Tour de France. Nibali o dopingu "Trzeba nam dać szansę, ale matka oszustów jest zawsze w ciąży"

Vincenzo Nibali, który jest na najlepszej drodze do wygrania tegorocznego Tour de France, musi pogodzić się z tym, że w najbliższym czasie będzie musiał odpierać oskarżenia o doping. Zwłaszcza jeśli dowiezie żółtą koszulkę lidera do końca wyścigu.

Nibali od drugiego etapu wyścigu z krótką, jednodniową przerwą, jest liderem Tour de France. W świetle tego, że w ostatnich latach duża część najlepszych kolarzy została przyłapana na dopingu, naturalne jest, że Włoch także będzie musiał zmierzyć się z tego typu podejrzeniami.

Nibali może wygrać Tour de France po raz pierwszy w karierze. Podejrzenia potęguje fakt, że kolarz jedzie w grupie Astana, w której gwiazdą był Aleksander Winokurow. Kazach musiał zmierzyć się z dwuletnią dyskwalifikacją za stosowanie środków dopingujących. Winokurow był jednak tylko jednym z kilku z kolarzy, którzy należeli na początku XXI wieku do czołówki światowego kolarstwa i którym udowodniono, że do swoich sukcesów nie doszli w uczciwy sposób.

Już zwycięzca zeszłorocznego TdF Chris Froome musiał bronić się przed tymi samymi zarzutami. Szefowie jego drużyny otwarcie rozmawiali wówczas o metodach treningowych stosowanych przez Brytyjczyka. Potwierdzenie jego pracowitości i wytrwałości w treningu miało być dowodem na to, że Froome nie potrzebował środków dopingujących.

Dziś Brytyjczyk w Tour de France już nie jedzie. Musiał wycofać się po piątym etapie.

Brytyjczyk miał problemy w zeszłym roku zwłaszcza po 15. etapie, gdy po blisko sześciu godzinach i ponad 240 kilometrach i wspinaczce na gigantyczną górę Mont Ventoux kolarz z grupy Sky wygrał etap, mając ponad cztery minuty przewagi nad drugim Mollemą. Ta przewaga wystarczyła mu, by do końca wyścigu jechać jako lider.

- Myślę, że tego typu pytania są normalne. Musiałem się z nimi zmierzyć również w trakcie Giro i na moich obozach treningowych. Niestety, jako element przeszłości wciąż jest to gorący temat w naszym środowisku - przyznał Nibali, który na 14. etapie był o krok od dogonienia Rafała Majki i wygrania kolejnego etapu. Mimo drugiego miejsca Włoch z łatwością obronił żółtą koszulkę lidera. Jego główni rywale byli daleko w tyle.

- Nie mogę mówić w imieniu całego peletonu. Chcemy jednak teraz w sprawiedliwy sposób podnosić nasze umiejętności. Wielu kolarzy popełniło sporo błędów, ale musimy to już zostawić za sobą i dać nowemu pokoleniu kolejną szansę. Mimo to wciąż trzeba uważać na oszustów, bo ich matka jest nieustannie w ciąży - dodał.

Podejrzenia wobec Nibalego potęguje jeszcze fakt, że jego eksplozja formy jest bardzo nagła. W takiej dyspozycji nie był od 2010 roku, gdy wygrywał Tour de San Luis, wyścig dookoła Słowenii i Vuelta Espana. Teraz Włoch wydaje się być u szczytu formy i jeśli nie wydarzy się nic nieprzewidzianego, wygra Tour de France ze sporą przewagą.

Kolejny krok na drodze do wygranej Włoch może postawić w niedzielę, gdy kolarze będą jechać 222 kilometry z Tallard do Nimes. Po tym płaskim etapie czeka nas dzień przerwy, po którym peleton będzie ścigał się na ciężkich górskich etapach w Pirenejach. Relacje na żywo z poszczególnych etapów w Sport.pl.

Więcej o: