Kolarstwo. Wstrząsający raport: Doping może brać nawet 90 proc. kolarzy

Od 20 do 90 proc. zawodników w peletonie bierze doping. Mniej niż kiedyś, ale w użyciu są mikrodawki EPO, środki na odchudzanie i przeciwbólowe. Lekarze, wśród nich osławiony Eufemiano Fuentes, nadal pomagają oszukiwać, tyle że przenieśli się do Ameryki Południowej.
To najbardziej wstrząsające informacje z raportu Komisji ds. Reformy Kolarstwa (CIRC). Powołali ją przed rokiem nowi szefowie Międzynarodowej Unii Kolarskiej (UCI), wybrani w atmosferze czyszczenia dyscypliny po aferze Lance'a Armstronga. - Raport będzie granicą między erą dopingu i nowymi czasami - zapowiadał Brytyjczyk Brian Cookson, prezes od jesieni 2013 r. W skład CIRC weszło trzech niezależnych ekspertów - prokurator i prawnik ze Szwajcarii oraz australijski oficer śledczy.

Pierwszym zadaniem było rozliczenie się z najciemniejszą erą w historii kolarstwa. Jej trwanie wyznaczał początek lat 90. i narodziny powszechnego w użyciu dopingu EPO (zwiększał osiągi o 15 proc., do 2000 r. był niewykrywalny), a kończył symbolicznie moment wprowadzenia tzw. paszportu biologicznego w 2008 r. i zagęszczenie sita badań antydopingowych. Eksperci połączyli tropy kilku śledztw - m.in. operacji Puerto, afer Festiny i Armstronga, sprawdzali, co można było zrobić inaczej, by do nich nie dopuścić. Rozliczali z błędów działaczy i kontrolerów. Drugim zadaniem była ocena stanu dyscypliny: czy doping wciąż jest w peletonie? Ilu kolarzy bierze? Jakie środki? Gdzie są słabe punkty systemu?

Przeszłość? Bez rewelacji. Za to teraźniejszość...

Przed CIRC zeznawało ok. 200 świadków - kolarzy, trenerów, działaczy, menedżerów, dziennikarzy, sponsorów. Również największe tuzy - m.in. Lance Armstrong, Aleksander Winokurow, Tyler Hamilton i Chris Froome. Zeznawał też dziennikarz David Walsh, od którego artykułów zaczął się upadek Armstronga. Niektórzy mówili pod nazwiskami, inni - incognito.

Pierwsza część 228-stronicowego raportu, ta odnosząca się do przeszłości, nie przynosi wielkich rewelacji. Mechanizm zaniedbań i przymykania oczu przez UCI - m.in. byłych szefów organizacji Holendra Heina Verbruggena i Irlandczyka Pata McQuaida - był już w większości znany. Raport potwierdza, że zwłaszcza Verbruggen mocno "przysłużył się" rozkwitowi dopingu, bagatelizując wszelkie znaki, że Armstrong i inni działają nieczysto. W ciemnej erze kolarstwa UCI reagowała jak naiwny rodzic, który broni dzieci, mimo że dawno temu zeszły na złą drogę. Dlatego znaczenie wszelkich nieprzychylnych Armstrongowi raportów bagatelizowano, wierzono w jego antydatowane recepty, a gdy francuskie i brytyjskie media atakowały Teksańczyka, UCI go broniła. "Centrala nie walczyła z problemem, tylko dbała, by mówiło się o nim jak najmniej" - konkludują eksperci.

Podobnie było w 2010 r., gdy wpadł Alberto Contador. UCI początkowo w ogóle nie chciała zajmować się sprawą, wierząc, że clenbuterol dostał się do organizmu Hiszpana w skażonym steku wołowym.

Komisja podważyła niezależność komórki antydopingowej UCI, na którą stale wpływali Verbruggen i McQuaid, ale z najcięższego zarzutu - korupcji - pierwszy z prezesów się wybronił. Nie ma dowodów, że dotacje dla UCI od firm Armstronga były zapłatą za lepsze traktowanie.

Nowa i wstrząsająca jest druga część raportu opisująca teraźniejszość. Okazuje się, że mimo tuzina afer i atmosfery oczyszczenia wciąż wielu kolarzy korzysta z dopingu. "Jeden z czołowych zawodników zeznał anonimowo, że doping przyjmuje cały czas 90 proc. zawodników" - to chyba najmocniejsze zdanie raportu. Inny kolarz oszacował, że szprycuje się ok. 20 proc. peletonu.

Z zeznań komisja dowiedziała się, że w szerokim użyciu są mikrodawki EPO - podawane często, ale w niewielkich ilościach, by nie zaburzyć norm z paszportu biologicznego. Popularne są też leki powodujące spadek wagi przy jednoczesnym zachowaniu mocy, a nawet leki przeciwbólowe. Współpracujący ze sportowcami lekarze wciąż pomagają zdobywać recepty, by korzystać z tzw. wyłączeń terapeutycznych, np. na kortykosteroidy.

Ile grup ciągle się szprycuje?

"Skala dopingu jest mniejsza niż przed 2008 r., spadły dawki zażywanych środków, ale kolarze wciąż szeroko korzystają z zabronionego wspomagania" - stwierdza raport. Przygnębiający jest też wniosek, że w amatorskiej części kolarstwa jest równie źle - tam też sportowcy biorą.

Zawodnicy pytani, ile zawodowych grup jest czystych, odpowiadali najczęściej, że trzy-cztery, tyle samo ich zdaniem wciąż się szprycuje. A reszta? - Nie wiem, ciężko powiedzieć - to dominująca odpowiedź. Komisja wyciąga wniosek, że odchodzimy od systemowego dopingu w stylu Armstronga, gdzie w oszustwo byli zaangażowani wszyscy. Teraz kolarze dopingują się samodzielnie lub we współpracy z lekarzami. Eufemiano Fuentes, czyli centralna postać afery Puerto, wciąż pomaga zawodnikom, tyle że przeniósł się do Ameryki Płd.

Komisja podpowiada, jak uszczelnić sito antydopingowe. Rekomenduje m.in., żeby zezwolić na wyrywkowe badania także w nocy - teraz kontrolerzy mogą przyjść między 6 a 23, co pozwala na stosowanie mikrodawek. Proponuje też zakazania sportowcom wglądu do swoich paszportów biologicznych, bo widząc parametry krwi, mogą eksperymentować z różnymi dawkami leków, balansując na granicy normy. Sugerują też specjalne traktowanie skruszonych kolarzy, którzy zdecydują się zerwać z dopingiem, i pomoc kontrolerom w śledztwach.

Bayern rozgromi Szachtar? Obejrzyj relację w aplikacji Sport.pl LIVE [POBIERZ!]






Czy przestałbyś się interesować kolarstwem, gdyby okazało się to prawdą?