Tour de France. Geraint Thomas wygrywa w La Rosiere i przejmuje koszulkę lidera wyścigu. Majka niestety z dużymi stratami.

Brytyjczyk Geraint Thomas (Team Sky), po fenomenalnym ataku w końcówce długiego podjazdu pod La Rosiere, wygrał niezwykle pasjonujący 11. etap wyścigu Tour de France i objął prowadzenie w klasyfikacji generalnej. Rafał Majka niestety nie był w stanie utrzymać tempa liderów i zanotował dzisiaj duże straty, przez co spadł w klasyfikacji generalnej na 22. miejsce.
DLOKR DLOKR fot. Jakub Włodek / Agencja Gazeta

Nie układa się niestety ten wyścig po myśli Rafała Majki. Polak z ekipy BORA-hansgrohe, skarżący się jeszcze przed etapem na drobne dolegliwości, będące wynikiem upadków na etapie do Roubaix, pierwsze problemy miał już na drugim z czterech dzisiejszych podjazdów. Udało mu się co prawda z pomocą Pawła Poljańskiego dogonić główną grupę na zjeździe, ale kolejne wspinaczki ostatecznie zweryfikowały plany Majki na tegoroczny występ w Tourze. Ze stratą 13 minut i 19 sekund zajmuje w klasyfikacji generalnej dopiero 22. miejsce i chociaż do końca wyścigu jeszcze sporo jazdy po górach, to wszystko wskazuje na to, że pierwsza dziesiątka generalki jest już niestety poza zasięgiem Rafała. Czy to wynik słabszej od zakładanej dyspozycji naszego najlepszego górala, czy niewystarczającego wsparcia ze strony zespołu - to zapewne będzie jeszcze przedmiotem dociekań w drużynie. Na dzień dzisiejszy pozostaje faktem, że Majka w tej dyspozycji na wysoką pozycję w wyścigu liczyć nie może. Czy ma szansę na wygranie kolejnego etapu? Z całą pewnością nie jest to niemożliwe, ale w jeździe całej ekipy BORA-hansgrohe musi nastąpić jakiś przełom, żeby praca na lidera nie pozostawała wyłącznie w strefie deklaracji.

Tymczasem na półmetku wyścigu mieliśmy okazję oglądać fantastyczną walkę, a 11. etap z Albertville do La Rosiere, choć krótki - mierzący zaledwie 108,5 kilometra, stał się areną wielu zaskakujących zwrotów akcji i nieoczekiwanych rozstrzygnięć. Wszystko zaczęło się tuż po starcie, gdy peleton rozerwał się na dwie części. Prowadziła 4-osobowa ucieczka, tradycyjnie już z Peterem Saganem (BORA-hansgrohe), którego celem były kolejne punkty na lotnej premii. Niedługo za nią 39-osobowa grupa, w której znalazło się wielu kolarzy z dalekich miejsc w klasyfikacji generalnej, ale z dużymi nadziejami na etapowe zdobycze.

Pierwszy podjazd należał do wczorajszego zwycięzcy - Juliana Alaphilippe (Quick-Step), którego celem było powiększenie przewagi w klasyfikacji na najlepszego górala. Na Montee de Bisanne (HC) próbował mu w tym przeszkodzić ubiegłoroczny triumfator tej kategorii, Warren Barguil (Fortuneo), ale Alaphilippe nie pozwolił sobie odebrać kompletu punktów. W tym miejscu peleton notował już 6 minut straty do prowadzących.

Do podnóża kolejnego podjazdu dojechała 32-osobowa grupa, w której byli również Paweł Poljański (BORA-hansgrohe) i Tomasz Marczyński (Lotto-Soudal), ale niedługo po rozpoczęciu ponad 12-kilometrowej wspinaczki ten mały peleton zaczął się rozrywać i Polacy zaczęli tracić dystans do czołówki. Około 3 kilometry przed szczytem jadący w głównej grupie, prowadzonej dotąd przez kolarzy Sky, pierwsze problemy zaczął mieć Rafał Majka. Stało się to w momencie, gdy na prowadzenie w peletonie wyszła ekipa Movistar, która narzuciła bardzo mocne tempo, przygotowując grunt pod atak Alejandro Valverde. Majka tej zmiany rytmu nie wytrzymał i razem z Gregorem Muhlbergerem i zostającym z ucieczki Pawłem Poljańskim próbował minimalizować powiększającą się stratę. Tuż za szczytem Col du Pre (HC) Majce i Poljańskiemu udało się dogonić główną grupę. Radość trwała jednak tak krótko, jak krótko trwał niespełna 5-kilometrowy zjazd. Gdy tylko rozpoczął się podjazd pod kolejne wzniesienie - Cormet de Roselend, za nadawanie tempa w peletonie zabrali się kolarze ekipy Bahrain-Merida. W pogoni za uciekającym Valverde narzucili oni po raz kolejny tempo nie do utrzymania przez osamotnionego Majkę.

Długi, blisko 20-kilometrowy zjazd rozpoczęła grupa 13 kolarzy, za którymi jechali Valverde i Soler (Movistar). Tych z kolei próbowała dogonić grupa Sky, gdy zza ich pleców wyskoczyła nagle dwójka kolarzy Sunwebu: Tom Dumoulin i Soren Kragh Andersen. Dochodzili i mijali kolejnych kolarzy, zostających z czołówki, a tuż przed początkiem ostatniego, 17,5-kilometrowego podjazdu do La Rosiere, dogonili duet Soler - Valverde z Movistaru i w czwórkę rozpoczęli wspópracę nad dojściem do pozostałej na czele piątki kolarzy: Warrena Barguila (Fortuneo), Mikela Niewe (Mitchelton-Scott), Damiano Caruso (BMC) oraz Jesusa Herrady i Daniela Navarro (obaj z Cofidis).

Nieco ponad 9 kilometrów do mety w czołówce samotnie atakuje Mikel Niewe, a tuż za prowadzącymi rozgrywa się dramat Alejandro Valverde, który najwyraźniej przeliczył się z siłami i nie był w stanie dotrzymać koła Dumoulinowi (Soler i Andersen zakończyli swoją pracę chwilę wcześniej). Prowadząca grupa też się rozrywa, za Niewe próbuje nadążyć tylko Caruso, problemy mają kolarze Cofidisu, a Barguil opada z sił. Tymczasem w grupie liderów na czoło wychodzi Michał Kwiatkowski i narzuca takie tempo, że licząca chwilę wcześniej ponad 20 kolarzy grupa topnieje w oczach. Odpada Adam Yates (Mitchelton-Scott), odpada Mikel Landa (Movistar), zostaje Domenico Pozzovivo (Bahrain-Merida) i inni, a zmęczony wcześniejszym atakiem Valverde nawet nie podejmuje próby utrzymania tempa, narzuconego przez Polaka.

Do mety zostaje niespełna 5 kilometrów podjazdu. Prowadzi Mikel Niewe, pół minuty za nim jadą Dumoulin i doścignięci właśnie przez niego Caruso i Herrada. Kwiatkowski schodzi ze zmiany, a po urządzonej przez niego rzezi w głównej grupie zostają już tylko Thomas i Froome (Sky), Bardet (AG2R), Quintana (Movistar), Nibali (Bahrain-Merida), Martin (UAE Team Emirates) oraz Roglić i trzymający się resztkami sił Kruijswijk (obaj z Lotto NL Jumbo).

I właśnie w tym momencie gwałtownie przyspiesza Geraint Thomas, na którego atak nikt nie odpowiada, więc Brytyjczyk szybko oddala się od grupy. Dopiero po chwili ataku próbuje Romain Bardet, ale zostaje natychmiast skontrowany przez Christophera Froome'a. Quintana wygląda, jakby nie mógł się zdecydować na atak, Nibali zostaje odrobinę z tyłu. Przez chwilę niewiele się dzieje, a w tym czasie Thomas błyskawicznie dogania Dumoulina i Caruso. Mikelowi Niewe do mety pozostało już tylko półtora kilometra.

Mocnego ataku próbuje Daniel Martin, za którym natychmiast rzuca się Froome - pozostali już nie reagują. Obaj zaczynają się szybko zbliżać do Dumoulina i Caruso. Niewe rozpoczął już ostatni kilometr, ale Thomas nieubłaganie się do niego zbliża. Niespełna 300 metrów przed metą mija zrezygnowanego Hiszpana i jako pierwszy wpada na linię mety. 20 sekund po nim finiszuje Tom Dumoulin, wyprzedający o błysk szprychy Froome'a, który wcześniej jeszcze zdążył odczepić Martina. Załamanego Caruso zdążył na kresce wyprzedzić jeszcze Caruso, kilka sekund za nimi dojechał Martin. Na pozostałych trzeba było czekać kolejne pół minuty. Na Rafała Majkę - niestety - jeszcze prawie 11.

O tym, jak pasjonujący był to etap najlepiej świadczy fakt, że jeszcze niespełna 30 kilometrów przed metą wszystko zdawało się wskazywać na to, że Team Sky ten etap przegra. Z przodu był Valverde, odjeżdżał Dumoulin, przez chwilę inicjatywa w grupie spoczywała w rękach ekipy Bahrain-Merida. Skończyło się etapowym zwycięstwem Gerainta Thomasa, żółtą koszulką i podwójnym prowadzeniem w klasyfikacji generalnej, bo na drugie miejsce awansował Froome, notujący 1'25" straty do Thomasa. Trzeci jest Tom Dumoulin (+1'44"). Niemała w tym zasługa Michała Kwiatkowskiego, który swoją zmianę wykorzystał w 100% i narzuconym przez siebie morderczym tempem wyeliminował z walki wielu rywali.

Szkoda trochę szansy, straconej przez Rafała Majkę, ale takie też jest niestety kolarstwo. Drobne niedociągnięcia, nie do końca poukładana współpraca w grupie (choć dziś zespół BORA-hansgrohe i tak jechał o wiele lepiej, niż na wczorajszym etapie), jedna z pozoru niewielka niedogodność lub chwilowa niedyspozycja, a może jeszcze do tego wszystkiego jakaś bariera w głowie zawodnika - to wszystko na koniec, przy tak morderczym etapie, jak dzisiejszy, składa się w sumie w ogromne straty. Szkoda, choć pozostaje liczyć, że na kolejnych etapach Majka się odbuduje i znów będziemy oglądać uśmiechniętego Polaka, zmierzającego po etapowe zwycięstwo. Dziś na mecie był załamany. Wypada mu tylko życzyć, żeby się jak najszybciej pozbierał.

Choć emocji dzisiaj mieliśmy pod dostatkiem, to jutrzejszy, 12. etap Tour de France zapowiada się jeszcze ciekawiej. 175,5 kilometra z Bourg-Saint-Maurice na szczyt Alpe d'Huez prowadzić będzie przez aż trzy podjazdy o najwyższej kategorii HC: Col de la Madeleine (25,3 km, 6,2%), Col de la Croix de Fer (29 km, 5,2%) i kończący etap szczyt Alpe d'Huez (13,8 km, 8,1%). Po drodze jeszcze jedna, krótka, ale bardzo wymagająca wspinaczka pod Lacest de Montvernier (2. kat., 3,4 km, 8,2%). Mordercza przeprawa, która ponownie może wstrząsnąć klasyfikacją generalną. Niepodzielne rządy w peletonie objęła dzisiaj drużyna Michała Kwiatkowskiego i zapewne uczynią wszystko, by żółty trykot utrzymać. Otwartym pozostaje pytanie: na czyje plecy ostatecznie jest szykowany?