Vuelta a Espana. Jeszcze jedna szansa Rafała Majki

Polak nie zdołał obronić podium Vuelta a Espana w czasówce. Na 38 kilometrach wokół Burgos wszystkich znokautował nowy, lecz spodziewany lider Tom Dumoulin. Jest jeszcze jeden etap, na którym można odbić wyścig Latającemu Holendrowi.
Maciej Bodnar - specjalista od czasówek, kolega Majki i Pawła Poljańskiego z grupy Tinkoff Saxo - przyjechał na drugim miejscu ze stratą 47 s do Dumoulina (Giant Alpecin) i w klasyfikacji generalnej jest 140. Majka był 17., aż 2 min 38 s za zwycięzcą. Pojechał ponad 40 s wolniej niż wyprzedzający go przed czasówką Fabio Aru (Astana) i trochę szybciej niż lider Joaquim Rodr~guez (Katiusza). Wystarczyło na czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej. Polak ma 2 min 22 s straty do lidera.

Bardzo możliwe, że był to decydujący etap ostatniego w tym sezonie trzytygodniowego wielkiego wyścigu, w którym wyczerpani startami w Giro d'Italia i Tour de France górale, tacy jak Rodriguez, Aru, Majka, Nairo Quintana (Movistar), dość sensacyjnie przegrywają z nowalijką, pierwiosnkiem nieskażonym wielkimi wyścigami Dumoulinem. Holender - duży jak na kolarza i nieprzypominający sylwetką specjalisty od jazdy w górach - co prawda próbował sił w Tour de France, szybko jednak wyleciał z niego po jednej z kraks. Słowem, rezerwę sił miał wielką.

Teraz - aż do soboty - kolarze pojadą dwa dość trudne etapy, ale z podjazdami, górkami nie tak wymagającymi jak wcześniejsze. To czas dla tych, którzy chcą zabłysnąć ucieczkami i mają szczyptę energii.

Ale jest jeszcze sobotni etap, do Cercedilli, z czterema premiami pierwszej kategorii, piekielnie trudny. Właściwie tylko tu jest szansa, by zerwać czerwoną koszulkę lidera z pleców Holendra i dojechać do Madrytu jako zwycięzca. Największe szanse ma na to Aru, który traci do lidera zaledwie 3 s. Teoretycznie atak z tylnych pozycji Rodrigueza, Majki lub piątego w generalce Quintany również jest jeszcze możliwy. Są jednak odstręczające okoliczności. Po pierwsze, kolarze mają w nogach niemal trzy tygodnie jazdy, a akurat ci, którzy mieliby zaatakować, ścigali się w którymś z wcześniejszych tasiemców Francji lub Włoch. Widok Majki ciężko opowiadającego o tym, co się działo na trasie po 16. etapie, był dla mnie wstrząsający. Majka mówił, że musi atakować, tak cicho i bezsilnie, że nie można było mieć wątpliwości. Ten silnik ledwo ciągnie.

Odstręcza też od ataku postawa Dumoulina. Facet jest twardy, wie, jak pokazać rywalom, że go nie zgubią. Tak było w poniedziałek, w ostatnim z serii trzech górskich etapów. Holender przepychał się do przodu, aby pokazać, że stać go jeszcze na mocną jazdę pod górę razem z rasowymi góralami. Mowa roweru znaczyła tyle co: "Nic mi, słabiaki, już nie zrobicie. Nie próbujcie. Szkoda sił".

Wreszcie odstręcza to, że finiszowe kilometry ostatniego górskiego etapu to długi zjazd. To, co zostanie ewentualnie wypracowane w pocie czoła na 16-kilometrowym podjeździe pod Puerto de Cotos (1825 m n.p.m., kolarze wjadą na szczyt dwukrotnie, z przeciwnych stron), może zostać wyrównane na 11-kilometrowej gonitwie w dół do Cercedilli.

- Po czasówce nie kończy się wyścig - ostrzega Majka. - Musimy pozostać skupieni i zmotywowani. Jeszcze jest wszystko możliwe.

Tour de France... i nie tylko. Największe kolarskie kraksy [ZDJĘCIA i WIDEO]




Czy Majka stanie na podium?