisu.

Spokojnie do Giro przygotowywał się Kolumbijczyk Rigoberto Uran. Kolarz zespołu Etixx-Quick Step w ostatnich dwóch sezonach walkę o maglia rosa kończył na 2. pozycji i w tym roku ambitnie przymierza się do walki o poprawienie tego wyniku. Uran, w przeciwieństwie do Aru, nie może się doczekać jazdy na czas - przed rokiem wygrał taką próbę. 28-latek na etapie walki z czasem będzie chciał nadrobić nad rywalami, którzy będą liczyli na jego słabszy dzień na kluczowych podjazdach.

Wymieniona czwórka - Contador, Porte, Uran i Aru - to najwięksi faworyci do walki o podium. Wszyscy charakteryzują się znakomitą jazdą w górach, pierwszych trzech jeździ także bardzo dobrze na czas. Contador ma największe doświadczenie, Aru dopiero je zbiera. Uran zdaje się najbardziej zrównoważony - zarówno w reakcjach, jak i na trasie, gdyż świetnie łączy naturalne predyspozycje do wspinaczki z jazdą na czas. Porte wprawdzie nie stał nigdy na podium trzytygodniowego wyścigu, ale w górach potrafi narzucać zabójcze tempo, a w jeździe na czas z pewnością nadrobi nad rywalami.

Przemysław Niemiec liderem

W wyścigu wystartuje w sumie siedmiu Polaków. Jednym z nich jest 34-letni Przemysław Niemiec, w 2013 roku w Giro sklasyfikowany na szóstej pozycji. Polak ma być liderem włoskiego zespołu Lampre-Merida i będzie chciał rywalizować o czołowe pozycje w klasyfikacji generalnej, choć jego forma pozostaje zagadką.

- Jutro rozpocznę swoje 5. Giro d'Italia. Zrobiłem wszystko, co w mojej mocy, żeby było dla mnie udane. Romandia nie wypadła tak, jakbym chciał, jednak w dużej mierze wynika to z kraksy na 2. etapie. Na szczęście już wydobrzałem i czuję się gotowy do poważnych wyzwań. Jestem dobrze zmotywowany i mogę liczyć na wsparcie ekipy - zameldował w blogowym wpisie zawodnik z Pisarzowic.

Przygotowania Niemca w tym sezonie naznaczały kraksy - najpierw na Volta a Catalunya, a potem podczas Tour de Romandie - kluczowych wyścigach przygotowujących do startu we włoskim Grand Tourze.

Polak, najlepiej radzący sobie w górach, rolę lidera odgrywać miał także przed rokiem, jednak plany pokrzyżowały liczne kraksy w pierwszym tygodniu rywalizacji. W razie niepowodzenia w rywalizacji o miejsca w czołowej dziesiątce imprezy Niemiec może zwrócić się ku walce o etapowe zwycięstwo - tak jak zrobił to podczas ubiegłorocznej Vuelta a Espana, po pięknym rajdzie wygrywając górski etap na Lagos de Covadonga.

Pomarańczowe Giro

Po 12 latach przerwy na starcie Giro d'Italia staje polska ekipa CCC Sprandi Polkowice. Obecność drugoligowego zespołu z Polski na liście startowej Giro to olbrzymie wyróżnienie i szansa - dość powiedzieć, że żadna inna polska ekipa nigdy nie startowała w trzytygodniowych wyścigach.

CCC Sprandi Polkowice na starcie staje z sześcioma Polakami - Sylwestrem Szmydem, Maciejem Paterskim, Markiem Rutkiewiczem, Łukaszem Owsianem, Bartłomiejem Matysiakiem i Jarosławem Maryczem. Skład zespołu Piotra Wadeckiego uzupełniają Białorusin Branislau Samoilau, Słoweniec Grega Bole i Bułgar Nikolay Mihaylov.

Polski zespół jedzie do Włoch dzięki dzikiej karcie i będzie chciał zaprezentować się z jak najlepszej strony. Trzy tygodnie ścigania z najlepszymi to niepowtarzalna okazja pokazania się i powalczenia o największe sukcesy w karierze.

Liderem ekipy jest 37-letni Sylwester Szmyd. Doświadczony Polak powoli zmierza ku końcowi kariery, a jego start w Giro w polskiej drużynie to ukoronowanie lat ciężkiej pracy, ktrórą przez większość ubiegłej dekady wykonywał na liderów włoskich ekip. Szmyd chce powalczyć o miejsce w czołowej dziesiątce wyścigu lub o etapową wygraną.

"Nastawiam się na walkę, na "zabawę", na wykorzystanie dobrej kondycji. Nie ograniczam się, mówiąc: "Jadę generalkę", marzy mi się top10. Jeśli wyjdzie generalka, to dobrze, jeśli nie, a wygram dwa etapy, to i lepiej. Jeśli nie, a będę protagonistą w górach, to też dobrze" - napisał ostatnio na swoim blogu.

Szmyd przez całą karierę pełnił funkcję pomocnika, na przestrzeni lat specjalizując się w rozrywaniu peletonu na stromych górskich podjazdach i wyrabiając sobie markę jednego z najlepszych tzw. gregario. Tym razem to na niego będzie pracowała ekipa. Efekt jest trudny do przewidzenia - nawiązać walkę z najlepszymi będzie mu trudno, choć, jak pokazał 4. miejscem na górskim etapie Vuelta a Andalucia, nie jest to niemożliwe.

Podopieczni Piotra Wadeckiego jadą do Włoch, by wygrać etap, i nie chcą przejechać imprezy anonimowo. Na finiszach z mniejszych grupek, a być może podczas sprintów z peletonu, w czołówce obejrzymy Gregę Bole. Na trudnych i pagórkowatych etapach będzie atakował Maciej Paterski, a jego koledzy na pewno nie będą chcieli przepuścić okazji zabrania się w ucieczkę - na Giro co roku kilka etapów pada łupem kolarzy odjeżdżających od grupy we wczesnej fazie odcinka.

Paterski wydaje się dość pewnym typem do etapowej wygranej. 28-latek, od 2014 roku ścigający się w polskiej ekipie, z miesiąca na miesiąc nabierał pewności siebie i mógł spokojnie zaprezentować swój talent. W tym roku po niesamowitej ucieczce wygrał pierwszy etap Volta a Catalunya, finiszował drugi w Volta Limburg Classic, prestiżowy klasyk Amstel Gold Race zakończył na 9. miejscu, a ostatnio doskonałą dyspozycję potwierdził dwoma etapowymi zwycięstwami i triumfem w klasyfikacji generalnej Wyścigu Dookoła Chorwacji.

Popularny "Patera" to kolarz walczący do upadłego, nigdy się niepoddający. Swoich szans będzie szukał już w pierwszym tygodniu zmagań - czy to w ucieczce, czy to w ataku na końcowych kilometrach. Oprócz rywali będzie gonił go czas - Polak znakomitą formę prezentuje już od dłuższego czasu i nie jest pewne, jak długo zdoła ją utrzymać podczas trzytygodniowych zmagań.

Ostatnim Polakiem, który wygrał etap Giro d'Italia, był Lech Piasecki, w 1989 roku triumfator trzech odcinków jazdy na czas.

Więcej o: