Tour de France. Premia dla Szmyda

Lance Armstrong podjął próbę wygrania etapu. Nie podołał, pozostał wielkim przegranym wyścigu. Wygrał Francuz Perrick Fedrigo. Mały sukces - pierwsze miejsce na premii górskiej - osiągnął Sylwester Szmyd
Polski kolarz grupy Liquigas do tej pory jechał tak, jakby odreagowywał trudy pierwszej części sezonu - niezłych dla niego startów w Giro d'Italia i Criterium de Daupiné. W Wielkiej Pętli przyjeżdżał daleko po zwycięzcach, tracąc i na płaskich, i na górskich etapach po kilka, kilkanaście minut. Nic nie wyszło z jego zapowiedzi próby walki o koszulkę najlepszego górala, w niczym też nie pomógł liderom swojej grupy: Ivanovi Basso i Romanowi Kreuzigerowi, którzy też jadą, jakby uszło z nich powietrze. "Chcę coś zrobić, by nadać sens mojemu TdF" - napisał przed kilkoma dniami w blogu.

Szmyd w końcu zrobił to "coś". Wygrał jedną z czterech monumentalnych pirenejskich premii górskich na Peyresourde. Wziął udział już w pierwszej ucieczce podczas wtorkowego etapu, zaatakował tuż przed samym szczytem i zdobył 15 punktów do klasyfikacji górskiej, w której jednak kompletnie się nie liczy. Jego pięć minut (dosłownie) w Tourze na tym się skończyło. Kiedy nadszedł czas kolejnej ucieczki, Polaka w niej już nie było.

Był za to Lance Armstrong, wielki przegrany wyścigu. Zapowiadał ósme zwycięstwo w Tourze, dziennik "L'Equipe" przewidywał dla niego co najmniej miejsce w pierwszej piątce, a już po pierwszym tygodniu rywalizacji okazało się, że nic z tego. Amerykanin stracił do najlepszych 13 minut już na pierwszym trudnym, alpejskim etapie, potem każdy kolejny odcinek w górach przynosił klęskę.

Siedmiokrotny zwycięzca Touru zmienił więc cele na skromniejsze. - Bardzo chce się znaleźć na podium w Paryżu, dlatego myśli o zwycięstwie w klasyfikacji drużynowej, mile jest widziane zwycięstwo etapowe, oczywiście będzie też pomagać Leviemu (Leipheimerowi) - zapowiedział jeden z dyrektorów grupy Radioshack Alain Gallopin.

Armstrong zdołał dojechać do końca etapu w ośmioosobowej ucieczce. Peleton pozwolił mu się w niej znaleźć, co świadczy o tym, jak bardzo spadła jego rola w wyścigu. Na finiszu w Pau Amerykanin okazał się bezradny, zrezygnował po nieśmiałym zrywie na ostatnich metrach. Nie dał rady wygrać etapu (był szósty), a drugiej okazji już pewnie nie będzie miał. Zwyciężył Perrick Fedrigo. To kolejna, trzecia wygrana francuskiego kolarza w TdF i szósta od rozpoczęcia wyścigu.

Liderzy Alberto Contador i Andy Schleck przyjechali blisko siedem minut po Fedrigo. W środę dzień przerwy, w czwartek najtrudniejszy etap - z metą na Tourmalet. Contador posądzony o niesportowe zachowanie w poniedziałek, kiedy zaatakował, gdy Luksemburczyk miał defekt roweru, przeprosił go za to na własnej stronie internetowej. - Być może popełniłem błąd, żałuję. Nie pochwalam takiego zachowania, a fair play jest dla mnie bardzo ważne. Mam nadzieję, że moje stosunki ze Schleckiem będą tak dobre jak przed tym wydarzeniem - tłumaczył. W wywiadzie dla "L'Equipe" podkreślił jednak, "że nie ukradł żółtej koszulki lidera".

Liczba wyścigu

6

zwycięstw etapowych odnieśli już w tegorocznym TdF kolarze ze Francji

Wyniki 16. etapu, Bagneres-de-Luchon - Pau (199,5 km): 1. P. Fedrigo (Francja/Bbox) 5:31.43; 2. S. Casar (Francja/FDJ); 3. R. Plaza Molina (Hiszpania/Caisse d'Epargne) ten sam czas.

Klasyfikacja generalna: 1. A. Contador (Hiszpania/Astana) 78:29.10; 2. A. Schleck (Luksemburg/Saxo Bank) 8 s. 3. S. Sanchez (Hiszpania/Euskaltel) 2.00.