Kolarstwo. Michał Kwiatkowski - kolarz kompletny

Cele, jakie sobie stawia Michał Kwiatkowski, czasami wydają się kosmiczne. Ale jeśli się uprze, dotrzyma słowa. I wygra mistrzostwo świata
Był mistrzem Europy w kolarstwie torowym, na igrzyskach w Sydney w sprincie drużynowym zajął dziesiąte miejsce. Po zakończeniu kariery został trenerem, prowadził m.in. Michała Kwiatkowskiego, który w niedzielę został mistrzem świata w wyścigu ze startu wspólnego. Od roku Marcin Mientki pracuje w firmowanej przez Kwiatkowskiego akademii Copernicus w Toruniu.

ROZMOWA Z MARCINEM MIENTKIM

PAWEŁ RZEKANOWSKI: "Marcin Mientki? Wzorzec, wiedziałem, jak wygląda profesjonalny sportowiec" - mówił kiedyś Kwiatkowski.

MARCIN MIENTKI: Nasze drogi zbiegły się, kiedy kończyłem się ścigać, a zaczynałem pracę jako trener. Był młodzikiem. Jeszcze go nie trenowałem, ale nawiązaliśmy kontakt.

Wszyscy, którzy znają Kwiatkowskiego, mówią, że w oczy rzuca się jego determinacja.

- Ja bym powiedział: charakter wojownika. Za każdym razem chce zaistnieć. Nigdy nie odpuszcza, nawet na treningu.

Teraz jest mistrzem świata, ale w środę startuje w wyścigu Dookoła Lombardii, bo nigdy go nie ukończył.

- On ciągle stawia sobie cele i dąży do nich. Czasami są to cele kosmiczne. Kto zakładałby, że wywalczy mistrzostwo świata? A on mierzył w złoto. Nigdy oczywiście nie powie wprost, że jedzie wygrać etap Tour de France albo mistrzostwo świata. Jednak, znając go od tylu lat, brałem to pod uwagę. Gdy słyszę od niego, że "jest nieźle", to wiem, czego się można spodziewać.

Co jest jego największym atutem?

- Często zawodnik ma zdrowie, ale nie ma psychiki. Albo na odwrót. Rzadko zdarzają się kolarze kompletni. Ale jeśli już na takiego trafisz, wyczynia takie rzeczy jak Kwiatkowski. W tym sezonie Michał wiele razy próbował ucieczek. Rywale go dochodzili, różne rzeczy mówiono i pisano, a on się nie przejmował, tylko kolejny raz ryzykował. Taki jest. Nie podda się. Kiedy w niedzielę atakował, wiedział, że jedzie po zwycięstwo. Po złotym medalu nawet do niego nie dzwoniłem, wiedziałem, co się dzieje z jego telefonem i głową.

Skąd wysyp sukcesów polskiego kolarstwa?

- Dochodzi do zmiany pokoleniowej. Są nowe twarze. Był okres w kolarstwie juniorskim, kiedy Polska miała dobre roczniki. To ci zawodnicy błyszczą dziś w seniorach. Rafał Majka i Kwiatkowski ścigali się w jednej kategorii przez kilka lat. Swoje zrobił system szkół mistrzostwa sportowego. I Majka, i Kwiatkowski wychowywali się właśnie w SMS-ach. To system finansowany przez ministerstwo, a oni są ewidentnie ich "produktami".

Kwiatkowski w Toruniu rok temu uruchomił akademię kolarską Copernicus - wzoruje ją na SMS-ach i tym, co widzi na Zachodzie.

- Akademia działa według wizji Michała. Uczniowie rano przychodzą na trening, później idą do szkoły na lekcje, a po nich wracają na zajęcia. Mamy w Copernicusie całe zaplecze do treningu zimowego - sprzęt, siłownię, dbamy o detale. Między zajęciami zawodnicy jedzą u nas obiad, mamy stołówkę.

Kwiatkowski mówił kiedyś: "Jeździłem po różnych drogach, trenowałem w każdych warunkach, nawet na poboczu koło tirów". Dziś dzieci oczekują luksusów, nowych rowerów, wypranego codziennie stroju?

- Jeździmy po każdych drogach. Jeśli będzie dziurawa, trzeba przez nią przejechać, bo taka sama może być na zawodach. Nie ma co narzekać. A reszta? To jedno z ukierunkowań Michała - staramy się do wszystkiego podchodzić profesjonalnie. Młody człowiek ma doceniać to, co dla niego robi akademia Copernicus. Skoro dajemy mu ciuchy, nowe rowery, transport, obozy w dobrych hotelach - za znikomym wkładem rodziców - musi to szanować. Rodzice płacą za miejsce w szkole 25 zł miesięcznie.

Mistrzami będzie niewielu. Ale mają zostać dobrze ukształtowanymi ludźmi. Sport uczy szacunku - do drugiego człowieka, do sprzętu, samochodu, który trzeba posprzątać po wyjeździe. Michałowi bardzo na tym zależy. Postawiłbym nawet u nas znak równości między szkoleniem kolarskim a wychowywaniem. Gramy w otwarte karty - zapewniamy profesjonalne warunki, ale oczekujemy zaangażowania i poszanowania.

To megaprzedsięwzięcie. W pierwszym roku działalności mamy ponad stu zawodników, którym zapewniamy transport, trenerów, sprzęt, opiekę. Wszystko - od A do Z. Są sponsorzy, którzy mają wizję taką jak my, deweloper Budlex, Skoda, Activ-Jet, Trek. Bez nich to wszystko nie byłoby możliwe. Michał również włącza się finansowo w projekt. Tak było z remontem internatu. Zapłacił za modernizację budynku dla najlepszych zawodników, którzy przyjechali do Copernicusa z całej Polski.

Kluby w Polsce czasami po kilkanaście lat czekają na takie remonty.

- Michał sam sześć lat spędził w internacie, więc wie, jak to wygląda. Stwierdził, że jeśli ktoś ma tu dawać z siebie wszystko - trenować, a później wypoczywać - to musi mieć godne warunki. Teraz w internacie są świetne warunki dla naszych 20 kolarzy i kolarek. Praktycznie od podstaw odnowiono półpiętro.

W akademii ćwiczą również zawodnicy innych klubów, więc Michał wyremontował internat także dla potencjalnych przeciwników własnych wychowanków. Ale nam to nie przeszkadza. I on, i my chcemy wyrwać się z podziałów, rywali walczących ze sobą za wszelką cenę. Rywalizujmy, ścigajmy się, ale niech kolarstwo nas łączy, a nie dzieli. Nie róbmy sztucznych barier. Michał jest dostępny dla każdego z uczniów. Kiedy jest u nas, wypije kawę i pochodzi po salach.

To dziś mistrz świata, wielka postać kolarstwa, ale też po prostu ich rówieśnik.