Kolarstwo. Piotr Gawroński, europejski mistrz żaru

Turecki skwar, płuca nie mają już czym oddychać, słońce wypala skórę - kolarz pędzący tam przez 190 km na rowerze wypija co najmniej dziesięć litrów płynów, a w ciągu kilku godzin traci cztery kilogramy. W tak ekstremalnych warunkach Piotr Gawroński, reprezentant toruńskiego Pacifiku, został mistrzem Europy na szosie do lat 23.
Trener toruńskiego klubu Leszek Szyszkowski: - Kiedy poznałem Gawrońskiego, uznałem, że to spory talent. Słusznie - swoim wyścigiem w Turcji zrobił naprawdę ogromne wrażenie.

Żeby w lipcu ścigać się na rowerze w Turcji, trzeba mieć żelazne płuca, wręcz nienaturalną wydolność organizmu i taką siłę woli, by nie zniechęcić się po kilku pierwszych kilometrach. Skwar połączony z nietypową np. dla Polaków wilgotnością powietrza powoduje, że dla turystów sam spacer za dnia jest katorgą.

A jak w takich warunkach przejechać na rowerze 190 kilometrów? Tak długa była droga, jaką musiał pokonać Gawroński w Ankarze, by zdobyć złoto. Szyszkowski: - Był upał, prawie 40 stopni w cieniu, ciężko się oddychało. Trasa dość wymagająca. Bez dużych wzniesień, ale na różnego rodzaju terenie. Nie wszyscy takie połączenie wytrzymywali, były rezygnacje. Najlepsze ekipy - włoska, francuska - zostawiły do walki na końcówce tylko po trzech zawodników.

Do decydującej akcji w mistrzostwach doszło cztery okrążenia przed końcem wyścigu. Wtedy zaatakowali i Gawroński, i czterech innych zawodników. Wypracowali skromną przewagę, nie była duża. - Na mniej niż dwie rundy przed końcem peleton już dościgał tę grupkę - mówi Szyszkowski. Wtedy Gawroński pokazał, że pod względem wytrzymałości najlepiej zniósł turecki żar. Skontrował, ponowił atak - jego partnerzy w ucieczce nie mieli już sił, by dołączyć. Zrobił to jedynie reprezentant Portugalii. - Przewaga? Skromna. Na mecie było widać, że peleton do nich dojeżdża. Ale Piotr wtedy zaczął dość szybko finiszować. I dzięki temu zdobył złoto mistrzostw Europy - mówi Szyszkowski.

Pod wielkim wrażeniem jazdy torunianina był trener kadry młodzieżowców Zbigniew Piątek. - Ale jechali! Rewelacja! - mówił rozgorączkowany tuż po zakończonym wyścigu. Później oceniał jazdę Gawrońskiego: - Na finiszu wygrał z łatwością. Szkoda, że nikt tego nie nagrywał, bo byłby to wzorcowy materiał szkoleniowy.

Skąd u Gawrońskiego tak znakomita kondycja w upale? Opłaciły się godziny przygotowań w polskim skwarze. Szyszkowski: - Szczerze mówiąc, ukierunkowaliśmy nasze treningi właśnie pod kątem upałów w Turcji. Widzieliśmy, że ważne będzie, by je przetrwać. Matka natura pozwoliła na to, by w Polsce poczuć się jak w Turcji; ostatnie upały pod względem temperatur były zbliżone do tych z Ankary. Kiedy byliśmy na zgrupowaniu w Borowicach, celowo trenowaliśmy w środku dnia, w samo południe. Tak, by było naprawdę gorąco. Wszystko nam zagrało jak w szwajcarskim zegarku.

Wysiłek, jaki trzeba włożyć w pokonanie 190-kilometrowej trasy w najgorętszym miesiącu w Turcji, jest ekstremalny. Szyszkowski: - Jeśli zawodnik w takim upale nie wypije 12-15 litrów, nie będzie się liczył w walce. Osłabnie. Trzeba na bieżąco uzupełniać płyny. Po zawodach od razu widoczna jest utrata wagi. Zwykle u przeciętnych kolarzy to ok. 4 kilogramów. A co, jeśli utrata płynów będzie zbyt duża? Mówiąc potocznie: silnik się zaciera.