Kolarstwo górskie. Włoszczowska: Po schodach wciąż nie mogę chodzić

Maja Włoszczowska, która wróciła do Polski po zdobyciu mistrzostwa świata w kolarstwie górskim, przyznała że zwycięstwo w Mont-Sainte-Anne kosztowało ją najwięcej bólu w całej karierze. - Boli tak, że po schodach wciąż nie mogę chodzić, ale teraz to nie ważne. Nogi mogą mnie boleć bardzo długo, ale spełniło się moje wielkie marzenie - przyznała zawodniczka podczas konferencji prasowej na lotnisku.
Mistrzyni świata doceniła pracę całej swojej ekipy, bez której zdobycie tytułu nie byłoby możliwe:- Przygotowania kosztowały nas bardzo dużo pracy i jest to sukces całej drużyny - powiedziała Włoszczowska, która zdradza, że po ukończeniu wyścigu dostała mnóstwo gratulacji: - Odzew był ogromny: Gratulacje przychodziły wszystkimi możliwymi kanałami - mailem, komórką, Facebookiem.


- Było także sporo wylanych łez, ale przed samym startem byłam bardzo skoncentrowana. Dużo się wahałam jaki rower wybrać i w końcu zdecydowałam się na ten sztywny z amortyzatorem i to był dobry wybór bo zdobyłam mistrzostwo świata - powiedziała Włoszczowska.



Zawodniczka zdradziła na jaki manewr zdecydował się tuż przed jej startem trener Andrzej Piątek: - Trasa była trudna, bo padał deszcz i po drodze natknęłam się na dużo ciężkich odcinków, gdzie można było zaprzepaścić szansę na medal. Jednak trener przed startem przejechał całą trasę i oszacował, czy lepiej zjeżdżać czy zbiegać.

- Dzięki temu tam, gdzie trzeba było schodziłam z roweru i zbiegałam z nim, a na podjazdach dawałam z siebie wszystko co miałam w nogach i wyszło całkiem nieźle - dodała Polka, która przyznała, że posiadanie tęczowej koszulki to nawet większy zaszczyt niż złoty medal. - Bo mogę jeździć przez cały rok jako mistrzyni świata.

"Na treningu kobiety są idealne" - mówi trener mistrzyni świata ?