Tour de Pologne. Drużyna Majki ma dość. Napisała oficjalny list do UCI

"Co zmieniło się 1 sierpnia?" - pyta w liście do prezydenta Międzynarodowej Unii Kolarskiej (UCI) Stefano Feltrin, dyrektor zarządzający grupy Tinkoff-Saxo. Komisja dopingowa UCI dzień przed startem Tour de Pologne zawiesiła czeskiego kolarza Romana Kreuzigera.
Kreuziger miał być najważniejszym pomocnikiem Rafała Majki na trasie Tour de Pologne, ale w nim nie wystartował. Znów zabroniła mu tego komisja antydopingowa UCI, która miesiąc przed Tour de France zawiesiła go w związku z anomaliami w paszporcie biologicznym, które miały się przydarzyć Czechowi w 2011 (od marca do sierpnia) i w 2012 roku (od kwietnia do końca Giro d'Italia).

List zaadresowany do prezydenta UCI Briana Cooksona zamieszczono też w internecie. "Jako dyrektor zarządzający Tinkoff-Saxo piszę w odpowiedzi na pana oświadczenie z 3 sierpnia, by wytłumaczyć to, co nazwał pan niewytłumaczalną decyzją naszego zespołu (to jest decyzją, by umieścić Romana Kreuzigera w składzie na Tour de Pologne" - zaczyna się list Feltrina. Dalej przytacza on przebieg wypadków.



Jak przebiegała sprawa Kruzigera?

28 czerwca 2013 roku Kreuziger otrzymał list, w którym przedstawiono mu zastrzeżenia komisji. Zaproponowano, żeby się wytłumaczył. 3 października 2013 roku wysłał do UCI raport dwóch niezależnych lekarzy, którzy stwierdzali, że wyniki badań krwi kolarza nie odbiegają od normy. Komisja odezwała się ponownie dopiero 30 maja 2014 roku, miesiąc przed początkiem Tour de France, informując, że nie przyjęła tych wyjaśnień. Za Czecha w Wielkiej Pętli pojechał Majka. Radził sobie świetnie, wygrał dwa etapy i wywalczył koszulkę najlepszego górala wyścigu.

Tym razem decyzja komisji przyszła jeszcze później, bo dobę przed początkiem Tour de Pologne. Zawiesiła go tymczasowo, tłumacząc, że na wyniki Kreuzigera może mieć wpływ naruszenie przepisów antydopingowych. W ostatniej chwili Tinkoff-Saxo wystawił w jego miejsce Portugalczyka Bruno Piresa.

Czemu nie został ukarany?

Wróćmy więc do listu dyrektora Tinkoff-Saxo. "W dniu 28 czerwca 2014 roku zespół wyraźnie stwierdził: 'Mimo że Roman nie będzie się na razie ścigać, zespół nie zamierza tymczasowo go zawiesić, chyba że taki wniosek postawi UCI lub czeska federacja'. UCI nie zareagowała, więc można było zrozumieć, że zawodnik nie był zawieszony" - pisze Feltrin.

"Ponad miesiąc po tym oświadczaniu Roman i zespół oczekiwał, że pojedzie w Tour de Pologne. W końcu mamy z nim kontrakt i płacimy pensję za jeżdżenie. (...) Co zmieniło się 1 sierpnia 2014 roku? - pyta dyrektor zespołu, w którym jeździ Majka.

"Trudno uwierzyć, jak prezydent UCI może w tym samym wywiadzie może twierdzić, że z jednej strony 'nie zna szczegółów sprawy, bo nie był prezydentem, kiedy się zaczęła, i stara się nie wchodzić w szczegóły procesów antydopingowych', a z drugiej stwierdzić, że 'doszło do bardzo poważnych anomalii'" - irytuje się Feltrin.

Kto ma rację?

Cała sprawa jest dość specyficzna. Kreuzigera nikt na przyjmowaniu dopingu nie przyłapał, nic w pobranych od niego próbkach nie znaleziono. Cała sprawa opiera się w zmianach parametrów krwi kolarza. Widocznie komisja dopingowa UCI ma silne przesłanki, by twierdzić, że Kreuziger złamał przepisy antydopingowe, ale nie ma na to dowodów.

Trudno więc nie zrozumieć racji zespołu. Czemu nie mogą wystawiać w wyścigach kolarza, którego nikt za nic nie ukarał i którego obecne wyniki próbek krwi nie budzą niczyich zastrzeżeń?

Książka, która wstrząsnęła kolarskim światem. Sprawdź "Wyścig tajemnic">>

Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live