Kolarstwo. Kwiatkowski będzie walczył do końca

Mistrz świata Michał Kwiatkowski po thrillerze na przedostatnim etapie wyścigu Paryż - Nicea zajmuje trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej i jutro walczył będzie o jego utrzymanie.
Kolarscy kibice i blogerzy co roku urządzają podsumowania sezonu, wybierając momenty najbardziej emocjonujące i najbardziej zapadające w pamięć. Mimo że to dopiero połowa marca, sezon się dopiero rozkręca, szósty odcinek francuskiego wyścigu Paryż - Nicea już można zapisywać jako bardzo mocnego kandydata do najlepszych momentów sezonu.

Scenariusza szóstego etapu nie powstydziłby się Alfred Hitchcock. Na czym świat stoi, klęli kolarze, którzy nazwę "wyścigu ku słońcu" wzięli zbyt dosłownie i zapomnieli o ciepłych ubraniach. Rywalizacja toczyła się przy deszczowej aurze, a kolarze mierzyli się z podjazdami zlokalizowanymi w departamencie Alp Nadmorskich, prowadzącymi ich do Nicei.

Prowadzący w klasyfikacji generalnej Michał Kwiatkowski już po czwartkowym etapie zapowiadał, że koszulka lidera nie powstrzyma go przed próbą ataków i nadrobienia czasu nad depczącym mu po piętach duetem ekipy Sky - Australijczykiem Richiem Portem i Brytyjczykiem Geraintem Thomasem.

Polak w towarzystwie kolegów z ekipy - trzykrotnego mistrza świata w jeździe na czas Tony'ego Martina i swojego przyjaciela Michała Gołasia - do ofensywy przeszedł już na 80 km przed metą, jednak jego akcja została powstrzymana - rywale z trasy ubiegłorocznego Tour de France doskonale pamiętali, co Polak i Niemiec potrafią zdziałać we dwójkę.

Kolarzom Sky Polaków i Niemca nie udało się utrzymać w ryzach na zjeździe z przełęczy św. Rocha - przedostatniej premii górskiej. Trio wywinęło swój popisowy numer i, ryzykując, odjechało na mokrym zjeździe, ciągnąc za sobą kilku innych kolarzy, w tym Francuza Tony'ego Gallopina. Grupka ostatnią wspinaczkę dnia, Cote de Peille, zaczęła 25 sekund przed pogonią kierowaną przez "niebiańskich". - Chcieliśmy utrudnić życie rywalom, jak się tylko da - tłumaczył po etapie Kwiatkowski. - Mieliśmy nadzieję, że uda nam się zostawić Porte'a i Thomasa i zyskać nad nimi przewagę przed jutrzejszą czasówką. Gallopin zasłużył na zwycięstwo, był najsilniejszy - przyznał kolarz ekipy Etixx-Quick Step na konferencji prasowej.

Sześciokilometrowy podjazd okazał się już ponad siły kolarzy Patricka Lefevere'a. Tytaniczną pracę Martina i Gołasia Kwiatkowski próbował wykorzystać, ale Polakowi nieco zabrakło sił, a mocne tempo narzucone z tyłu przez Gerainta Thomasa doprowadziło do połączenia się grupek. Pismo nosem wyczuł jedynie Gallopin, który w połowie podjazdu podziękował za współpracę i rozpoczął solowy koncert, którego celem były owacje na Promenade des Anglais w Nicei.

Kolarze Sky po zneutralizowaniu ataku Polaka przeszli za to do ofensywy. Atak drugiego w generalce Richiego Porte'a zdawał się pieczętować los Kwiatkowskiego, który - jako że jazda w górach to nie jego specjalność - nie był w stanie odpowiedzieć na dynamiczne przyspieszenie. Sytuacja zmieniała się jednak jak w kalejdoskopie na mokrych zjazdach w kierunku Nicei. Polak tracił 40 sekund, ale rywali dopadł pech - najpierw na ziemię poleciał Porte, a chwilę później zakrętu nie złapał Thomas i dwójka jak niepyszna znalazła się znów w grupie mistrza świata. - Dojechałem do mety z Thomasem i Porte'em, jestem trzeci. Jestem bardzo zadowolony z tego, jak pojechała moja ekipa. Pracowali na mnie, osłaniali mnie i pomagali odjechać na zjeździe. W końcówce nie miałem już tyle sił co w środku etapu, ale dobrze, że spróbowałem i zebrałem kolejne doświadczenia - ocenił Kwiatkowski, który na metę dotarł 1:02 za zwycięskim Gallopinem.

Na zamieszaniu w końcówce najbardziej skorzystał właśnie 26-letni Francuz. Kolarz ekipy Lotto Soudal na słuchawki dostał hasło "Nicea albo śmierć" i gnał do przodu ile sił w nogach, zmykając przed goniącą go grupką, w której znaleźli się Portugalczyk Rui Costa i Hiszpan Rafael Valls (Lampre-Merida), Słoweniec Simon Spilak (Katusha) i Duńczyk Jacob Fuglsang (Astana). Wszyscy oni nadrobili nad Kwiatkowskim i kolarzami Sky i do jutrzejszego etapu przystąpią z niewielkimi stratami do pierwszej trójki.

Przed rozstrzygającym etapem - blisko 10-kilometrową jazdą na czas na szczyt Col d'Eze - prowadzący teraz w klasyfikacji generalnej Gallopin ma 36 sekund zapasu nad Porte'em, 37 nad Kwiatkowskim, 38 nad Thomasem i Duńczykiem Jacobem Fuglsangiem. Kolejne miejsca zajmują Valls, Costa i Spilak, rozdzieleni tylko 13 sekundami.

Walka o podium będzie zatem niezwykle zacięta, między zawodnikami na czołowych pozycjach różnice będą prawdopodobnie niewielkie, choć synoptycy spodziewają się silnego wiatru, dochodzącego w porywach do 80 km/godz. - Wyścig się jeszcze nie skończył. Na górskiej czasówce dużo może się zmienić, nawet jeśli to tylko 9,6 km. Będę walczył do końca, to jeszcze nie koniec - oceniał Kwiatkowski, cytowany przez stronę ekipy.

Gallopin, którego dzisiejsza akcja sporo kosztowała, liczył będzie na dobry odpoczynek i swoje doświadczenie - jak sam mówi, podjazd na przełęcz Eze pokonał ponad 20 razy podczas zimowych treningów. Francuzowi przyjdzie się zmierzyć z "królem" tegoż podjazdu - Richie Porte w 2013 r. zdemolował na jego zboczach konkurencję i jutro do rywalizacji przystąpi w roli faworyta.

Kwiatkowski w nogach także czuł będzie trudy dzisiejszej akcji i jutro walczył będzie o utrzymanie pozycji na podium, gdyż kolarze znajdujący się za nim w walce z czasem na podjazdach radzą sobie bardzo dobrze. Polak po raz pierwszy w karierze będzie wjeżdżał na przełęcz Eze, a obawiać się może nie tylko równo jeżdżącego Thomasa, ale także Spilaka, który przed dwoma laty na tym samym etapie wykręcił szósty czas.