Tour de France. Dariusz Baranowski: czas Kwiatkowskiego może nadejść po Pirenejach

- Niepotrzebnie się tak martwiliśmy o formę Michała, bo po tym, jak pracuje, widać, że jest przygotowany i może powalczy o coś dla siebie. A Rafał Majka jest w bardzo dobrej formie, ale on musi być wszędzie tam gdzie Alberto Contador - mówi Dariusz Baranowski, trzykrotny zwycięzca Tour de Pologne, 12. kolarz Tour de France 1998, komentator Eurosportu. W sobotę ósmy etap Wielkiej Pętli. Relacja na żywo w Sport.pl około godz. 14.
Paweł Wilkowicz: Grupa Etixx Quick-Step już chyba wypełniła swoje cele na pierwszą część wyścigu: liderem był Tony Martin, etapy wygrywali on, Zdenek Stybar, Mark Cavendish. Michał Kwiatkowski będzie mógł w sobotę popracować trochę dla siebie?

Dariusz Baranowski: Etap kończy się dwukilometrowym podjazdem pod Mur de Bretagne, wszyscy będą chcieli być z przodu i będzie nerwowo przed finiszem. Moim zdaniem to jest etap dla górali, ale tych dynamicznych. Dla Purito Rodrigueza, dla Alejandro Valverde. Mogą się też pokazać Chris Froome i Alberto Contador. Michał, podobnie jak i Michał Gołaś, pracowali już na Martina, na Cavendisha, będą pracować na Rigoberto Urana w klasyfikacji generalnej. Moim zdaniem dla Michała będą etapy od trzynastego do szesnastego. Czyli cztery etapy przejściowe od przyszłego piątku, już po Pirenejach. Tam może Michał się załapie do jakiegoś odjazdu. Wtedy klasyfikacja generalna będzie na jakiś czas mniej więcej ustalona, najwięksi rywale będą odpoczywać po etapach z metami na szczytach. Te cztery wspomniane etapy to będzie przerwa przed Alpami i nie zabraknie okazji do ucieczek. Bartosz Huzarski pewnie też na nie czeka. To są jedyne w tegorocznym Tourze momenty dla uciekinierów. Pół peletonu będzie chciało się zmieścić w tych ucieczkach. Teraz łatwo się jest na jakiś odjazd załapać, bo kolarze i tak wiedzą, że ucieczka zostanie dogoniona, nie ma szans z peletonem. A w tych czterech etapach po Pirenejach ucieczka z dobrym zakończeniem już jest całkiem możliwa i trzeba będzie mocno walczyć, żeby się w niej znaleźć.

Pireneje to powinien być czas, gdy będziemy częściej oglądać Rafała Majkę?

- Rafał będzie widoczny tam, gdzie najtrudniej. Im dłużej będzie przy Contadorze, tym lepiej. Zadanie ma bardzo ciężkie i odpowiedzialne. To, że pracujesz na innych, nie oznacza, że jesteś słabszy. Główny pomocnik lidera grupy musi być doskonałym kolarzem, w genialnej formie. Takich pomocników się zapamiętuje, dla nich ta rola oznacza prestiż. Mikel Landa, pracując dla Fabio Aru w ostatnim Giro, zapracował na nazwisko. Peleton to docenił. Rafał też ma szansę stać się kimś takim w Tourze. Tak jak już pokazał się w obecnym Tourze Michał Gołaś, widzimy go ciągle w czubie peletonu. Michał Kwiatkowski na pewno też jest w formie. Bywało, że prowadził stawkę trzy kilometry przed metą, narzucał tempo 70 na godzinę. Tego kolarz bez formy nie potrafiłby zrobić, trzeba mieć mocne nogi. Dlatego na niego liczę, chyba niepotrzebnie się tak o niego martwiliśmy przed Tourem. O formę Rafała w ogóle nie trzeba się martwić, ale on jest ograniczony swoją rolą. Trzeba więc liczyć, że będzie na górskich etapach mała czołówka, 10-15 kolarzy, on będzie nadawał tempo i to się będzie podobało. Inna sprawa, że rok temu Rafał też miał taką rolę, a wystarczyła sekunda nieuwagi, Contador się wycofał i Rafał, pracując na swoje konto, wygrał etapy. Może też Alberto nie wytrzymać Touru po wygraniu Giro - czego mu nie życzę - i Rafał dostanie wolną rękę.

Kto wygra cały wyścig?

- Trzymam kciuki za Contadora, bo to mój były kolega z drużyny, mieszkałem z nim przez rok na wyścigach. Ale Froome będzie niesamowicie mocny, podobnie jak Nairo Quintana. Nairo ma bardzo dobry zespół, Alejandro Valverde cały czas jest obok niego tam, gdzie są podjazdy, są też dobrzy pomocnicy w płaskim terenie. To zasługa drużyny, że Quintana cały czas przyjeżdża z przodu. Osłaniają go dobrze. Sky i Tinkoff-Saxo też są zawsze z przodu na końcu etapu i opiekują się swoim liderem.

A mimo tej opieki i tak niewiele brakowało, by Tony Martin, przewracając się w czwartek przed finiszem, zrobił krzywdę również Quintanie i Vincenzo Nibalemu.

- Dobrze, że do upadku Martina doszło, gdy już jechali pod górę. Gdyby się na płaskim tak zawiesił na kole, to byłoby źle. A tak tylko on się skrzywdził, bo przewrócił się pierwszy.

Rok po roku jest w Tourze bardzo dużo kraks, w których cierpią najlepsi. W poprzednim sezonie nie dokończyli wyścigu Froome i Contador, teraz odpadli m.in. Martin i Fabian Cancellara - na tych etapach, na których mieli koszulkę lidera. Organizatorzy przesadzają z zastawianiem pułapek na trasie?

- Trasa nie ma znaczenia, zawsze pierwszy tydzień Touru jest bardzo niebezpieczny. To jest wyścig docelowy dla niemal wszystkich kolarzy, w pierwszym tygodniu tempo jest bardzo wysokie. Nikt nie jest zmęczony, nikt jeszcze marzeń nie stracił, każdemu się wydaje, że stać go na wielki wynik. Po Pirenejach niektórym ten zapał przejdzie. Zawsze było dużo kraks, ostatnio po prostu trafia na głośniejsze nazwiska. Ja leżałem po kilka razy w Tourach.

Pojawiają się propozycje, jak liczbę wypadków zmniejszyć, między innymi - wydłużyć strefę ochronną na ostatnich kilometrach z trzech do np. dziesięciu.

- Mnie się bardziej podoba pomysł, by nie wydłużać, tylko na ostatnich trzech kilometrach zatrzymywać czas. Bo dzisiaj pod ochroną jest tylko kolarz, który ma na ostatnich kilometrach defekt czy wplątał się w kraksę. Wtedy nie liczy mu się straconego czasu. A gdyby czas zatrzymywać, kolarze walczący o zwycięstwo w klasyfikacji generalnej nie musieliby się bać, że gdzieś w końcówce peleton pęknie, zrobi się pół minuty straty. I nie musieliby się już przepychać do przodu razem ze swoimi pociągami, na finiszu szaleliby tylko sprinterzy i ci, którzy ich wystrzeliwują. Byłoby mniej tłoczno.

W sobotę jest Mur de Bretagne, a w niedzielę drużynowa jazda na czas. Już bez niektórych znakomitych specjalistów od czasówek: Martina, Cancellary.

- Czasówka jest nietypowa, bo nie płaska, trasa jest wymagająca. Dziwnie to organizatorzy rozwiązali, że jazda drużynowa jest tak późno, składy niektórych drużyn są rozbite, niektóre drużyny mogą wystawić dziewięciu kolarzy, inne już nie, niektóre nawet tylko sześciu. Tony Martin był bardzo ważnym punktem Etixxu. Ale nadal ich stać na świetną jazdę w czasówce.

Tour de France... i nie tylko. Największe kolarskie kraksy [ZDJĘCIA i WIDEO]