TdP. Majka wjeżdża w góry

Belg Jonas Van Genechten z grupy Lotto po finiszu z peletonu wygrał czwarty etap Tour de Pologne z Tarnowa do Katowic. W czwartek w wyścigu zaczynają się góry i walka Rafała Majki o zwycięstwo w klasyfikacji generalnej.
Na ostatniej prostej biegnącej w dół koło Spodka kolarze rozpędzają się nawet do 80 km/godz. Nic dziwnego, że w Katowicach w poprzednich latach najczęściej wygrywali sprinterzy. Wyjątek był właściwie tylko jeden - przed rokiem na kilka kilometrów przed metą do przodu wyrwał Amerykanin Taylor Phinney, który nie dał się dogonić. Wielu śmiałków próbowało wczoraj skopiować jego wyczyn, ale bez powodzenia. Ekipy mające w swoich składach wyśmienitych sprinterów cały czas nakręcały piekielnie mocne tempo peletonu, bo to była ostatnia okazja, by specjaliści od błyskawicznych finiszów mogli się wykazać. Płaskich etapów już więcej nie będzie.

Ostatni sprinterski pojedynek na mecie najdłuższego tegorocznego etapu (236 km) wygrał Van Genechten przed Włochem Iacopo Guarnierim (Astana) i Słoweńcem Luką Mezgecem (Giant). Żółtą koszulkę lidera zachował Czech Petr Vakoc z ekipy Omega Pharma-Quick Step. Najwyżej z Polaków - na 19. pozycji - finiszował Grzegorz Stępniak z CCC Polsat Polkowice, a koszulkę najlepszego górala wywalczył jego kolega z drużyny Grzegorz Taciak.

Tour de Pologne w prawdziwe góry wjeżdża jednak dopiero teraz. Dziś etap z Zakopanego do Strbskiego Plesa na Słowacji (190 km) - kolarze w końcówce trzykrotnie będą podjeżdżać na premię górską na wysokości 1220 m n.p.m., a w piątek - etap wokół Bukowiny Tatrzańskiej z ośmioma górskimi premiami (174 km).

Walkę o zwycięstwo w całym wyścigu rozpoczną górale, wśród nich uchodzący za faworyta Rafał Majka z Tinkoff-Saxo, triumfator klasyfikacji górskiej Tour de France. Polak na płaskich etapach zrealizował cel i nie stracił dużo - zaledwie 37 sekund. Pytanie tylko, czy po wyczerpującym Giro i Tour de France ma jeszcze siły, a także - czy polsko-słowackie góry nie będą dla niego za niskie. We Francji czy Włoszech Polak efektownie odjeżdżał rywalom, ale na znacznie trudniejszych podjazdach. Droga do Strbskiego Plesa ma tylko 400 m przewyższenia, a wokół Bukowiny bywa stromo, ale na dość krótkich odcinkach.