Tour de France. Straszne rzeczy na drodze

- Najważniejsze, że żyję - powiedział Aleksander Winokurow, jedna z ofiar niedzielnego, pełnego kraks etapu Tour de France
Kazach jest jednym z 19 kolarzy, którzy już w pierwszym tygodniu wyścigu musieli się wycofać. Tegoroczny Tour nie bije rekordu w tej klasyfikacji - w 2003 roku w tej samej fazie było 26 zawodników mniej niż na starcie. Ale nigdy jeszcze przed wjazdem w wielkie góry tylu faworytów (Wiggins, Van Den Broeck, Winokurow) nie poszło na L4, to rzadki przypadek, by kilku zawodników typowanych do miejsca w czołówce - Contador, Gesnik, Klöden - doznało uszczerbku na zdrowiu i poniosło straty w klasyfikacji generalnej.

- Tour dopiero się zaczął, a ja widziałem straszne rzeczy na drodze. To najbardziej nerwowy początek, jakiego doświadczyłem - powiedział Andy Schleck. Jemu się udało, kraksa go minęła, choć w niedzielę mógł podzielić los Winokurowa i pięciu innych zawodników, którzy już dalej nie jadą po upadku 90 kilometrów przed metą. - Było to tylko kwestią szczęścia. Oni poupadali tuż przede mną, na czele peletonu. Mogłem tam przecież być - opowiadał Andy Schleck.

Winokurow wpadł do rowu, złamał kość udową. Na odcinku, w którym doszło do wypadku, było wąsko, kolarze wchodzili w ostry zakręt. - Upadki są naszym ryzykiem zawodowym, ale jedyną rzeczą, jakiej żądam od organizatorów, są gwarancje bezpieczeństwa. Nie potrzebuję nocować w pięciogwiazdkowym hotelu, ale chciałbym czuć się bezpiecznie. Drogi są dobre, nie trzeba szukać bardziej niebezpiecznych odcinków. Nie jestem zjazdowcem, nie muszę mieć plandek. W niedzielę ten zakręt był ostry, wystarczyło postawić kogoś przy nim, żeby nas ostrzegł - mówił mistrz świata i olimpijski w jeździe na czas Fabian Cancellara.

Nikt z kolarzy i organizatorów nie szukał usprawiedliwienia dla kierowcy samochodu francuskiej telewizji, który pod koniec etapu potrącił dwóch jadących w ucieczce kolarzy. Holender Johnny Hoogerland przeleciał przez kolczasty płot. Dojechał do mety, odebrał koszulkę dla najlepszego górala, ale założono mu 33 szwy. - Nie przebaczę tego. Czułem się świetnie, mogłem wygrać etap, wypracować dużą przewagę w klasyfikacji górskiej - powiedział Hoogerland.

- Skandaliczne - mówił o zachowaniu kierowcy dyrektor wyścigu Christian Prudhomme. - Nie ma czego szukać już w Tourze - dodał. Francuska telewizja wysłała poszkodowanym kolarzom (drugim był Juan Antonio Flecha) przeprosiny.

Organizatorzy wyścigu zamierzają wprowadzić kilka zmian. Po pierwsze, planują znaczne ograniczenie liczby wozów technicznych jadących w karawanie Tour de France. Pojawił się też oryginalny pomysł, by zmniejszyć liczbę kolarzy. W jednej drużynie miałoby startować ośmiu zamiast dziewięciu.

Contador i Schleck ? czekają na Pireneje