Francja chce mieć antydopingowego szeryfa

Wprowadzenie urzędu antydopingowego prokuratora, nocne kontrole sportowców, wysokie grzywny dla oszustów - francuski senat chce zaostrzyć prawo.

Przez kilka miesięcy specjalnie powołana komisja wezwała na przesłuchania 84 sportowców i ludzi związanych ze sportem, aby się dowiedzieć, jak we Francji walczy się z dopingiem. Politycy zauważyli bowiem, że wielkie afery dopingowe ujawniono w XXI w. poza Francją - w USA, we Włoszech i w Hiszpanii. I wzięli się do roboty.

Zeznawali m.in.: trener reprezentacji Francji, mistrz świata z 1998 r. Didier Deschamps, wciąż aktywna kolarska mistrzyni Jeannie Longo. Przesłuchano także zwycięzcę Vuelty z 1995 r. Laurenta Jalaberta. Dzięki temu wiadomo, że brał EPO podczas Tour de France w 1998 r. Wcześniej senatorowie zlecili bowiem zidentyfikowanie, do kogo należą zakodowane próbki moczu sprzed 15 lat przechowywane w laboratorium w Chatanay-Malabry. Próbka Jalaberta została rozpoznana jako pierwsza. EPO - wówczas niewykrywalne - znaleziono w 90 z nich.

Komisja celnie wytypowała przesłuchiwanych. Deschamps grał w Juventusie w latach 90., kiedy według "La Gazetta dello Sport" piłkarzom podawano EPO. Dwa lata temu "L'Equipe" napisała, że mąż Longo był dilerem tego hormonu.

Przez kilka miesięcy przesłuchań senatorzy doszli do wniosku, że trzeba ustanowić specjalny urząd prokuratora. Wzorem dla nich jest Travis Tygart, antydopingowy szeryf, który obalił wieloletniego oszusta Lance'a Armstronga. Senatorzy zaprosili go przed komisję. - Jako szef USADA (Amerykańska Agencja Antydopingowa) miał swobodę działania i znał się na rzeczy - mówił senator Jean-Jacques Lozach.

Francuzi zamierzają wyszkolić policjantów i służby celne, bo to właśnie dzięki nim doprowadzono przed hiszpański sąd dr. Eufemiano Fuentesa, a we Włoszech kilku znanych kolarzy i dr. Michele Ferrariego. Możliwe będą nocne kontrole antydopingowe (dziś dozwolone od 6 do 21). 13 czerwca takie przepisy wprowadzili Hiszpanie. O podobnych myślą Włosi.

Oprócz długotrwałych dyskwalifikacji Francuzi będą karać dopingowiczów przede wszystkim wysokimi grzywnami, co według nich jest bardziej skuteczne.

Według senatorów Francja przegrywa walkę z dopingiem ze względu na brak pieniędzy. Budżet laboratorium w Chatanay-Malabry na rozwój testów wykrywających nowe środki dopingowe wynosi 100 tys. euro, a jego szwajcarskiego odpowiednika - 600 tys. Skąd wziąć pieniądze na nową ofensywę? - Chcielibyśmy, żeby za uzdrowienie sportu francuskiego płacili organizatorzy wielkich imprez i firmy, które na nich korzystają, np. koncerny budujące i modernizujące stadiony na Euro 2016 - mówi senator Lozach.

Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live na iOS , na Androida i Windows Phone

Więcej o: