Giro tylko dla orłów

W piątek początek Giro d'Italia. Tak trudnej trasy jeszcze nie było. Góra goni górę, nawet czasówka i przedostatni etap kończą się na szczycie. - I dobrze! Im wyżej, tym lepiej - mówi Przemysław Niemiec

Wysoko celuje nie tylko Niemiec, ale również Rafał Majka. Przed rokiem Polacy zajęli szóste i siódme miejsce.

- Byle przetrwać tę Irlandię. Płasko, wilgotno, zimno, boczny wiatr od morza, to nie dla mnie - wzdrygał się Niemiec, gdy rozmawialiśmy kilka dni temu. Polak jeżdżący w włoskiej grupie Lampre-Merida był już wtedy w Belfaście w Irlandii Płn., gdzie zaczyna się Giro.

Rozgrywanie kilku etapów wyścigów za granicą to nie nowość. Tour de France zaczął się w Holandii już w 1954 r., Giro zaczynało się poza Włochami 10 razy, ostatnio - w 2012 r. w Danii. Organizatorzy eksportują wyścigi, bo to świetny biznes. Duńczycy zapłacili dwa lata temu 4 mln dol., do tego doszli nowi sponsorzy, większe wpływy od telewizji. Włochom marzy się skok za ocean i etapy w USA. Jeszcze się nie udało, ale z Irlandii do Nowego Jorku jest już całkiem blisko.

Niemiec kręci nosem na tę wycieczkę, bo płaskie etapy nad morzem - będą trzy, nim kolarze wsiądą w Dublinie do samolotów i wrócą na Półwysep Apeniński - to nie jego bajka. Żywiołem 34-letniego kolarza, który 14 lat temu wyjechał z Polski i ściga się we włoskich ekipach, są góry. Tuż przed startem Giro Niemiec zaimponował formą, zajmując trzecie miejsce w wyścigu dookoła Trentino w Dolomitach. Przegrał tylko z kandydatami do podium w Giro - Australijczykiem Cadelem Evansem (BMC) i Włochem Domenikiem Pozzovivo (Ag2r).

Przed rokiem w Giro Niemiec wspinał się wyśmienicie, mało brakowało, a przyćmiłby ówczesnego lidera Lampre Michele Scarponiego. - Gdybym nie musiał pomagać mu w górach, ale jechał cały czas na własną rękę, pewnie byłoby lepiej. W połowie wyścigu, widząc moją jazdę, szefowie Lampre zdecydowali, że grupa pojedzie na dwóch liderów, mnie i Scarponiego - wspominał Niemiec, który skończył Giro jako szósty. Tak wysoko w wielkim wyścigu nie finiszował żaden Polak, odkąd Zenon Jaskuła był trzeci w Tour de France w 1993 r.

- Czekam na góry, moim celem znów jest walka o wysoką pozycję w klasyfikacji generalnej - zaznacza Niemiec. Grupa Lampre nie wyznaczyła w tym roku jednego lidera. Miał nim być Amerykanin Chris Horner, ale doznał kontuzji i nie startuje. Włoch Damiano Cunego, Niemiec i Kolumbijczyk Winner Anacona są traktowani na równi. Ten, który najlepiej pojedzie pierwszą część wyścigu, może liczyć na pomoc kolegów w końcówce.

W jeszcze lepszej sytuacji jest Rafał Majka, który w duńskiej ekipie Tinkoff-Saxo ma status lidera i od początku dostanie wsparcie pomocników, którzy będą go "holować" przed ostateczną rozgrywką. Jednym z nich będzie Paweł Poljański, trzeci z Polaków w Giro. Formalnie Majka nie jest liderem, bo z najniższym numerem w grupie pojedzie Irlandczyk Nicolas Roche, syn Stephena Roche'a, mistrza Tour de France i Giro z 1987 r., ale to raczej symboliczne wyróżnienie związane z irlandzkim epizodem wyścigu. Roche w wysokich górach liczyć się nie powinien, a Majka tylko na nie czeka. 24-latek uchodzi za ogromny talent młodego pokolenia, przed rokiem był drugi w klasyfikacji młodzieżowej Giro, w górach wytrzymywał tempo najlepszych. - Ten chłopak może być kiedyś na szczycie kolarstwa - mówił o Majce Alberto Contador, były mistrz Tour de France i kolega Polaka z drużyny (we Włoszech nie jedzie).

- Obaj Polacy mają szansę nawet na podium, bo świetnie jeżdżą w górach, a tegoroczny wyścig jest chyba najtrudniejszy w historii, jeśli chodzi o wspinaczki. To Giro ułożone pod górali - mówi Czesław Lang, były kolarz, dyrektor Tour de Pologne. - Przemek jest bardziej doświadczony, potrafi w górach podczepić się pod ucieczkę, sam zaatakować. Rafał to klasyczny góral, jedzie własnym tempem i czeka, aż inni odpadną. Czasem przeliczy się z siłami, bo jest młody, ale uczy się szybko. I chyba lepiej od Przemka jeździ też na czas. Taki wyścig jak Giro rozstrzyga się jednak nie tylko na podjazdach, ale też poza trasą. Kluczowe jest rozłożenie sił, odżywianie, dobry sen, pomoc kolegów i szczęście, żeby nie zaliczyć kraksy, zatrucia czy choroby. Trzeba przetrwać 21 dni. W wielkich tourach rządzą kolarze z szybkim metabolizmem i dobrą regeneracją z dnia na dzień - dodaje Lang.

Polacy mówią, że kochają góry, ale niewykluczone, że miłość w tym roku odbije im się czkawką. Gospodarze przygotowali dawkę ekstremalną, bo chcą oddać hołd Marco Pantaniemu, legendarnemu "Piratowi", najlepszemu z włoskich wspinaczy, który zmarł 10 lat temu w wyniku przedawkowania kokainy. Góra będzie w tym roku goniła górę, etapów z podjazdami będzie aż 10, w tym pięć wysokogórskich, m.in. odwołana w zeszłym roku ze względu na opady śniegu mordęga przez przełęcze Passo del Gavia (2618 m) i Passo del Stelvio (2758 m). Będzie też wspinaczka pod świętą górę Oropę, gdzie Pantani po defekcie roweru w 1999 r. wyprzedził na 10-kilometrowym podjeździe kilkudziesięciu kolarzy i pokonał Laurenta Jalaberta. Będzie Montecampione, gdzie "Pirat" walczył w 1998 r. z Pawłem Tonkowem o wygranie całego Giro. Pod górę jest również czasówka, a przedostatni etap, gdy wielu będzie już konać ze zmęczenia, wieńczy Monte Zoncolan, gdzie nachylenie stoku sięga momentami 22 proc.

Jedna z pierwszych górek, niewinna przy tym, co czeka kolarzy później, to podjazd do klasztoru na Monte Cassino na ósmym etapie. Kolarze będą szturmować wzniesienie niemal dokładnie 70 lat po żołnierzach 2. Korpusu Władysława Andersa. - Jeśli nadarzy się okazja, może ktoś z nas zaatakuje, ale specjalnie historią kierować się nie będziemy. Wyścig jest długi, trzeba mądrze gospodarować siłami - stwierdził Niemiec. Jedynym Polakiem, któremu udało się dotąd wygrywać etapy w Giro, był w latach 80. Lech Piasecki.

Tegoroczny wyścig to hołd dla Pantaniego, wyzwanie dla górali, ale też starcie pokoleń. Walkę o końcowe zwycięstwo stoczą weterani z nową falą. Tych pierwszych reprezentują m.in. 37-letni Evans (BMC), 34-letni Hiszpan Joaquim Rodriguez (Katiusza), 36-letni Ivan Basso (Cannondale), a także 34-letni Niemiec. Drugich - 24-letni Kolumbijczyk Nairo Quintana (Movistar), jego 27-letni rodak Rigoberto Uran (Omega Pharma-Quick Step), 27-letni Irlandczyk Daniel Martin (Garmin-Sharp) i 24-letni Majka. Gdzieś po środku jest 31-letni Pozzovivo (Ag2r).

Wielcy nieobecni to Contador, zeszłoroczny zwycięzca Vincenzo Nibali (Astana), triumfator Tour de France Brytyjczyk Chris Froome (Sky) i polska rewelacja sezonu Michał Kwiatkowski (Omega Pharma-Quick Step). Wszyscy skupiają się w tym roku na francuskiej Wielkiej Pętli.

- Dużo mówi się o Kolumbijczykach, ale piórka jakoś ostatnio im opadły, nie wiem, czy są w formie. Nie skreślam Włochów, kibicuję Polakom. Wyścig jest otwarty jak nigdy, także dlatego, że kolarstwo naprawdę ostro walczy z dopingiem. W żadnym sporcie nie ma tylu kontroli. Sito jest bardzo gęste. Wierzę, że wyścig będzie w tym roku czysty - podkreśla Lang.

140. Kentucky Derby - szacunek dla tradycji, wystrojone kobiety i... Głowa Konia

Więcej o: