Kolarstwo. Znamy trasę Giro d'Italia 2016

Z holenderskiego Apeldoorn do piemonckiego Turynu. 6-29 maja, 3383 kilometry, po drodze Arnhem, Benewent, Modena, Toskania, Dolomity i Alpy Francuskie. To nie przepis na najtańszą podróż wakacyjną po Europie, to w wielkim skrócie trasa przyszłorocznego Giro d'Italia
RCS Sport, organizacja odpowiadająca za organizację większości włoskich wyścigów szosowych, zaprezentowała wczoraj w Mediolanie trasę 99. edycji Wyścigu Dookoła Włoch.

W tym roku kolarze rozpoczną krótką jazdą na czas w holenderskim Apeldoorn, po czym walczyli będą na dwóch płaskich etapach w okolicach Arnhem i Nijmegen. Transfer do Włoch to podróż na południe apenińskiego buta, gdzie kolejne dwie szanse dostaną sprinterzy i rozpocznie się właściwa część trzytygodniowego ścigania.

Giro dotychczas jedenastokrotnie rozpoczynało się poza granicami Włoch, w tym dwukrotnie z Holandii - w 2002 roku z Groningen, a w 2010 roku w Amsterdamie.

Wyścig po transferze na południowy kraniec Włoch kierował się będzie na północ w kierunku Benewentu i Arezzo. Górale do akcji wkroczą na szóstym etapie, natomiast na ósmym odcinku uwagę faworytów przykuje szutrowa nawierzchnia na górskiej premii przed metą. Kulminacją pierwszego tygodnia zmagań będzie blisko 41-kilometrowa jazda na czas w Toskanii. Kolarze zmierzą się z pofałdowaną trasą, na której największą trudnością będzie niemal 5-kilometrowy podjazd.

Po dniu przerwy wyścig na nowo ruszy w kierunku północnym. Na pierwszy ogień krótka górska końcówka, potem trzy dni dla sprinterów i harcowników, a potem, na etapie 14., wjazd w pasmo Dolomitów. Organizatorzy serwują iście zimowy etap - 210 kilometrów po wciąż zasypanych śniegiem przełęczach. Sześć wspinaczek, pięć ze szczytem powyżej punktu 2000 metrów nad poziomem morza, w tym słynne Passo Pordoi czy Passo Giau.

Lodowy maraton to jednak dopiero rozgrzewka - dzień później obolałe nogi trzeba będzie zmusić do bardzo intensywnego wysiłku na krótkiej górskiej czasówce pod Alpe di Siusi. 10,8 kilometra, średnio 8%, to test, który poustawia klasyfikację generalną przed ostatnim tygodniem zmagań.

Ten nie zaczyna się od crescendo - najpierw wprawdzie górski etap do Andalo, ale łatwiejszy niż poprzednie. Potem dzień dla wytrwałych sprinterów, jedna okazja dla harcowników i finałowe rozstrzygnięcia - 19. etap z podjazdem na Colle dell'Angello (2744 m n.p.m.), a potem finisz we francuskim Risoul, także na podjeździe.

Decydująca batalia to Alpy i 134-kilometrowa wycieczka między stacjami narciarskimi. Cztery szczyty położone powyżej poziomu 2000 metrów, w tym Col de la Bonette, Colle della Lombarda i krótki finał na Sant'Anna di Vinadio.

Finał na ulicach Turynu to już tradycyjna fiesta i walka o ostatnią część puli - prestiżowe zwycięstwo w płaskiej końcówce w stolicy Piemontu.



Kto powalczy?

Mimo że do startu wyścigu jeszcze ponad pół roku, czołowi kolarze zaczynają już powoli zastanawiać się nad programem startów. Rok 2016 to rok olimpijski, stąd też kalendarzowe roszady. Na dziś wiadomo, że tytułu bronił nie będzie Alberto Contador, który w ostatnim zawodowym sezonie koncentruje się na Tour de France i igrzyskach w Rio de Janeiro. Do Francji pojadą także raczej Christopher Froome (Team Sky) i Nairo Quintana (Movistar), dwaj najlepsi kolarze tegorocznej "Wielkiej Pętli".

Start Contadora w "Wielkiej Pętli" oznacza, że szansę jazdy na własną rękę na trasie Corsa Rosa dostać może Rafał Majka. Takie rozwiązanie sugerował już nieoficjalnie właściciel ekipy Tinkoff-Saxo - Oleg Tinkov - który w przyszłym sezonie chciałby widzieć swoich podopiecznych na podiach największych wyścigów świata.

Polak, trzeci zawodnik tegorocznej Vuelta a Espana, w przeszłości walczył już o maglia rosa - w 2013 roku przyjechał siódmy, a rok temu zmagania zakończył na szóstym miejscu.

Jeśli Majka pojawi się na starcie w Holandii, jego rywalami będą prawdopodobnie zwycięzca Giro z 2013 roku Vincenzo Nibali (Astana), Australijczyk Richie Porte (w przyszłym sezonie BMC), a być może Holender Tom Dumoulin (Giant-Alpecin), Francuz Thibaut Pinot (FDJ) czy Bask Mikel Landa (w przyszłym roku Team Sky).

Dla kogo trasa?

Zbalansowana trasa wyścigu to coś dla każdego - pole do popisu znajdą zawodnicy lubujący się w górskich rajdach, w jeździe na czas szansę dostaną zarówno specjaliści w tej dziedzinie, jak i górale i kolarze wszechstronni. Apetyty powinni zaspokoić też harcownicy, którzy wyszarpać będą próbowali etapowy triumf każdego dnia.

Zdawać by się mogło, że 61 kilometrów walki z czasem, rozbite na trzy próby, to dystans bardzo duży. W rzeczywistości, przy siedmiu górskich finiszach, układ to dość klasyczny, przypominający nieco wyścigi ostatnich dekad XX wieku, choć w czasach Bernarda Hinault czy Miguela Induraina dystanse te dochodziły lub przekraczały 100 kilometrów, a zawodnicy często na długich dystansach walczyli też drużynowo.

Balans na papierze to jedno, ale kto równowagę utrzyma na trasie, to drugie. Giro co roku pokazuje, że nie wystarczy nastawić się na królewskie etapy - walka trwa na każdym centymetrze, a nieuwaga lub pech mogą przedwcześnie zakończyć sny o chwale. W 2016 roku faworyci, zarówno górale, jak i kolarze łączący dobrą jazdę w górach z umiejętnościami walki z czasem, mają pole do rozpisania taktycznych planów. 10-kilometrowa czasówka na start to przygrywka, większe straty ponieść można przez defekt lub nieuwagę na wiatrach. 40 kilometrów po pagórkach to potrawa łykowata, ale do przełknięcia dla górali, którzy poradzą sobie na pagórkach Toskanii, a ewentualne straty spróbują odbić sobie na drodze na Alpe di Siusi.

Oszukać pogodę?

Trzy tygodnie zmagań o maglia rosa jak co roku będą głównymi wydarzeniami kolarskiego maja. Przygotowana trasa to teatr ocierający się jednak o ekstrema - z jednej strony cztery płaskie lub pagórkowate ponad 200-kilometrowe etapy, z drugiej krótkie i intensywne odcinki górskie. Obawy wywołuje już organizacja królewskiego dnia - 14. etap prowadzi przez przełęcze, które nawet w maju pokrywa kilkumetrowa czapa śnieżna, wobec czego przy niesprzyjających warunkach pogodowych, które powtarzają się niemal co roku, możemy być świadkami anulowania etapu. Podobne kłopoty mogą pojawić się dnia przedostatniego przy wjeździe na położoną na wysokości ponad 2700 metrów nad poziomem morza Col de la Bonette, która w maju zwykle jest zamknięta.





W ostatnich latach zapędy organizatorów Giro, by zorganizować jak najbardziej widowiskowy wyścig, ścierały się z warunkami atmosferycznymi w górach - w 2013 roku organizatorzy odwołać musieli jeden z etapów, a na dwóch innych kolarze finiszowali wśród sypiących się z nieba płatków śniegu i przy niskich temperaturach. Rok później fatalne warunki pogodowe i brak koordynacji działań sędziów doprowadziły do afery na Passo dello Stelvio, gdzie nieudana próba neutralizacji zmagań doprowadziła do awantury o to, którzy zawodnicy widzieli czerwone flagi sędziego, a którzy opacznie zrozumieli komunikaty.

Wskutek m.in. tych wydarzeń Międzynarodowa Unia Kolarska (UCI) wprowadziła tzw. protokół pogodowy, który szczegółowo regulować ma przeprowadzanie wyścigów w trudnych warunkach pogodowych. O tym, czy zda on egzamin, przekonamy się zapewne w maju, gdy oprócz sportowej walki na trasie jednym z głównych tematów będzie włoska aura i jej implikacje dla wyścigów oraz (nie)egzekwowanych w ich trakcie zasad.

WTA Wuhan. Rezygnacja, rozpacz i ból tenisistek [ZDJĘCIA]