Tour de France. Kolarze zagrali na remis

Na niedzielnym pierwszym pirenejskim etapie prowadzący w wyścigu Andy Schleck i Alberto Contador tak skupili się na pilnowaniu samych siebie, że pozwolili na piękne zwycięstwo Francuzowi Christophe'owi Riblonowi i odrobienie strat przez Denisa Mienszowa i Samuela Sancheza
W niczym ten "pojedynek" nie przypominał kolarstwa szosowego i górskiego etapu Tour de France. Zbliżony był raczej do zmagań torowców - w przeciwieństwie do nich nie rozstrzygniętego, remisowego. Na ostatnim podjeździe pod Ax 3 Domaines, premii pierwszej kategorii, Contador zaatakował zdecydowanie dwukrotnie, Schleck nie był bezsilny jak w piątek, od razu jechał za Hiszpanem, trzymał się jego koła.

Hiszpan zrezygnował. Do końca etapu jechali razem, kompletnie zajechali ściganie się o pozycję, ale o zachowanie status quo (przynajmniej w przypadku Schlecka). Francuz Riblon uciekający dzielnie w niewielkiej grupce od 25. km, a samotnie od 153. mógł samotnie zmierzać do mety i cieszyć się z największego sukcesu w karierze.

Zajęci sobą liderzy Touru puścili też do przodu Samuela Sancheza i Denisa Mienszowa, trzeciego i czwartego kolarza w klasyfikacji generalnej. Dzięki temu Hiszpan i Rosjanin odrobili do nich po 14 sekund.

- Na razie oni nie są zagrożeniem dla mnie w klasyfikacji generalnej. Mienszow wciąż traci ponad dwie minuty - tłumaczy jednak Schleck.

O taktyce na wczorajszy etap mówi jasno. - To jest coś w rodzaju wojny psychologicznej między Alberto a mną. Na przedostatniej górze (Port de Pailheres) drużyna pracowała, dając mi do zrozumienia, że coś złego dzieje się z nim, chcieli, żebym coś zrobił. Już taki błąd popełniłem. Byłem przed nim i w końcu on miał możliwość mi się urwać. Nauczyłem się na błędach. Dla mnie to był całkiem udany dzień - opowiadał Luksemburczyk.

Dalsza wojna hiszpańsko-luksemburska jeszcze potrwa. Kolejne trzy dni wyścigu także przebiegają w Pirenejach. W poniedziałek etap z jedną premią "poza kategorią" (Port de Bales, 1 755 m n.p.m.), we wtorek z dwiema - legendarnym Tourmalet (2115 m) i col d'Aubisque (1709 m), a po dniu przerwy na dokładkę w czwartek meta na Tourmalet. Czy Contador albo Schleck okażą jakąś słabość?

Armstrong coraz dalej

Straty poniesione na alpejskim etapie przez Lance'a Armstronga nie były jednak wynikiem pecha i kolejnych upadków. Siedmiokrotny zwycięzca Tour de France stracił na pierwszym pirenejskim etapie aż 15.14 (razem z nim przyjechał Sylwester Szmyd), choć ani razu "nie wykoleił" się na trasie. W klasyfikacji generalnej Amerykanin zajmuje 38. pozycję ze stratą 39 minut. Armstrong nie jest już nawet pomocnikiem dla najlepszego kolarza w swojej grupie Radioshack Leviego Leipheimera, po prostu jedzie. - Przez lata był szefem wyścigu, dziś stał się ambasadorem kolarstwa - powiedział o jego nowej roli irlandzki kolarz Nicolas Roche.

. Wyniki 14. etapu, Revel - Ax-3-Domaines (184,5 km): 1. Ch. Riblon (Francja/AG2 R)4:52.42; 2. D. Mienszow (Rosja/Rabobank) 54 s. 3. S. Sanchez (Hiszpania/Euskaltel) ten sam czas, 4. A. Schleck (Luksemburg/Saxo Bank) 1.08; 5. J. Rodriguez (Hiszpania/Katiusza); 6. R. Gesink (Holandia/Rabobank); 7. A. Contador (Hiszpania/Astana); 8. J. van den Broeck (Belgia/Omega-Pharma); 9. D. Cunego (Włochy/Lampre); 10. C. Sastre (Hiszpania/Cervelo) wszyscy ten sam czas... 73. Szmyd 15.14. Klasyfikacja generalna: 1. Schleck 68:02.30; 2. Contador 31 s. 3. Sanchez 2.31; 4. Mienszow 2.44; Van den Broeck 3.31... 55. Szmyd 1:07.45.