Paryż-Roubaix. Degenkolb: "wszystko albo nic". Pierwszy niemiecki pogromca piekła od 119 lat!

Niemiecki sprinter na bruku "Piekła Północy" dał pokaz wytrzymałości i siły, powtarzając wyczyn swojego rodaka z końca XIX wieku i swojego idola sprzed 29 lat.

Niemiec John Degenkolb (Giant-Alpecin) wygrał 113. edycję wyścigu Paryż-Roubaix i tym samym zapisał na swoim koncie drugą wygraną w kolarskich monumentach - najbardziej prestiżowych i najtrudniejszych wyścigach jednodniowych świata.

26-latek w marcu wygrał włoskie Mediolan-San Remo, a dziś, po 253 kilometrach na brukach północnej Francji, nie znalazł sobie równego na torze kolarskim w Roubaix.

Tegoroczna edycja "Piekła Północy" nie przypominała tych z kilku, może kilkunastu ubiegłych lat. W końcówce wyścigu, po perypetiach z pociągiem i braku zdecydowanych ataków, na czele wciąż znajdowała się spora grupa kolarzy. Po raz ostatni większa grupka na metę dotarła w 1997 roku.

Atak Belgów Grega van Avermaeta (BMC) i młodziutkiego Yvesa Lampaerta (Etixx-Quick Step) w końcówce wyścigu wyglądał na tyle poważnie, że pracujący na drugiego przed rokiem Johna Degenkolba kolarze ekipy Giant-Alpecin wysłali w pościg Barta de Backera. Dwójka utrzymywała jednak prowadzenie, wobec czego na 10 kilometrów przed metą sprawy w swoje ręce Niemiec musiał wziąć sam.

- 10 kilometrów przed metą wiedziałem, że trzeba ruszać. Musiałem coś zrobić, nie bałem się. Czułem, że mam jeszcze trochę sił. Wóz albo przewóz, wszystko albo nic - relacjonował po wyścigu kolarz z położonego w Turyngii miasta Gera.

Degenkolb najpierw z pomocą kolegi, a później sam zniwelował różnicę i dołączył do prowadzących. Chwilę potem doskoczyli Czech Zdenek Stybar (Etixx-Quick Step), Holender Lars Boom (Astana), Szwajcar Martin Elmiger (IAM Cycling) oraz Jens Keukeleire (Orica-GreenEdge) i o zwycięstwie miał zdecydować sprint na welodromie w Roubaix.

Niemiecki kolarz w tej rozgrywce prezentował się jako najlepszy sprinter, acz po 250 kilometrach walki na tak trudnej trasie trudno przewidzieć jak zachowa się organizm zawodnika.

- Na finiszu nie byłem pewny siebie. Poszedłem absolutnie wszystko, a kiedy zdałem sobie sprawę, czego dokonałem, nogi się pode mną ugięły - powiedział Niemiec, który sprint wygrał pewnie, pokonując Stybara i van Avermaeta.

26-letni "Dege" jest pierwszym kolarzem, który wygrał Mediolan-San Remo i Paryż-Roubaix w tym samym roku od czasu Seana Kelly'ego w 1986 roku. Niemiec przed wyścigiem wspominał imprezę sprzed 29 lat i otwarcie mówił, że chciałby powtórzyć wyczyn swojego idola. Kelly'ego, który siedział w studiu i dzisiejsze zmagania komentował na antenie brytyjskiego Eurosportu. I był pod wrażeniem.

- Wygrana w Mediolan-San Remo była wyjątkowa, ale to bije na głowę wszystko. To jest wyścig, o którym marzyłem. Dziś cała ekipa pracowała bardzo ciężko, by opanować sytuację - mówił Niemiec, który jest, choć trudno w to uwierzyć, dopiero drugim niemieckim zwycięzcą w 119-letniej historii imprezy.

Drugim po Josefie Fisherze - zwycięzcy pierwszej edycji "Piekła Północy" z 1896 roku, obywatelu Cesarstwa Niemieckiego, poddanym Kaisera Wilhelma II.

- Ciągle nie dociera do mnie to, co się stało. Muszę znaleźć miejsce w mieszkaniu na tę kostkę. Nie będzie łatwo, bo jest strasznie duża - roześmiał się kolarz Giant-Alpecin, który na podium otrzymał oryginalne trofeum - potężny kawałek bruku.

Degenkolb, który w peletonie znany jest jako sprinter specjalizujący się w trudnych końcówkach, w dotychczasowym dorobku ma 9 wygranych etapów Vuelta a Espana i jeden odcinek Giro d'Italia. Jest także jednym z kilku niemieckich zawodników młodej generacji, którzy starają się przyciągnąć do kolarstwa niemieckich fanów i media. Te w ostatnich latach nie stawiają na kolarzy, pamiętając dopingowe skandale zespołu Gerolsteiner czy przypadki Jana Ullricha, który niedawno przyznał się do dopingu.

Degenkolb stawia się w jasnej opozycji do zasnutej chmurami przeszłości - wraz z drużynowym kolegą Marcelem Kittelem otwarcie wypowiada się przeciwko zabronionemu wspomaganiu, na łamach prasy regularnie domaga się dożywotnich zawieszeń dla złapanych zawodników i zapowiada, że zrobi wszystko, by pokazać, że sukcesy można odnosić na czysto.

Więcej o: