Giro d'Italia mówi: Sprawdzam

Michael Rogers z grupy Tinkoff-Saxo, starszy kolega trzeciego w klasyfikacji generalnej Giro d'Italia Rafała Majki wygrał po kapitalnej akcji 11. etap wyścigu. Peleton czai się do dzisiejszej długiej czasówki, w której okaże się, kto jest naprawdę mocny.

Australijczyk Rogers wygrał etap dzięki odważnej samotnej akcji na technicznym zjeździe przed metą w Savonie, Australijczyk Cadel Evans jest liderem, Australijczyk Michael Matthews, czyli były lider, szalał na sprintach i wygrał szósty etap - Giro w tym roku przypomina wyścig na Antypodach. Wcale nie musi być tego koniec, choć 23-letni Matthews, typowany przez swoją grupę do zaczynającego się za półtora miesiąca Tour de France, we Włoszech już nie jedzie.

32-letni Rogers jest daleko w klasyfikacji generalnej, ale jako dominator jazdy na czas sprzed dekady nie powinien zostać skreślony przed dzisiejszym etapem, problem tylko w tym, że zaledwie miesiąc temu wrócił do ścigania się po długiej walce z oskarżeniami o doping (przyłapano go na clenbuterolu i uznano, że kolarz jest niewinny, bo zatruł się jedzeniem podczas wyścigu w Chinach, gdzie proceder faszerowania kurczaków hormonami jest powszechny - w podobnym przypadku kajakarz Adam Seroczyński został zdyskwalifikowany w igrzyskach w Pekinie w 2008 roku i zakończył karierę). Zwycięzca Tour de France z 2011 roku Evans - wtedy drugi za Tony Martinem w czasówce w Grenoble - też potrafi ścigać się z czasem, bo bez tego nie ma co marzyć o sukcesie w wielkim wyścigu.

Będzie to 42-kilometrowy, więc długi etap i bardzo ważny, bo ustali hierarchię w peletonie przed wielkimi wyzwaniami. W sobotę zaczynają się góry, będzie ostry podjazd pod Oropę (1142 m n.p.m., przewyższenie 800 m na 12 km), w niedzielę na Plan di Montecampione (1665 m, przewyższenie 1250 m na 20 km). Za pomocą dzisiejszej jazdy na czas Giro mówi więc przed ważną rozgrywką "sprawdzam" - zupełnie jakby to była partyjka pokera.

Rafał Majka będzie dziś bronił trzeciego miejsca w klasyfikacji generalnej, atakować go będą Włoch Domenico Pozzovivo, znakomity góral, który ma do Polaka zaledwie 10 sekund straty, i kolejny specjalista od jazdy w górach, Kolumbijczyk Nairo Quintana (35 s). - Obroni miejsce - zapewnia Zenon Jaskuła, jedyny polski kolarz, który znalazł się na podium wielkiego touru. - W czasówkach bardzo ważna jest forma, tej Rafałowi nie zbywa, ale równie istotna jest motywacja. Inaczej się jedzie na czas, startując z 30. miejsca w generalce, a inaczej, gdy się jest trzecim. Moim zdaniem nawet 10 procent sił dodaje takie miejsce, a dzięki temu, że Rafał wyruszy na trasę jako trzeci od końca, będzie mógł wypruć żyły, wiedząc, jak jadą jego najgroźniejsi rywale. Dzięki takiej pozycji można i 30 sekund nadrobić, choć wydaje się, że już szybciej jechać nie można.

Jaskuła był w takiej sytuacji 21 lat temu, kiedy bronił trzeciego miejsca na przedostatnim etapie TdF, 48-kilometrowej jeździe na czas, i przegrał tylko z Miguelem Indurainem i Tonym Romingerem.

Majka był w środę 21. Po 11. etapie Paweł Poljański (Tinkoff-Saxo) jest 36., Przemysław Niemiec (Lampre Merida) jest 46. Transmisja w Eurosporcie

Majka zakończy Giro 2014:
Więcej o: