Kolarstwo. Światło w tunelu aerodynamicznym. Testy Polaków

Zmienię kask, siodełko, ustawienie ramion, być może pozwoli to na urwanie sekundy albo nawet kilku - mówi Sport.pl dwukrotna torowa mistrzyni świata Katarzyna Pawłowska po pierwszych w historii polskiego kolarstwa testach w tunelu aerodynamicznym.
Tunel aerodynamiczny na przedmieściach Drezna nie jest może instytucją naukową, gdzie wszystko lśni nowością jak z hollywoodzkiego filmu o podróżach międzyplanetarnych - wręcz przeciwnie, patrząc na niektóre gabloty i przyrządy, można odnieść wrażenie, że placówka wystartowała, nim w NRD do władzy doszedł Erich Honecker. Jednak nie scenografia jest w tej historii najważniejsza, ale metodologia. I umiejętność wyciągania wniosków. A wszystko to w Niemczech od dziesięcioleci jest na najwyższym poziomie. W Dreźnie, w strumieniu powietrza wyrzucanym przez turbinę, optymalnej sylwetki w locie szukał m.in. skoczek narciarski Jens Weissflog, który pierwsze złoto igrzysk olimpijskich wywalczył w 1984 r.

23 lata za Niemcami

- Niemieccy kolarze pierwsze testy mieli w 1992 r., my 23 lata później, co dobrze pokazuje, jak dużo do nadrobienia ma polski sport, jeśli chodzi o naukowe podejście - mówi Andrzej Piątek, dyrektor sportowy w Polskim Związku Kolarskim, pomysłodawca testów, które sfinansował Instytut Sportu, jednostka naukowo-badawcza przy ministerstwie sportu.

- Trenerze, zupełnie inna jazda! Co za poprawa, jestem w szoku - uśmiechała się we wtorek do szkoleniowca kadry torowej Grzegorza Ratajczyka Edyta Jasińska po testach, w których okazało się, że jeśli nieco zmieni sylwetkę i schowa ramiona bardziej pod ciało, to zmniejszy opór powietrza i może zaoszczędzić nawet kilka sekund. Dla ubranych w opływowe kaski i nowoczesne kombinezony zawodniczek współczynnik oporu powietrza wynosi ok. 0,38-0,42. Dla porównania, sportowe samochody mają ok. 0,15-0-2. Oczywiście wystająca ponad ramę sylwetka kolarki nigdy nie wygra pod tym względem z ferrari, ale dobierając odpowiedni kask, kombinezon, ułożenie pleców, rąk, wysokość siodełka, kierownicy, może zmniejszyć współczynnik oporu o setne czy nawet dziesiąte części. - Co może się przełożyć na wynik. W zawodowych grupach, a także w czołowych reprezentacjach, w których na kolarstwo idą wielkie pieniądze, jak Wielka Brytania czy Australia, takie testy to co roku normalka. My dopiero raczkujemy, ale ważne, że coś drgnęło - podkreśla Piątek.

Ile dadzą testy

Ile dokładnie sekund zaoszczędzą polskie kolarki - okaże się, gdy niemieccy specjaliści przekażą Polakom dokładne wyniki pomiarów uwzględniających takie szczegóły jak gęstość powietrza czy precyzyjny rozkład działających na zawodniczkę sił. A także po zmierzeniu czasów na torze w Pruszkowie po powrocie kadry do Polski. - Przed wyjazdem do tunelu mierzono nam czas na dystansie 3 km, po powrocie pojadę w nowym kasku, siodełku, w nowych ustawieniach sylwetki i sprawdzimy, ile zaoszczędzę - mówi "Wyborczej" Katarzyna Pawłowska, dwukrotna mistrzyni świata w scratchu, największa gwiazda kadry, nadzieja na medal igrzysk w Rio de Janeiro.

Diabeł tkwi w szczegółach

Pawłowska też była zachwycona testami. Okazało się, że mniejszy opór stawia w innym kasku niż ten, w którym do tej pory startowała. Dobry efekt dała też zmiana siodełka, skorygowanie o centymetr jego wysokości, a także nieco inne ułożenie ramion. - Kolarstwo to sport, w którym na wynik składa się suma wielu detali. Testy są potrzebne choćby po to, żeby taki szczegół jak źle dobrany kask nie wpływał na to, czy jest medal czy nie - podkreśla Pawłowska.

Bez nauki właściwie nie ma dziś sportu na najwyższym poziomie, ale tunel aerodynamiczny to tak naprawdę tylko część układanki. - Samo ustawienie optymalnej opływowo sylwetki to mało. Może się bowiem okazać, że przy idealnym ułożeniu sylwetki na dłuższym dystansie pedałuje się niewygodnie i spada moc. Dlatego zawodowe grupy kolarskie i najlepsze reprezentacje idą już krok dalej, poza tunelem, mają też specjalne urządzenia do bike fittingu, które za pomocą systemu czujników mierzą, jaka jest najlepsza sylwetka pod względem biomechanicznym, czyli mówiąc wprost, w jakiej pozycji kolarz wykręca największą moc - mówi Bartosz Krawczyński, dyrektor Instytutu Sportu. Takiej maszyny, wartej ok. 100 tys. zł, w PZKol wciąż nie ma, ale Krawczyński zapewnia, że o nią powalczy.

Nauka kluczem do medali

- Świat się zmienił. Pamiętam, jak w latach 80. na zawodach wszyscy śmiali się z Japończyków, gdy na mecie pocierali nogi lodem. Dziś wiadomo, że lodowe kąpiele przyśpieszają regenerację. Przykłady można mnożyć. Bez sportowej nauki na wysokim poziomie właściwie bardzo ciężko dogonić teraz światową czołówkę - podkreśla Piątek.

W Polsce takie podejście wciąż nie jest powszechne. UK Sports w Wielkiej Brytanii wydaje na różne projekty badawcze dziesiątki milionów funtów, Instytut Sportu ma 700 tys. zł. Na projekt "tunel" pójdzie w sumie 120 tys. zł.

Dzięki dofinansowaniu żeglarze sprawdzali też np., jak różne rodzaje masztów wpływają na prędkość i zwrotność, a narciarze klasyczni - z przymocowanymi do bioder przyspieszeniomierzami z żyroskopami - testowali, jaka technika pozwala im szybciej pokonywać wiraże. - Jeśli chcemy w przyszłości zdobywać więcej niż 10 medali na igrzyskach, to takich badań powinno być dużo więcej, w każdej dyscyplinie - zakończył Krawczyński.

Oto Angelika Wątor - złota medalistka z IE w Baku [ZOBACZ]