Vuelta Espana. Wygrana Schlecka. Dumoulin faworytem. Majka w czołówce

Rafał Majka utrzymał trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej Vuelta a Espana, ale najlepszym góralom nie udało się zgubić Toma Dumoulina, który w środę na etapie jazdy na czas będzie odrabiał straty.
Poniedziałkowy, ostatni naprawdę ciężki górski etap w tegorocznym wyścigu, wygrał 35-letni Luksemburczyk Franck Schleck z Treka, dla którego było to pierwsze poważne zwycięstwo od ponad czterech lat. Schleck, trzeci zawodnik Tour de France z 2011 roku, podjeżdżał najszybciej z dziesięcioosobowej ucieczki na piekielnie stromą ściankę Ermita de Alba, która wieńczyła 16. etap w Asturii. Momentami nachylenie drogi przekraczało 21 procent, a kolarze - pedałujący na najmniejszych przełożeniach - wyglądali tak, jakby kręcili w miejscu.

Niespełna 10 minut za plecami Schlecka rozgrywała się bitwa między kolarzami walczącymi o czołowe miejsca w klasyfikacji generalnej. Choć bitwa to chyba stwierdzenie nieco na wyrost. Tak naprawdę niemal do ostatniego kilometra przed metą wszyscy faworyci jechali razem. Dopiero w samej końcówce do przodu wyrwał Joaquim Rodriguez z Katiuszy, który zabrał dwie sekundy Fabio Aru (Astana) i został dzięki temu nowym liderem wyścigu. Włocha wyprzedza teraz o sekundę. Majka dojechał na metę trzeci w tej grupce ze stratą 10 sekund. W klasyfikacji generalnej Polak utrzymał więc trzecią lokatę, choć jego dystans do Rodrigueza i Aru minimalnie wzrósł (traci teraz 1 minutę 35 sekund do Rodrigueza).

Ale najważniejsze dla losów wyścigu jest to, że najlepszym góralom nie udało się w poniedziałek zgubić na podjeździe Toma Dumoulina. Lider grupy Giant-Apelcin finiszował tylko 15 sekund za Majką, co należy uznać za wielki sukces Holendra, który nigdy tak dobrze nie jeździł w górach.

Dumoulin to wybitny specjalista od jazdy na czas, a tak naprawdę jeszcze tylko ten etap, który zostanie rozegrany w środę w Burgos na dystansie 39 kilometrów, może odmienić losy wyścigu. Holender w tym roku wygrywał już czasówki w Tour de Suisse i w wyścigu Dookoła Kraju Basków, zajął też czwarte miejsce w prologu Tour de France.

Nad góralami w typie Aru czy Rodrigueza na trasie płaskiej czasówki - a w Burgos stromych podjazdów nie będzie - Holender jest w stanie zyskać nawet dwie minuty. Podczas wyścigu Dookoła Szwajcarii wyprzedził na czasówce Majkę, który był dziewiąty, o 1 min i 26 s. A kilku góralom potrafił dołożyć nawet trzy minuty.

Oznacza to, że w środę, po dniu przerwy, Dumoulin będzie walczył o zwycięstwo w całym wyścigu. Przeskoczenie przez Holendra 16 sekund do Majki wydaje się formalnością. Pytanie, czy Majka, który na czas w teorii jeździ lepiej niż Aru i Rodriguez, będzie w stanie odrobić ponad półtorej minuty do Hiszpana i Włocha. Tylko wyprzedzając choć jednego z nich, utrzyma się na podium.

Bukmacherzy po poniedziałkowym etapie za głównych faworytów końcowego triumfu we Vuelcie uważają Aru i Dumoulina (kursy 2,5 i 2,9). Za nimi jest Rodriguez (4,6), nieco słabszy od Aru na czas, a dopiero potem Majka (10,5).

Najbardziej realne wydaje się więc czwarte miejsce, które i tak byłoby największym polskim sukcesem w wielkim wyścigu od trzeciej lokaty Zenona Jaskuły na Tour de France w 1993 r.

Tyle teoria, ale w realnym świecie takie proste kalkulacje nie zawsze działają. Kolarze mają już w nogach blisko 2 tys. km. Czasówka w trzecim tygodniu wyścigu to nie to samo, co czasówka w wyścigu tygodniowym czy w prologu.

"Wygra Dumoulin, Aru drugi, a Majka trzeci" - napisał na Twitterze Oleg Tinkow, rosyjski miliarder i właściciel grupy Tinkoff-Saxo. Dodał, że Rodriguez jego zdaniem pęknie tak samo, jak w 2012 roku, gdy też był liderem przed drugim dniem przerwy, ale potem poniósł spore straty.

- W czasówce dam z siebie wszystko - zapewniał Majka w Eurosporcie, choć wyglądał już na bardzo zmęczonego.

24-letni Dumoulin, rówieśnik Michała Kwiatkowskiego, który stylem jazdy przypomina nieco Miguela Induraina, uznawany jest za jeden z większych talentów młodego pokolenia. Stawał już na podium Tour de Suisse, Eneco Tour, a swoją nadzwyczajną formę w górach we Vuelcie tłumaczy m.in. małym zmęczeniem sezonem. To dla niego pierwszy wielki wyścig, bo z Tour de France wycofał się po kraksie na trzecim etapie.

Po czasówce do końca wyścigu zostaną jeszcze cztery etapy, ale trzy z nich będą płaskie. W sobotę będzie kilka podjazdów, ale już nie tak wymagających, jak przez ostatnie trzy dni, a do mety będzie prowadził zjazd.