Kolarstwo. Ujawniono kolejne zajście na Vuelta a Espana

Hiszpan Joaquin Rodriguez z Katiuszy w niedzielę uderzył Irlandczyka Philipa Deignana na trasie Vuelta a Espana. Sprawa wyszła na jaw po tym, jak w poniedziałek szefowie wyścigu wyrzucili Iwana Rownyja i Gianlucę Brambillę.
Rownyj i Brambilla pobili się na trasie poniedziałkowego etapu. w wyniku uderzenia w twarz Rosjanin musiał wymienić okulary. Kierownictwo wyścigu po obejrzeniu nagrań zdecydowało o wykluczeniu obu kolarzy z dalszej jazdy.

Kontrowersyjna decyzja

"Wykluczenie z Vuelty obu bokserów Rownyja i Brambillę to zdecydowanie zła decyzja. Nie mam nic przeciwko, gdy chłopcy walczą jak w hokeju. SHOW" - skomentował na Twitterze Rosjanin Oleg Tinkow, szef grupy kolarskiej Tinkoff-Saxo, w której jeździ między innymi Rafał Majka i Rownyj. Brambilla reprezentuje z kolei ekipę Omega Pharma-Quick Step, w barwach której ściga się Michał Kwiatkowski.

Nie pierwsza bójka

W poniedziałek okazało się też, że to wcale nie pierwsza bójka podczas tegorocznego wyścigu. Deignan z grupy Sky opowiedział o swoim zajściu z Rodriguezem. - Przed przedostatnim podjazdem w niedzielę miałem za sobą swojego lidera Chrisa Froome'a i jechaliśmy za kolarzami z Tinkoff-Saxo. Gdy jechaliśmy w deszczu przy prędkości 50 km/h, Joaquin Rodriguez mnie lekko trącił. Utrzymałem równowagę i trąciłem go. Jechaliśmy dalej, gdy nagle Rodriguez odwrócił się do mnie i uderzył mnie w twarz, rozcinając mi wargę i zostawiając oszołomionego i wściekłego - opisał Irlandczyk.

- Na szczęście początkowa chęć, by oddać Hiszpanowi, została stłumiona przez powściągliwość i przytomność umysłu. Zdałem sobie sprawę, że w tak zdradzieckich warunkach to tylko pogorszy sytuację i będzie zagrożeniem dla innych zawodników - dodał.

Sprawa zakończyła się polubownie. Rodriguez w poniedziałek przeprosił Deignana. - To był bardziej gest w stylu "co ty wyprawiasz?". Nie chciał go nawet dotknąć - tłumaczył Hiszpana rzecznik zespołu Katiusza.

W przeszłości też bywało gorąco

Zazwyczaj do przepychanek między kolarzami dochodzi podczas sprinterskich finiszów. W czwartek Argentyńczyk Maximiliano Richeze uderzył łokciem Włocha Jacopo Guarnieriego na 12. etapie Vuelty. Czasami kary za takie zachowania bywają surowe. W 2010 roku Australijczyk Mark Renshaw został zdyskwalifikowany podczas Tour de France za uderzenie głową Nowozelandczyka Juliana Deana. Za podobne wykroczenie na Australijczyku Simonie Gerransie kary uniknął na tegorocznym TdF Brytyjczyk Mark Cavendish.

Do przepychanki doszło też na Tour de France w 2010 roku. Po jednym z etapów Hiszpan Carlos Barredo i Portugalczyk Rui Costa. Pierwszy z nich wyjął ze swojego roweru koło i uderzył nim rywala, a skończyło się szamotaniną na ziemi. Kolarzy rozdzielili członkowie ich zespołów i dziennikarze, ale wówczas skończyło się na karze finansowej.



Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live