Tour de France. Kulisy wypadku Hoogerlanda. "Mamy szczęście, że żyjemy"

Na 167. kilometrze 9. etapu TdF doszło do groźnego wypadku. Samochód telewizji podczas wyprzedzania potrącił dwóch kolarzy: Antonio Flecha i Johnn'ego Hoogerlanda. - Zanim do tego doszło, podałem przez radio komunikat, że wszystkie samochody mają przepuścić wóz techniczny Europcar. Nie dostosowano się do mojego polecenia, takie zachowanie jest nie do tolerowania - skomentował sytuację Christian Prudhomme, dyrektor Tour de France. Ekipa telewizyjna po wypadku została wyrzucona z wyścigu.
Obaj kolarze brali udział w ucieczce i mieli duże szanse na bardzo dobry wynik na tym etapie. Trzech pozostałych uciekinierów, którzy po wypadku odłączyli się od Flecha i Hoogerlanda nie dało dogonić się peletonowi. Jako pierwszy metę przekroczył Sanchez, drugi był Voeckler - nowy lider wyścigu, a trzeci Casar.

- Chcemy przeprosić wszystkie zespoły za to co się stało. Dwa wypadki, w których brały udział pojazdy towarzyszące kolarzom, to dwa wypadki za dużo - powiedział Prudhomme, wspominając jeszcze jeden wypadek, który miał miejsce na tegorocznym Tourze. Motor z dziennikarzami podczas szóstego etapu potrącił Nickiego Sorensena. Duńczyk na szczęście nie musiał wycofać się z dalszego ścigania.

Niedzielny wypadek wyglądał naprawdę dramatycznie. Samochód potrącił Flecha i Hoogerlanda jadących z prędkością 60 km/h. Hiszpan uderzył z impetem o asfalt, Holender z Vacansoleil wyleciał w powietrze i spadł na płot z drutu kolczastego. Flecha po opatrzeniu krwawiącego łokcia, wskoczył na rower i popędził w stronę mety, zaciskając z bólu zęby. Lider klasyfikacji górskiej po upadku nie podniósł się o własnych siłach.

- Gdy do niego dojechaliśmy leżał kompletnie nagi, zawinięty w drut kolczasty - relacjonował nie kryjąc emocji Michale Cornelisse dyrektor teamu Vacansoleil. - Miał bardzo głębokie rany na nogach - dodał.

Mimo to Hoogerland postanowił etap ukończyć, wsiadł na rower, minął go peleton, a on swoim tempem w towarzystwie Flechy z ponad 16 minutową stratą dojechał do mety.

- Myślę, że ludzie z tego samochodu, czują się winni i pewnie nas przeproszą. Nikt przy tym strasznym wypadku nie zawinił nikt, niestety brałem w nim udział. Kiedy było już po wszystkim w rozmowie z Flechą wspomniałem Woutera Weylandta i powiedziałem, że mamy szczęście, że żyjemy - skomentował sytuację Johnny Hoogerland.

Wspomniany przez Holendra kolarz zginął podczas tegorocznego Giro d'Italia. 26-latek upadł podczas zjazdu z góry Bocco.

"To mogłem być ja"

Świadkiem zderzenia samochodu z kolarzami podczas 9. etapu Tour de France był Voeckler. - To mogłem być ja - powiedział na mecie etapu Francuz. - Wywrotki, kraksy podczas zjazdów są rzeczą zrozumiałą. Nie jestem tutaj po to by siać zamęt, ale kolarstwo jest na tyle ryzykownym sportem, że takie godne pożałowania wypadki spowodowane przez głupotę, nie powinny mieć miejsca - dodał.

Wypadek na 167. kilometrze nie był jedynym tego dnia. Najpierw wywrócił się Alberto Contador. Hiszpanowi jednak nic się nie stało, wymienił tylko rower i dopędził peleton. Po niedzielnym etapie zajmuje 16. pozycję.

Na 40. kilometrze doszło do kraksy, w wyniku której wywrócili się Millar, Zeits, Zubeldia i Bak. Żaden z nich poza kilkoma otarciami nie ucierpiał poważniej. Dużo niebezpieczniejsza była kraksa na 102 kilometrze podczas zjazdu z Puy Mary. Kolarze wylecieli z trasy i wpadli do rowu. W wyniku zdarzenia z wyścigu musiał wycofać się Winokurow. Kazach złamał kość udową i z pomocą kolegów trafił do karetki, tak jak dwóch innych poszkodowanych: Van der Broeck (pęknięta łopatka) i Frederik Willems (złamany obojczyk). Możliwe, że incydent na 9. etapie Wielkiej Pętli zakończy definitywnie karierę kolarza z Astany.

- Nigdy nie przypuszczałem, że zakończę udział w TdF w tak dramatycznych okolicznościach. To bardzo smutny dzień, jestem załamany - oświadczył Kazach. - Mój wypadek mógł się jednak skończyć jeszcze gorzej - przyznał.

Winokurow i van den Broeck wycofali się z Tour de France ?