Michał Kwiatkowski dla Sport.pl: Zabrakło świeżości, nie wiem dlaczego

Na decydującym podjeździe, tak jak w Walońskiej Strzale, nie byłem w stanie wytrzymać tempa czołówki, gdy nastąpiło przyśpieszenie. Nie wiem dlaczego, muszę się nad tym zastanowić. Na szybko, przychodzi mi do głowy lutowy wyjazd do Argentyny, może jednak za szybko zacząłem sezon? Teraz odpoczynek, w domu w Polsce nie byłem od Bożego Narodzenia - mówi Michał Kwiatkowski, który w niedzielnym Liege - Bastogne - Liege zajął 21. miejsce, tracąc do zwycięzcy - Alejandro Valverde - 58 sekund.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas Jakub Ciastoń, Radosław Leniarski: Co się stało na podjeździe pod Saint-Nicolas, gdy stracił pan kontakt z czołówką?

Michał Kwiatkowski: Miałem podobne odczucia jak w Walońskiej Strzale. Nagle poczułem, że nie mam w nogach świeżości. Nie umiem tego do końca wytłumaczyć. Cały wyścig czułem się w miarę dobrze, ale przegapiłem najważniejsze przyśpieszenie na Saint-Nicolas. Mogę się tylko cieszyć, że Julian Alaphilippe znów świetnie pojechał w końcówce i zajął drugie miejsce, potwierdzając, że jest wielkim talentem. A co do mnie... to muszę przeanalizować, czego zabrakło.

Czy gdyby nie stracił pan kontaktu z czołową grupą, to liczyłby się pan w walce na finiszu? Stracił pan dużo sił, próbując dojść liderów na ostatnich 3 km. Gdyby był pan z nimi cały czas...

- Nie wiem, czy jest sens gdybać. Zawsze w kolarstwie różnie bywa. Nie było mnie tam, i kropka.

Czy w pewnym momencie powiedział pan Julianowi, żeby jechał na własną rękę, bo pan nie da rady?

- Tak, przy drugim przyśpieszeniu na Saint-Nicolas powiedziałem, żeby szedł sam. Ale do końca liczyłem, że ja też tam z przodu jeszcze będę. A potem... Julian miał przecież informację od dyrektora sportowego przez radio, że zostałem za grupą. Widział, że nie musi na mnie czekać i jest zdany na siebie.

Został pan z tyłu, bo skumulowały się te wszystkie podjazdy? W sumie było ich na trasie 10. Czy chodziło o coś innego?

- Kumulowało się u wszystkich. Mieliśmy wyścig pod kontrolą, Zdenek Stybar świetnie likwidował ucieczkę, ale wszystko zmieniło się w połowie podjazdu pod Saint-Nicolas. Nie byłem w stanie wytrzymać tempa przyśpieszenia.

Jakie są pana dalsze plany?

- Jadę odpocząć do Polski. Ostatni raz byłem w domu w święta Bożego Narodzenia, tak że najwyższy czas odpocząć. A potem będę już myślał o lipcowym Tour de France. Będą miał dużo czasu na trening i odpoczynek, i rozmyślanie, co w tych dwóch ostatnich wyścigach poszło nie tak. Nie ma co ukrywać, że liczyłem na lepszy występ, zwłaszcza w Liege-Bastogne-Liege.

A ma pan już jakiś pomysł, co mogło być nie tak?

- Tak na szybko to przychodzi mi do głowy lutowy wyjazd do Argentyny na wyścig Tour de San Luis. To była nowa rzecz w tym roku. Może to w jakiś sposób zakłóciło tryb, jakim szedłem normalnie. Ale nie wiem, kolarstwo to taki sport, że dopóki nie pojedziesz, nie wiesz, w jakiej jesteś formie. Czasem po prostu wygrywają inni. Tak to już jest. Ale żadnej rewolucji nie będę robił, jeśli chodzi o plan startów. Wydaje mi się, że mimo wszystko godnie reprezentuję tęczową koszulkę.

Oczywiście! Wydaje nam się nawet, że jest pan wobec siebie zbyt surowy. Przed chwilą wygrał pan Amstel Gold, jeden z najważniejszych klasyków.

- Z jednej strony się cieszę, ale jednak czuję niedosyt. Mierzyłem wyżej w dwóch kolejnych wyścigach. Nie było tak, jak bym chciał. Zawsze można coś poprawić. Nawet w Amstelu, który wygrałem, było coś do poprawienia. I o to w tym chodzi, żeby wyciągać wnioski, i szukać rzeczy, które można poprawić. Do tej pory jakoś to działało. Co roku robiłem progres, i mam nadzieję, że teraz też tak będzie.

Amstel Gold Race na zdjęciach, czyli piękne krajobrazy i niesamowity finisz Kwiatkowskiego

Materiały partnerów Rękawice Kross Nodus Kask Uvex I-Vo Kross Hexagon X5 2014

Więcej o: