Kolarstwo. AlberTour de France

Albert Contador wygrał po raz trzeci Tour de France. Pokazał - jak jego wielki rywal Lance Armstrong - że, aby triumfować w największym wyścigu, trzeba mieć motywację większą niż inni
27-letni Hiszpan niby ma uśmiech niewiniątka, ale za tą fasadą ukryty jest instynkt kilera i niezłomna siła woli. Tak jak Lance Armstrong musiał stoczyć bitwę życia - z nowotworem - aby przejść do historii jako zwycięzca siedmiu Wielkich Pętli, tak Hiszpan musiał wygrać swoją bitwę, aby triumfować w trzech.

W 2004 roku podczas wyścigu Dookoła Asturii Contador miał niemal śmiertelny wypadek. Upadł, jak się okazało, będąc już nieprzytomnym. Badania wykazały, że w mózgu Contadora występuje naczyniak. Przed Hiszpanem stanął wybór - albo zrezygnować z kolarstwa, albo poddać się operacji i spróbować wrócić. Blizna z setką szwów mówi o żelaznej woli walki Hiszpana. Nic dziwnego, że - tak jak na wielkim Amerykaninie - całe tygodnie w Alpach i Pirenejach nie robią na Contadorze wrażenia. Motto powrotu była książka "Mój powrót do życia" autorstwa Armstronga, obecna długo na szpitalnej szafce Contadora.

- Powiedział mi, że doświadczenie z tętniakiem pomogło mu zauważyć to, co w życiu jest ważnie. Za każdym razem, gdy patrzy w lustro, widzi bliznę - mówi Jacinto Vidarte, rzecznik prasowy Contadora.

Trzecie zwycięstwo Contadora było najtrudniejsze. I jednocześnie, kiedy 25-letni Andy Schleck przesuwał granice wytrzymałości Contadora do granic możliwości, Hiszpan uczył się, jak dawać sobie radę z takimi rywalami, zachowując maksimum sił. Były znakomity kolarz francuski Laurent Jalabert ujął to tak: - Schleck był najlepszym kolarzem w Tour de France, a Contador najchytrzejszym.

Jak piszą agencje, po zejściu z rowerowego siodełka Contador był aniołkiem, zostawał diabłem wcielonym, gdy na nie siadał.

W 2007 roku Hiszpan wygrał Tour de France w dość szczęśliwych dla siebie okolicznościach, kiedy lider wyścigu Duńczyk Michael Rasmussen został wyrzucony z powodu dopingu. Kiedy Astana została wykluczona z Tour de France z tego samego powodu, wygrał Giro d'Italia i Vuelta Espana. W 2009 roku, aby wygrać, stoczył psychologiczny pojedynek z Lance'em Armstrongiem, który podpisał jednoroczny kontrakt z bogatym zespołem, aby zwycięstwem w Tour de France wzmocnić fundację walki z rakiem. Mimo wysiłków szefów Astany atmosfera była napięta - Armstrong nie pomagał Contadorowi, natomiast chętnie wypowiadał się na temat błędów taktycznych Hiszpana. Ten odpowiedział nogami na górskich etapach. Pokazał przy tym jeszcze raz siłę woli, aby przeciwstawić się Szeryfowi z Teksasu.

W 2010 roku Amerykanin nie odegrał tak wielkiej roli jak w poprzedniej edycji, znacznie groźniejszym rywalem okazał się Andy Schleck.

Obaj kolarze długo zakrywali swoje prawdziwe karty, ale kiedy wreszcie Luksemburczyk postanowił je odkryć i zaatakować, kontratak Contadora był porażający - na Port de Bales, na nieszczęście dla obu i dla wyścigu, chwilę po awarii roweru Schlecka.

Zarobił na tej akcji 39-sekund, czyli dokładnie tyle z jaką przewagę wygrał w Paryżu. Nie zmienił tego ani czwartkowy etap na niebotyczny Tourmalet, kolejny imponujący pokaz, jak kontrolować mocnych przeciwników, ani sobotnia 52-kilometrowa jazda na czas, znów pod pełną kontrolą.

Schleck ma nadzieję na sukces za rok, ale fachowcy nie pozostawiają mu złudzeń. - Contador jest kompletnym kolarzem, a takiego ciężko jest pokonać - mówi Michael Rogers. - Contador jest jednym z nielicznych kolarzy, którzy sa w stanie jeździć na wysokim poziomie przez cały rok. Jestem pewien, że jest w stanie wygrać Tour de France jeszcze wiele razy - tłumaczy Australijczyk.

Sylwetka Contadora ?