Tour de France. Contador zaatakował, Evans zyskał najwięcej

Hushovd wygrał pierwszy alpejski etap Tour de France. Na 10 km przed metą Contadorowi udało się zgubić braci Schlecków. Na faworyta wyścigu wyrasta jednak Cadel Evans
Hushovd, czyli mistrz świata z grupy Garmin, pokonał w sprinterskim finiszu rodaka Edvalda Boassona Hagena (Team Sky). Norwegowie oraz wspomagający Hushovda Kanadyjczyk Ryder Hesjedal (też z Garmin) jechali na czele kilkunastoosobowej ucieczki, która oderwała się od peletonu.

Najciekawsze rzeczy działy się jednak za plecami uciekinierów. Choć góry wcale nie były wysokie, tak wielkich emocji w tegorocznym Tourze jeszcze nie oglądaliśmy. Na 14 km przed metą, w połowie niezbyt trudnego podjazdu pod Col de Manse (1268 m), zaatakował bowiem Alberto Contador (Saxo Bank). Broniący tytułu Hiszpan od kilku dni zapowiadał ofensywę, bo przez upadki w pierwszym tygodniu wyścigu stracił 4 minuty do prowadzącego Thomasa Voecklera (Europcar) i 2 minuty do pozostałych faworytów, ale mało kto spodziewał się, że ruszy do przodu jeszcze przed najwyższymi Alpami.

Pierwszy atak Contadora został odparty - Frank i Andy Schleckowie z Luksemburga (Leopard) oraz Voeckler z innymi góralami doszli do niego po kilkuset metrach. Ale po chwili Contador ponowił atak. Wtedy jego tempo wytrzymało już tylko dwóch kolarzy - Samuel Sanchez z baskijskiej grupy Euskaltel oraz trzeci w klasyfikacji generalnej Australijczyk Cadel Evans (BMC Racing).

Na szczycie Col de Manse ich przewaga nad Voecklerem i Schleckami przekraczała pół minuty. W opałach znaleźli się Włosi - Ivan Basso i Damiano Cunego, także liczący się dotąd w klasyfikacji generalnej. Oni nie wytrzymali nawet tempa grupy pościgowej.

Na zjazdach doszło do kolejnego zaskoczenia - Evans skontrował Contadora i zdołał odskoczyć na kilkadziesiąt metrów. Na mecie miał nad nim 3 sekundy przewagi. Najważniejsze są zyski Evansa nad pozostałymi faworytami. Australijczyk wyprzedził Voecklera i Franka Schlecka o 21 s, a nad Andym Schleckiem zyskał aż 1,09 min. W klasyfikacji generalnej przesunął się na drugie miejsce przed F. Schlecka i do Voecklera traci 1 min i 45 s. Contador do Andy'ego Schlecka traci tylko 39 s.

Contador, skutecznie uciekając w górach, zyskał psychologiczną przewagę nad Schleckami uważanymi za najsilniejszych obok niego górali. Być może zwiastuje to kolejne ataki Hiszpana w czwartek i piątek, gdy etapy skończą się już piekielnie trudnymi podjazdami pod Col du Galibier (2645 m) i Alpe d'Huez (1850 m). Być może jednak jeszcze ważniejsza jest świetna forma Evansa, która sprawia, że stał się głównym faworytem wyścigu. Australijczyk jest najlepszym czasowcem z walczących o zwycięstwo. Jeśli w Alpach utrzyma się w czołówce (lub nie straci dużo), w sobotę powinien przypieczętować sukces w etapie jazdy indywidualnej w Grenoble.

Francuzi wierzą w jeszcze jeden scenariusz - że zdarzy się cud i Voeckler dowiezie prowadzenie do mety. 32-letni sensacyjny lider, który przetrwał Pireneje u boku faworytów, przyznał kilka dni temu, że w Alpach nie ma najmniejszych szans. - Wierzycie mu? Bo ja nie. On tylko mówi, że jest słaby, żeby wszyscy go lekceważyli - powiedział Samuel Sanchez na Cyclingnews.com.

W środę peleton wjeżdża do Włoch. Na trasie z Gap do Pinerolo (179 km) jest m.in. podjazd do Sestrieres na 2000 m. Końcówka jest jednak z górki.

Wyniki etapu:

1. T. Hushovd (Norwegia, Garmin-Cervelo) 3:31.38; 2. E. B. Hagen (Norwegia, Sky) ten sam czas; 3. R. Hesjedal (Kanada, Garmin-Cervelo) 2 s. Klasyfikacja generalna: 1. Voeckler 69:00.56; 2. Evans 1.45; 3. F. Schleck 1.49; 4. A. Schleck 3.03; 5. Sanchez 3.26; 6. Contador 3.42; 7. Basso 3.49;... 56. Szmyd 56.42.