Kolarstwo. Tinkow rzuca wyzwanie kolarskim gigantom

Ekscentryczny miliarder Oleg Tinkow zaoferował milion euro czterem największym gwiazdom kolarstwa, o ile wystartują w przyszłym roku w Tour de France, Giro d'Italia i Vuelta a Espana. - Dopóki nie pojedziecie w tych samych wyścigach, nie dowiemy się, kto jest najlepszy - zachęca Rosjanin.
Oferta skierowana jest do Hiszpana Alberto Contadora, Brytyjczyka Chrisa Froome'a, Włocha Vincenzo Nibalego i Kolumbijczyka Nairo Quintany. Jeśli pojadą w 2015 r. w najważniejszych imprezach wieloetapowych, dostaną po 250 tys. euro bez względu na miejsca, które zajmą. Muszą tylko ukończyć wyścigi.

47-letni Tinkow - jego majątek szacowany jest na 1,4 mld dol. - od zeszłego roku jest właścicielem kolarskiej grupy Tinkoff-Saxo, w której ściga się Contador, a także m.in. Rafał Majka. Urodzony na Syberii w górniczej rodzinie przedsiębiorca zaczynał od handlu pierogami, potem założył najpopularniejszy rosyjski browar, a od kilku lat z sukcesami podbija branżę bankową. Kolarstwem pasjonuje się od lat, na rowerze pokonuje setki kilometrów tygodniowo, podczas tegorocznego Giro d'Italia sam przejechał większość etapów, robiąc rekonesans, potem doradzał zawodnikom. Tinkow jest też gwiazdą Twittera. Dyskutuje z fanami, składa oferty biznesowe kolarzom innych ekip (licytację o Petera Sagana zaczął właśnie w internecie), wrzuca dziesiątki zdjęć, np. jak popija szampana czy ściska się z kolarzami.

Przede wszystkim jednak Rosjanin inwestuje w sport duże pieniądze - w Tinkoff-Saxo wpompował już kilkadziesiąt milionów euro. I to nie koniec, bo zapowiedział, że zrobi z niej kolarski Real Madryt, skupując największe gwiazdy. "Tinkow tchnął w kolarstwo życie, sprawił, że znów jest o nim głośno" - piszą fani dyscypliny i porównują Tinkowa do innych ekscentrycznych miliarderów - Brytyjczyka Richarda Bransona i Amerykanina Donalda Trumpa.

Rosjanin nigdy nie bał się kontrowersji i w wywiadach często narzekał, że z wielkich kolarskich wyścigów wieje nudą, bo najlepsi unikają siebie nawzajem. - Powinni rywalizować między sobą, a nie korespondencyjnie, oczekują tego kibice i sponsorzy - mówił Tinkow.

W tym roku do starcia gigantów właściwie nie doszło ani razu. W Giro pojechał tylko Quintana (Movistar) i pewnie zwyciężył, w Tour de France byli Contador, Fromme (Sky) i Nibali (Astana), ale dwaj pierwsi zrezygnowali przez kontuzje, co otworzyło drogę do łatwej wygranej Włocha. Jedynie we Vuelcie zobaczyliśmy minimalne emocje, bo Contador rywalizował z Froomem i zwyciężył, ale Brytyjczyk nie był w pełni formy. Quintana w Hiszpanii upadł i się wycofał, a Nibali Vueltę odpuścił.

Tinkow już kilka tygodni temu zapowiedział, że Contador w przyszłym sezonie spróbuje podbić Giro i TdF. Nie jest na razie jasne, czy przekonał go już do startu w Vuelcie.

Czy pozostała trójka się zgodzi? 250 tys. euro to dla liderów kolarskich grup ze światowej czołówki nie są wielkie pieniądze. Ich roczne kontrakty są 10-20 razy większe. Eksperci kolarscy uważają, że jeśli pomysł Tinkowa ma szansę powodzenia, to tylko na zasadzie zaspokajania ambicji sportowych poszczególnych grup i wspólnej marketingowej ofensywy całego kolarstwa na zasadzie: "Spójrzcie na nas".

Wyzwanie wymagałoby od liderów sporych zmian w kalendarzu i przygotowaniach. Przed laty kolarze ścigali się w trzech dużych wyścigach rocznie bez problemów, teraz - gdy do sportu zawitały kosmiczne technologie, a wydolność sportowców sięga kresu ludzkich możliwości - prawie się to nie zdarza.

Były przypadki, gdy jeden zawodnik wygrywał dwa wyścigi w roku (ostatnio Contador - Giro i Vueltę w 2008, w TdF wtedy nie startował), ale trzy - nigdy. Za największe osiągnięcie uchodzi triumf w dwóch pierwszych wyścigach w roku - Giro i TdF. Udało się to tylko siedmiu kolarzom - Fausto Coppiemu, Jacques'owi Anquetilowi, Eddy'emu Merckxowi, Bernhardowi Hinaultowi, Stephenowi Roche'owi, Miguelowi Indurainowi i Marco Pantaniemu, któremu w 1998 r. pomogło zdziesiątkowanie peletonu po aferze dopingowej Festiny.

Więcej o: