Giro d'Italia. Ponad 10 kilometrowa czasówka do Alpe di Siusi jest straszna

Jasne, kolarz inaczej ją rozumie, niż amator. Dla mnie była straszna. Zdaje się, że tylko dla mnie. - Uważam, że jest bardzo przyjemna. Można przyłożyć, depnąc porządnie - mówi Dariusz Baranowski, który wjechał ją tuż przed rozgrzewkowym wjazdem Rafała Majki. Relacja na żywo z 15. etapu na Sport.pl - to jest Twój live!
Polak - szósty w klasyfikacji generalnej Giro d'Italii - będzie chciał w górskiej próbie na czas zmniejszyć straty, jakie utworzyły się po arcytrudnym, sobotnim etapie do Corvary.

Majka przyjechał w podnóże podjazdu około 11.30 i wjechał na szczyt rozgrzewkowo. Nie tylko on, kiedy ja sam byłem około 2 km od szczytu, w desperackiej próbie, której już nigdy nie będę chciał powtórzyć, minął mnie wicelider Vincenzo Nibali. Wcześniej jechali kolarze Sky i Lampre-Meridy. Wszystko po to, aby zorientować się w charakterze podjazdu. Majka przejechał rozgrzewkowo trasę 15 minut po Włochu.

Jasne, ja tego nigdy nie zrozumiem, że można wjechać na Alpe di Siusi rozgrzewkowo po to, aby ten właściwy wjazd był dużo, dużo szybszy. Nie zrozumiem, bo trasa jest non-stop pod górę, momentami wynois sporo więcej niż 10 procent. Jedzie się i jedzie, gps w zegarku wskazuje, że już kilometry były za mną, a więc już szczyt niedaleko, gdy widać napis 5 km do mety. Miało być trzy.

- Nie, nie jest bardzo stromy i to dobrze, bo zawodnicy mogą się wyjechać - mówi Baranowski. Kolega z PAP, który przez chwilę utrzymał koło czterokrotnemu uczestnikowi Giro, powiedział, że w pewnym momencie zapytał go o tętno. - 150 - powiedział trzykrotny triumfator Tour de Pologne. W tym momencie dziennikarz miał 175 i właśnie zastanawiał się, czy dobrze zrobił, ruszając pod górę.

Teoretycznie Majce taki podjazd bardzo pasuje. Od jakiegoś czasu rywale korzystają w górach z większej pomocy kolegów niż on, ale tu możliwości się wyrównują. Pomocy znikąd nie ma. Kolarzy walczą sami ze sobą. Tylko, że przed Majką w klasyfikacji generalnej nie ma słabych górali. Za nim zresztą też. Ale tak naprawdę czasówka prawdopodobnie nic nie zmieni. Prawdopodobnie kolarze i tak będą nastawiać się na trzeci tydzień wyścigu, na dwa ciężkie etapy z najwyższymi szczytami wyścigu. Już mają ponad 2300 kilometrów w nogach. Lepiej czuć się nie będą. I wtedy ci najtwardsi, ci najbardziej zdeterminowani zaatakują.

A jeśli chodzi o wyjątkowośc kolarzy. Majce nie wystarczył podjazd pod górę rozgrzewkowy. O 14.30 pojawił się przy autobusie grupy Tinkoff i wskoczył na rolki, aby popedałować na mniejszych obciążeniach. O 16.31 start.



10 razy śnieg i błoto. Najgorsze wyyścigi kolarskie