Kolarstwo. Michał Kwiatkowski: Zawsze jedziemy po zwycięstwo

O debiucie i podium w Paryż-Nicea oraz ściganiu się w koszulce mistrza świata w rozmowie ze sport.pl opowiada Michał Kwiatkowski.
W niedzielne popołudnie Michał Kwiatkowski stanął na podium prestiżowego wyścigu Paryż-Nicea. Polak zaliczył bardzo owocny tydzień ścigania na francuskich drogach, w debiucie wygrywając prolog imprezy, nosząc przez pięć dni koszulkę lidera wyścigu i każdego dnia walcząc o zwycięstwo w jednej z najbardziej renomowanych imprez tygodniowych w kolarskim kalendarzu.

W klasyfikacji generalnej 24-letni mistrz świata uległ jedynie Australijczykowi Richiemu Porte (Team Sky), który najlepszy okazał się na górskim etapie z metą na Croix de Chaubouret i podczas finałowej jazdy na czas pod Col d'Eze.

- Jestem zadowolony. Wygrany prolog, koszulka lidera przez kilka etapów i drugie miejsce w klasyfikacji generalnej w takim wyścigu to naprawdę dobry początek sezonu. Dobrze zrobiłem pomijając Strade Bianche i Tirreno-Adriatico i zamiast tego wybierając Paryż-Nicea - wyjaśnił mistrz świata w rozmowie ze Sport.pl.

Kwiatkowski, który w ostatnich dwóch sezonach wiosnę rozpoczynał na trasie Tirreno-Adriatico, w tym roku zdecydował się na zmianę programu i wybrał Francję. Zwykle to ściganie z Paryża do Nicei postrzegane było jako wyścig przez wczesnowiosenne szarugi, a włoski wyścig jako szansa na nacieszenie się słońcem, jednak w tym roku w opałach byli zawodnicy "wyścigu dwóch mórz", których na stokach Monte Terminillo przywitały opady śniegu, a w nadmorskim Porto Sant'Elpidio silny deszcz.

Deszczu we Francji tradycyjnie nie zabrakło, ale to nie odstraszyło Kwiatkowskiego i jego kolegów. Napędzany mięśniami Michała Gołasia, Juliana Alaphilippe'a i Tony'ego Martina pociąg zespołu Etixx-Quick Step bezpiecznie wiózł "Kwiatka" i na deszczowym przedostatnim etapie pomógł mu przejść do ofensywy.

- Podczas sobotniego etapu staraliśmy się uzyskać przewagę nad głównym faworytem - Richie Portem. Koledzy byli niesamowici i to pozwoliło mi wierzyć, że uda mi się tego dokonać. Jako drużyna zawsze jedziemy po zwycięstwo, nigdy po drugie miejsce, nawet jeśli kosztowałoby nas to jego utratę - wyjaśnił Kwiatkowski, który na przedostatnim odcinku animował akcje zaczepne na zjazdach i zepchnął do defensywy rywali z ekipy Sky.

Polakowi na ostatniej wspinaczce zabrakło sił, ale rywale nie mieli wiele więcej szczęścia - zarówno Porte, jak i jego drużynowy kolega Geraint Thomas nie poradzili sobie ze śliskimi zjazdami do Nicei i po wywrotkach do mety dotarli wraz z Polakiem, przed finałowym odcinkiem ogłaszając remis.

- W końcówce nie miałem już tyle energii, odcięło mi prąd, byłem wyziębiony. Tony Gallopin [etapowy zwycięzca - przyp. red.] chciał odjechać ze mną, ale nie miałem na to sił - wspominał Kwiatkowski.

Drugie miejsce w Paryż-Nicea to pierwszy od wielu lat tak dobry wynik Polaka w "wyścigu ku słońcu". Poprzednio, w 2000 roku, 10. miejsce wywalczył jeżdżący wtedy w barwach hiszpańskiej Banesto Tomasz Brożyna. Triumf Kwiatkowskiego to jego trzecie zwycięstwo w wyścigu WorldTour - po mistrzostwie świata i prologu ubiegłorocznego Tour de Romandie - i 10 polski triumf w wyścigach tego prestiżowego cyklu w jego historii.

- Przybywa mi lat, staję się coraz silniejszy, bo ciężko na to pracuję. Nie boję się podjeżdżać, ale nie można mieć wszystkiego od razu, szczególnie w jednym sezonie - ocenił podopieczny Patricka Lefevere'a, który od lat na każdym kroku podkreśla jak ważne jest zbieranie nowych doświadczeń i nieustanny rozwój.

Klątwa? Jaka klątwa?

W kolarskim światku od lat funkcjonuje pojęcie "klątwy tęczowej koszulki" - impasu, rzekomej niemożności odniesienia zwycięstwa przez zwycięzcę światowego czempionatu podczas roku jeżdżenia w tęczowej koszulce.

Kwiatkowski spekulacje co do przesądu uciął dość szybko - wygrana na prologu "wyścigu ku słońcu" sprawiła, że zwolennicy teorii szybko zamilkli, a w sieci krążyć zaczęły żarty, że Polaka reguła ta nie dotyczy, gdyż prolog wygrał w koszulce mistrza Polski, a tęczową koszulkę schował pod żółtą lidera.

Sam Kwiatkowski nie przejmuje się wierzeniami kibiców i robi swoje. - Drobne zmiany jakie wprowadziliśmy w moim kalendarzu startów, znajomość wyścigów i swoich możliwości, dobrze przepracowany okres przygotowawczy, wsparcie zespołu i wiara w to, że tęczowa koszulka mistrza świata to atut, a nie klątwa pozwala mi w każdym ze startów myśleć o zwycięstwie moim czy drużyny - powiedział po zakończeniu ścigania we Francji.

Polak wyścig skończył na drugim miejscu, choć w klasyfikacji generalnej zanotował ten sam czas co Słoweniec Simon Spilak (Katusha) i Portugalczyk Rui Costa (Lampre-Merida). Sędziowie dodawać musieli setne sekundy uzyskane na prologu i podczas jazdy indywidualnej, by ustalić kolejność, a ta wypadła na korzyść 24-latka z Chełmży.

To także spory precedens - w historii wyścigu, liczącego na przestrzeni dekad 1000 - 1200 kilometrów, tylko raz zdarzył się taki "remis". W 1955 roku trzeci Bernard Gauthier miał taki sam czas jak Raphaël Géminiani, Antonin Rolland i René Privat.

Mistrz świata się rozkręca

Startem w Paryż-Nicea Kwiatkowski rozpoczął wiosenną kampanię, której celem są kwietniowe ardeńskie klasyki - cykl trzech prestiżowych wyścigów jednodniowych w Belgii i Holandii - Amstel Gold Race (19 kwietnia), Walońska Strzała (22 kwietnia) i Liege-Bastogne-Liege (26 kwietnia).

Wcześniej młodego Polaka czekają jednak "wiosenne mistrzostwa świata", czyli pierwszy z pięciu kolarskich "monumentów" - największych i najbardziej prestiżowych wyścigów jednodniowych w kalendarzu. Polak 22 marca stanie na starcie Mediolan-San Remo, 293-kilometrowego wyścigu, którego dotychczas nie udało mu się ukończyć.

- Jako zespół w niedzielę zrobimy wszystko, by wygrać pierwszy monument roku. Mamy silną ekipę, mamy Marka Cavendisha, który wygrał ten wyścig w swoim debiucie. On czuje ten wyścig, ma doświadczenie, a to jest coś, czego nam wszystkim potrzeba. Przejechałem końcówkę, bo dotychczas wyścigu nigdy nie skończyłem. Chcę uhonorować tę imprezę i przede wszystkim dojechać do mety - cytuje Kwiatkowskiego strona zespołu.

Polak wczoraj pojawił się w nadmorskim kurorcie San Remo, w towarzystwie Michała Gołasia dokonując rekonesansu trasy "Primavery". Mistrz świata w niedzielę na starcie stanie wraz ze swoim przyjacielem z Torunia, a także triumfatorem imprezy z 2009 roku - brytyjskim supersprinterem Markiem Cavendishem, który powalczyć będzie chciał o powtórzenie wyczynu sprzed sześciu lat.

Gdy sportowcy z krwi i kości poznają swoje woskowe podobizny [ZDJĘCIA]