MŚ w kolarstwie. Brytania znów może krzyknąć "Here Wiggo!"

Brytyjczyk Bradley Wiggins wygrał indywidualną jazdę na czas na kolarskich mistrzostwach świata w Ponferradzie, detronizując trzykrotnego mistrza - Niemca Tony'ego Martina. Maciej Bodnar zajął 16. miejsce.
Martin chciał przejść do historii kolarstwa, bo jeszcze nikomu nie udało się wygrać na MŚ jazdy na czas cztery razy z rzędu. Niemiec nie miał sobie równych w tej specjalności od 2011 r., gdy czołowi kolarze globu ścigali się w Kopenhadze. Wtedy po raz pierwszy Wiggins musiał zadowolić się srebrem, drugi raz - dwa lata później we Florencji.

W międzyczasie Brytyjczyk też odnosił wielkie sukcesy, ale na innych frontach - w 2012 r. wygrał Tour de France i zdobył złoto w jeździe na czas na igrzyskach, ale triumfu w szosowych mistrzostwach świata w kolekcji wciąż mu brakowało. Gdy po słabszym poprzednim sezonie i przeciętnym obecnym wydawało się, że niezwykle popularny w Brytanii sportowiec być może najlepszy czas ma już za sobą, "Wiggo" nagle znów wyciągnął z rękawa formę wybitną.

Na 47-kilometrowej trasie w Hiszpanii zaczął spokojnie, na pierwszych międzyczasach tracił do Martina kilka sekund, ale w drugiej części przycisnął i rywali znokautował. Nad Niemcem miał ostatecznie 26,23 s przewagi, a nad trzecim Holendrem Tomem Dumoulinem - ponad 40 s.

Brytyjskie gazety jak podczas igrzysk w Londynie mogą znów bawić się tytułami, pisząc: "Here Wiggo!". Wtedy wiggomania sięgnęła zenitu - brukowce dołączały do gazet papierowe bokobrody, znak rozpoznawczy kolarza, miłośnika subkultury modsów powstałej w latach 60. Klasyczny mods słucha The Who, Davida Bowiego i ma obcisłą koszulkę od Freda Perry'ego z przypiętym okrągłym znaczkiem lotniczym RAF-u.

Wiggins, który przy 190 cm wzrostu waży ledwie 69 kg, ma specyficzne metody treningów. Nie chodzi na siłownię, bo mięśnie "dużo ważą", woli jogę, pilates, gimnastykę i medytację. Urodził się w Belgii, ojciec był australijskim kolarzem, ale też pijakiem i rozrabiaką. Zostawił rodzinę, mama wychowała syna sama. Jako 12-latek zaczął chodzić na welodrom w Herne Hill w Londynie. W rowerach zakochał się od pierwszego wejrzenia, nie przestraszył go połamany obojczyk, żebra i nadgarstek. - Dzieci oglądały filmy akcji, syn - kolarskie wyścigi - opowiadała Linda, matka mistrza świata.

Dziś 34-letni Wiggins jest gwiazdą jednej z najbogatszych zawodowych grup Sky. Platforma cyfrowa BSkyB pompuje w nią rocznie 30 mln funtów. Ale ostatnie dwa sezony były dla "Wiggo" trudne, bo zespół coraz mocniej stawiał na młodszego rodaka - Chrisa Froome'a, co kilka razy prowadziło do konfliktów. Wiggins wygrał w tym roku tylko jeden, niezaliczany do najważniejszych wyścig - dookoła Kalifornii. Spekulowano, że może opuścić Sky lub zakończyć karierę.

Ale "Wiggo" znów się rozpędził i planuje z rozmachem - chce pobić w przyszłym roku rekord świata w jeździe godzinnej i wrócić na dobre do kolarstwa torowego, by na igrzyskach w Rio w 2016 r. spróbować zostać najbardziej utytułowanym w historii brytyjskim olimpijczykiem. Obecnie Wiggins ma siedem medali, w tym cztery złote (większość na torze). Przed nim są tylko dwie inne legendy - wioślarz Steve Redgrave (sześć medali, pięć złotych) i kolarz torowy Chris Hoy (siedem medali, sześć złotych).

Najlepszy z Polaków Maciej Bodnar zajął 16. miejsce ze stratą 2 min i 22 sekund do Wigginsa. Lider polskiej ekipy Michał Kwiatkowski nie startował, bo oszczędza siły na niedzielny wyścig ze startu wspólnego.