Giro d'Italia. Alberto Contador liderem ale Aru i Porte siedzą mu na kole

Alberto Contador jest już liderem Giro d'Italia, ale na kole siedzą mu Włoch Fabio Aru i Australijczyk Richie Porte. Próbowali zrzucić się na pierwszym poważnym podjeździe, każdy atakował i każdy kontrował. Piąty etap wygrał samotnie Słoweniec Jan Polanc.
Trzy asy roweru przyczaiły się przed Abetone, podjazdem w środku Toskanii. Jest to tylko 1316 m n.p.m., ale jedzie się pod górę bardzo długo, bo 17 km, czasem jest 10-procentowa stromizna. Abetone miało być sprawdzianem prawdziwej siły i próbą wzięcia różowej koszulki lidera wyścigu.

Gdy zostało pięć kilometrów do mety, uderzył Contador - bo zobaczył, że peletonik słabnie. Przycisnął na największej stromiznie, tylko Aru go dognał - z Porte na kole - reszta zniknęła z tyłu. Potem atak przypuścił Porte, obejrzał się, nie, wciąż za nim był Contador. I Aru. A na koniec wyprysnął Włoch, skontrowali dwaj pozostali. Oni są numerami 1 - Contador, 2 - Aru z 2 sekundami straty - i 3 - Porte z 20 sekundami. Aru po etapie podjechał do odpoczywającego Hiszpana i powiedział: - Wielki wyścig!

Etap był ich historią, i są to zupełnie inni bohaterowie, niż byliby przed dekadą. Wtedy liczyliby się zapewne wyłącznie Włosi, dziś jest międzynarodowo - taki trend globalizacyjny. W najlepszej dziesiątce jest dwóch Hiszpanów, trzech Włochów, Kolumbijczyk, Kostarykanin, Australijczyk i Czech. Giro goni w ten sposób Tour de France.

Aru, trzeci kolarz poprzedniego Giro (rywalizacja o białą koszulkę lidera klasyfikacji młodzieżowej była jednocześnie wyścigiem w ścisłej czołówce między zwycięzcą Kolumbijczykiem Nairo Quintaną, Aru i Rafałem Majką), przeżywał trudny początek roku. Nie jeździł szybko - to raz. Jego drużyna rzuciła Vincenzo Nibalego na trudny odcinek Tour de France, więc dostała manto od prasy włoskiej za brak "Rekina" w Giro - to dwa. Trzy - ledwo ją dopuszczono do startów z powodu podejrzeń o doping. Cztery - sam Aru złapał wirusa i wycofał się z Giro di Trentino, ważnej rozgrzewki przed Giro d'Italia. Kiedyś Muhammad Ali żartował, że lekarstwa chorują na jego widok, wczoraj słabość poczuł wirus, widząc Aru podjeżdżającego pod Abetone.

Contador lanie dostawał nie od prasy, lecz od Olega Tinkowa, właściciela drużyny Tinkoff-Saxo zirytowanego słabymi wynikami. Tak zirytowanego, że po pierwszych wyścigach wiosennych dokonał rewolucji. I to w chwili, gdy Contador podejmował się wyzwania wyjątkowego - chce wygrać Giro i Tour. Pewnego wiosennego dnia Tinkow zrobił z teamu bogracz. Zamieszał chochlą, wyrzucił szefa, przycisnął kolarzy ostrymi wpisami na Twitterze, a nowi ludzie w teamie - m.in. były znakomity kolarz i potężnie umoczony w dopingu Bobby Julich - zaczęli wyciskać treningami i dietą z zawodników resztki kilogramów tak, że teraz młody Paweł Poljański prawie nie rzuca cienia. I narzekali, że czują się źle. Ale w maju Contadorowi zaczęło to służyć - jak całemu zespołowi, który w drużynowej czasówce był drugi w San Remo - w poniedziałek był mocny, pod Abetone przystawił pieczęć.

Porte (Sky) jeszcze inaczej. Od pierwszych przebiśniegów zasuwa szybciej niż inni. W styczniu, na pierwszej tygodniówce - Tour Down Under - był drugi, w lutym wygrał klasyfikację górali w Volta ao Algarve, w marcu wygrał Paryż - Nicea i Dookoła Katalonii, w kwietniu Giro di Trentino. W rankingu UCI lepszy jest tylko Alejandro Valverde, dzięki zwycięstwu w klasykach i "pomnikach". Porte zna przełęcz Abetone znakomicie, bo niedaleko stąd trenuje i mieszka, jak zresztą wielu kolarzy, w tym Przemysław Niemiec. Wiedział, na co go stać na każdym metrze. I nie odpuścił.

Różnice są minimalne, wyścig otwarty. Wszyscy mają mocne zespoły za sobą, choć być może Astana w górach jest najmocniejsza.

Dziś etap z finiszem płaskim jak lustro, dla sprinterów.

Poniedziałek był szalony, bo niewysokie górki okazały się dla peletonu Himalajami z powodu tempa nakręconego przez czołówkę. I Przemysław Niemiec (Lampre--Merida) znów stracił minuty, na miejsce sprzed dwóch lat (6.) już raczej nie może liczyć. Wyprzedza go zbyt wielu specjalistów od gór.

W poniedziałek przyjechał na metę 18. (2 min 8 s straty do zwycięzcy). W klasyfikacji generalnej jest najlepszy z Polaków - na 28. miejscu (5,10). Najlepszy z grupy CCC Sprandi, jej lider Sylwester Szmyd, był 55. (5,46), w generalce jest 58. (27,30).