Tour de Pologne. W koło Orlinku. Etap dla Mosera, drugi Kwiatkowski

Po czterech latach przerwy Tour de Pologne wrócił do Karpacza. Kultowy podjazd na Orlinek, który wiele lat kończył rywalizację w wyścigu, w tym roku zainaugurował imprezę. Zwycięzcą pierwszego etapu został 22-letni Moreno Moser z Liquigasu.
Każdy wielki wyścig kolarski ma swoje mordercze podjazdy-symbole. Trudno wyobrazić sobie Tour de France bez wspinaczki na słynne Mont Ventoux i Alpe d'Huez. Giro d'Italia nie byłby tym samym wyścigiem, gdyby na jego trasie nie zaplanowano podjazdu na Monte Zoncolan lub Passo di Stelvio. Wyzwaniem dla uczestników Vuelta a Espana jest wdrapywanie się na mityczny wręcz szczyt Angliru.

Tour de Pologne też ma swoje podjazdy-legendy jak Orlinek, na który kolarze wspinali się w poniedziałek aż czterokrotnie.

Od 1999 do 2007 roku wyścig miał tu swoją metę. Do 2005 roku impreza kończyła się morderczą jazdą indywidualną na czas - na odcinku ponad 4 kilometrów kolarze musieli pokonać ponad 400 metrów różnicy wzniesień. Nierzadko wspinali się na wysokość 800 m.n.p.m. Podjazd na Orlinek nazywano kolarską ścianą płaczu.

Po wyścigu w 2007 roku, kiedy to uczestnicy 64. edycji TdP wspinali się na Orlinek aż 14 razy, Czesław Lang - człowiek, który rozsławił szczyt u podnóża Śnieżki (przed jego "erą" etap kończył się w Karpaczu tylko raz, za jego czasów 25 razy), poinformował, że w kolejnych edycjach imprezy zabraknie kultowego podjazdu.

Wyścig przez cztery lata omijał wzniesienie, na którym w XXI wieku aż siedem razy decydowały się losy całego touru. To tutaj wyścig wygrywali: Ondrej Sosenka (2001 i 2004), Laurent Brochard (2002), ostatni polski zwycięzca TdP Cezary Zamana (2003), Kim Kirchen (2005), Stefan Schumacher (2006) i Johan van Summeren (2007). W 2003 roku zwycięstwem etapowym w Karpaczu piękną karierę rozpoczął wielki Alberto Contador.

Magia tego miejsca sprawiła, że Lang postanowił wrócić. By Tour de Pologne stał się ciekawszy, organizatorzy odstąpili od szablonu wyścigu etapowego - ograniczono liczbę płaskich etapów do dwóch, a zmagania rozpoczęto właśnie w Karpaczu. Metę 1. etapu ulokowano w samym mieście, więc kibicom łatwo było dotrzeć na miejsce i dopingować kolarzy. Telewidzowie z 59 krajów całego świata mogli podziwiać piękny krajobraz - górskie przełęcze i malowniczą skocznie narciarską usytuowaną nieopodal mety etapu.

Wyścig rozpoczął się o 14:13 spod Hotelu "Gołębiewski" w Karpaczu. Kolarze przejechali cztery rundy po 39,2 km. Nieco ponad 20 minut po rozpoczęciu wyścigu wyklarowała się pięcioosobowa ucieczka w składzie: Jarosław Marycz (Team Saxo Bank), Daniel Teklehaimanot Girmazion (Orica-GreenEDGE Cycling Team), Sylvain Georges (Ag2r - La Mondiale), Federico Rocchetti (Utensilnord Named) i Bratłomiej Matysiak (reprezentacja Polski). Polscy kolarze byli bardzo aktywni - Matysiak wygrał pierwszą premię górską w tym wyścigu. Liderem klasyfikacji górskiej po tym etapie został jednak Teklehaimanot Girmazion.

Peleton doścignął ucieczkę tuż przed metą. Na ostatnich kilometrach stawka podzieliła się na kilka mniejszych grupek, pojedynczy kolarze próbowali finiszować indywidualnie, ale rozpędzony peleton już nie pozwolił na kolejną ucieczkę. Przekonał się o tym Aleksander Kołobniew z grupy Katiusza. Rosjanin został doścignięty przez peleton na ostatnich metrach. Ostatecznie doszło do finiszu z peletonu, w którym najszybszy był zaledwie 22-letni Moreno Moser z Liquigasu. Dla Włocha to największy sukces w dotychczasowej karierze. Drugie miejsce zajął Michał Kwiatkowski. Trzeci był Holender Lars Boom.

W środę i czwartek zawodnicy również czekają podjazdy. Na drugim (Wałbrzych - Opole 239,4 km). i trzecim etapie (Kędzierzyn - Koźle - Cieszyn 201,7 km) kolarze będą mieli do pokonania mniejsze góry. Etap piąty i szósty powinny zaś zadecydować o losach wyścigu. Szczególnie szósty dzień TdP - etap ze startem i metą w Bukowinie Tatrzańskiej będzie najbardziej wymagającym odcinkiem trasy. Etap nosi miano "królewskiego" - ciężko znaleźć na nim choćby kilka kilometrów płaskiego terenu. To tu - podobnie jak w poprzednich latach na Orlinku - rozstrzygną się losy całego TdP.