Tour de France. Alpe d'Huez rozstrzygnie wszystko - ostatnia próba Cadela Evansa

W piątek kolarze pożegnają się z Alpami. Ostatni górski etap Tour de France powinien wyklarować sytuację w klasyfikacji generalnej. To ważny dzień dla Cadela Evansa, który przed sobotnią jazdą indywidualną na czas chce zachować odpowiedni dystans do Thomasa Voecklera i Andy'ego Schlecka.
19. etap Tour de France liczy zaledwie 109 kilometrów, ale na kolarzy czekają trzy bardzo trudne podjazdy. Wspinaczka rozpocznie się praktycznie na samym początku zmagań - po ledwo ponad 25 kilometrach, zawodnicy będą musieli zmierzyć się Col du Telegraphe - górą, do której szczytu prowadzi 12-kilometrowy podjazd o średnim nachyleniu ponad siedmiu procent.

Później kolarze zaatakują Col du Galibier, a meta piątkowego etapu mieści się na samym szczycie słynnego Alpe d'Huez.

Legendarne Alpe d'Huez wraca na trasę Tour de France po trzech latach nieobecności. Podjazd liczy aż 13,8 km. Średnie nachylenie 7,9% prowadzi na metę ustanowioną na wysokości 1850 m n.p.m. Alpe d'Huez kreowało wielkich kolarzy, na jego szczyt jako pierwsi wjeżdżali tylko najlepsi spośród stawki. Cztery razy zdarzyło się, by zwycięzca etapu na Alpe d'Huez, wygrywał w tym samym roku cały wyścig Tour de France. Byli to: legendarny Fausto Coppi, Lance Armstrong (dwukrotnie) i Carlos Sastre.

Wszyscy obserwujący tegoroczne zmagania w Tour de France zastanawiają się czy i tym razem Alpe d'Huez rozstrzygnie losy całego wyścigu. Wydaje się, że przed sobotnią czasówką, która z pewnością wyłoni najlepszego kolarza Wielkiej Pętli, w najlepszej sytuacji znajduje się Cadel Evans. Australijczyk traci do lidera - Thomasa Voecklera 1:12 min, zaś do drugiego w klasyfikacji Andy'ego Schlecka zaledwie 57 sekund. Biorąc pod uwagę fakt, że z całej trójki Evans najlepiej spisuje się podczas jazdy indywidualnej na czas, można przyjąć, że jeżeli mistrz świata z 2009 roku nie straci w piątek dystansu do wyżej wymienionej dwójki, wygra cały wyścig.

Dlatego też Schleckowie z pewnością szykują kolejny atak. W dobrej kondycji fizycznej jest Franck - czwartkowy etap mistrz Luksemburga przejechał w miarę spokojnie i wydaje się, że to on będzie największym faworytem do etapowego zwycięstwa w piątek. Młodszy z braci, Andy po raz kolejny musi zyskać kilkanaście sekund do goniącej go grupy kolarzy. Dla 26-letniego Luksemburczyka nie jest ważne czy w sobotę wystartuje w koszulce lidera. Mimo fantastycznej postawy Thomasa Voecklera, żaden z zawodników nie traktuje Francuza jako groźnego konkurenta na czasówce. Wydaje się więc, że Voeckler zrobi dziś wszystko, by choć przez kolejne 24 godziny móc cieszyć się żółtego trykotu. Piątkowy etap zapowiada się więc niezwykle pasjonująco.