Najtrudniejsza wspinaczka Armstronga

Amerykańscy agenci federalni mają nagrania rozmów obciążających Lance'a Armstronga. Francuskie laboratorium chce im przekazać próbki moczu kolarza legendy, w których podobno znaleziono EPO.
Sport.pl na Facebooku! Sprawdź nas ?

Nagranie z 2004 roku przekazał śledczym trzykrotny zwycięzca Tour de France Greg LeMond, od dawna zaangażowany w walkę z dopingiem w kolarstwie.

Amerykanin rozmawiał wtedy i potajemnie nagrał Stephanie McIlvain, przedstawicielkę sponsora Armstronga, producenta okularów przeciwsłonecznych Oakley.

McIlvain opowiada LeMondowi, jak w 1996 roku była w pokoju szpitalnym, w którym Armstrong opisywał onkologom (był przed terapią antyrakową), jakie środki dopingujące brał i w jakich dawkach. Miało być tego mnóstwo.

- Jeśli zostanę wezwana na świadka, powiem prawdę, że byłam tam. Muszę być lojalna tylko wobec Oakley - zapewniała LeMonda McIlvain w 2004 roku. Można to usłyszeć, bo nagranie przekazane federalnym wyciekło do internetu (http://j.b5z.net/i/u/2132106/m/gregstef.mp3).

Rok później McIlvain zeznawała w prywatnej sprawie Armstronga, kiedy walczył o premię obiecaną, ale nie wypłaconą przez sponsora. Wtedy stwierdziła, że nic nie wie o dopingu Armstronga. Dzięki temu kolarz otrzymał 7,5 mln dol. za szóste zwycięstwo w Tour de France.

Jednak przed sędziami federalnymi McIlvain nie mogłaby skłamać, bo groziłaby jej kara za krzywoprzysięstwo. Na to liczy LeMond, przekazując nagranie agentom. Według gazety "Los Angeles Times" nagranie zostanie złożone w sądzie, a w konsekwencji McIlvain zostanie powołana na świadka (samo nagranie nie może być dowodem, bo LeMond skłamał podczas rozmowy, że jej nie nagrywa).

LeMond walczy w obronie Floyda Landisa, byłego partnera Armstronga z grupy US Postal. Landis został przyłapany na dopingu i pozbawiony zwycięstwa w Tour de France w 2006 roku. Jest wyrzutkiem kolarskiego światka. Gdy w maju 2010 nie dopuszczono go do startu w Tour of California, zasypał działaczy antydopingowych i dziennikarzy mailami oskarżającymi Armstronga o doping EPO i transfuzje krwi. Landis złożył też doniesienie, że ofiarą oszustwa dopingowego padła państwowa firma, czyli US Postal, w której barwach Armstrong jeździł od 1998 do 2004 roku. Takie doniesienie w amerykańskim prawie może być początkiem federalnego śledztwa.

Sprawą zajęli się agent Jeff Novitzky oraz prokurator federalny Doug Miller. Obaj pracowali wcześniej przy wyjaśnianiu afery BALCo., która pogrążyła m.in. królową lekkoatletyki Marion Jones.

Armstrong od wielu lat ma długą listę niechętnych mu ludzi i instytucji. Wśród nich na samym szczycie są Francuzi - organizatorzy Tour de France, szefowie agencji antydopingowej i pracownicy laboratorium pod Paryżem. Wszyscy oni sugerowali w mniej lub bardziej zakamuflowany sposób doping Amerykanina.

Wczoraj szef agencji antydopingowej Pierre Bordry powiedział, że wszystkie próbki zebrane od Armstronga są do dyspozycji agenta Novitzky'ego. Wśród nich również ta z 1999 roku, w której wykryto podwyższony poziom zabronionych kortykosteroidów oraz - według francuskiego dziennika "L'Equipe" - EPO. Z kortykosteroidów Armstrong został uniewinniony, bo okazało się, że zawierał je żel łagodzący odciski od siodełka.

Na EPO w 1999 roku nie było jeszcze zatwierdzonych, czyli superrzetelnych testów.

Kiedy dwa lata temu Armstrong ogłosił powrót do ścigania, Bordry zasugerował ponowne zbadanie starej, zamrożonej w magazynie próbki "na życzenie" kolarza, aby ostatecznie wyjaśnić wątpliwości. Armstrong odmówił, zaś Bordry nie może według przepisów sam zbadać próbki, bo obowiązuje go ośmioletnie przedawnienie.

Co innego agent Nowitzky, jego żadne przedawnienia nie obowiązują.

Wygrana etapowa Marka Cavendisha ? na 17. etapie Vuelta a Espana